Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Rikka Malkain:
Jadąc na swoim nie wiedzieć skąd wytrzaśniętym w tej chwili koniu, Rikki bezczelnie strzygła uszami wychwytując wszystkie ciekawsze słowa dookoła. Szczególnie zaciekawiły ją słowa dwójki wampirów, do których teraz podjechała.-Jestem Rikka, chyba nie mieliśmy jeszcze przyjemności. Ta wasza przemiana... Jak to robicie?-Zapytała wprost.
Nawaar:
Kharim zaśmiał się głośno na słowa Patty. - W końcu byście mnie pomścili, ale nie czas na takie tematy. Musimy teraz pomóc moim bracią chociaż znam, stamtąd tylko jednego krasnoluda. Kuc Kharima ruszył do przodu.
Anette Du'Monteau:
-Czekałem bo jakaś brodata paniusia przede mną nie potrafi sprecyzować własnych myśli. Te piwsko wam kompletnie już mózgi przeżarło... Niziołek postanowił zlać kolejną wypowiedź krasnoluda i wyszedł z sali. -Larwą to mogli cię nazywać rodzice, kiedy wypełzłeś spod swojego kamienia... - mamrotał do siebie.
Hagmar:
Ekkerund. 19:30
Król tylko pokiwał głową, zapamiętał by odpowiednio "nagrodzić" Blaze'a po bitwie. Wydano odpowiednie rozkazy. Ci co stali na murach widzieli jak przed wojska wroga wyjeżdżają katapulty i nawet wieża oblężnicza. Zaczęło się...
BPP
//Jesteście już spory kawałek po za miastem.
Malavon:
Ja natomiast przeszedłem już sporą część miasta. Zdążyłem minąć grupki krasnoludów próbujące znaleźć sobie dogodną pozycję, kupców wiejących w głąb miasta i próbujących zabezpieczyć swój dobytek w razie konieczności oraz wielką metalową wiewiórkę? Uznałem w tym momencie, że będę musiał skończyć z piciem naparów nieznanego pochodzenia.
Mimo całego zamieszania udało mi się dostać do głównych bram. Tym razem chwilę zajęło mi odnalezienie właściwego wejścia. Kiedy je odnalazłem, mogłem w końcu udać się na wyższe pozycję i zacząć obserwować okolicę. Zająłem jedno z wolnych miejsc. Było całkiem wygodnie, a i nawet znalazł się bukłak z odrobiną płynu dziwnej zawartości. Powąchałem ciecz, ale jej zapach odrzucił mnie niemal natychmiast. Co tam, co nie zaszkodzi to wzmocni... I wziąłem głębszy łyk. W pierwszej chwili myślałem, że zwrócę zaraz moje śniadanie. Jednak jakiś krasnal klepnął mnie w plecy i napój sam przeleciał do żołądka. Osz kurwa... Pomyślałem przecierając łzy z oczu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej