Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Hagmar:
- Aryo, stawał się wampirem. Jego dusza... została prawdopodobnie skażona i nic nie da się zrobić. Kazałem zawieźć ciało do Paktu. Zrobimy wszystko co się da. Ale magia też ma swoje granice. - owszem ma granice, ale jak szerokie? Tego Aragorn nie wiedział. Przysiadł się bliżej Aryi i osłonił ją skrzydłem od wiatru. - Chciałbym Ci pomóc, na tyle na ile mogę. Zamieszkaj u mnie, mogę cię adoptować. Wtedy ty i dziecko będziecie mieli byt. Kratos był mi jak drugi syn.
Arya:
- Słucham?! Musi się udać, on musi ożyć! To by było straszne, gdyby on na dobre umarł. A mieliśmy wziąć ślub.. Eh. Westchnęła. To miłe z twojej strony, ale ja nie wiem, czy mogę przyjąć tą propozycję. Ale nie chcę zostać też z dzieckiem sama, gdyby się nie udało... Znowu zaczęła płakać. Nie za bardzo pasowało to do wojowniczki, jednak... mogła wytłumacz te emocje tym, że była w ciąży. Chociaż nie, to była rozpacz prosto z serca.
Hagnar Wildschwein:
-Dziołcha, słuchej- podjął, podpity już z deka, krasnolud. -Tako zwykle bywa że jednymu wyjść ze swoi gruby, innemu coby go wynieś mieli- krasnoludzkie metafory nie miały sobie równych. -Tedy wiedz- ciągnął dalej Domenik -ÂŻe nikej nie dzieji si bez powodu- stłumił beknięcie. Jakkolwiek sentencjonalnie nie brzmiał to z jego prostego serca płynęło tyle samej, prostej, życzliwości. Uśmiechnął się nawet.
-Siadej tutej bliżej, dziołcha- zaprosił ją i zrobił miejsce obok siebie. Wyglądało na zachęcająco ciepłe.
-Nie bojaj sie wuja Domenika- skinął ponownie, gościnnie.
Arya:
Ze smutkiem w oczach spojrzała po krasnoludach. Ostatecznie jednak odsunęła się lekko od Aragorna, ale nie przysiadła też bliżej krasnoludów. Usiadła gdzieś pomiędzy. Dało się wyczuć jakby chłód bił od dziewczyny. Taki chłód emocjonalny. I dominujący smutek.
Rikka Malkain:
Zaatakował ją akurat gdy walczyła sztyletami, tak się złożyło, że on także miał w dłoniach dwa. Rikki odbiła szybko jego nóż, jednocześnie atakując własnym. Zablokował. Zaczęli tańczyć wokół siebie wpatrując się bacznie w siebie nawzajem i wypatrując jakiejkolwiek słabości u przeciwnika. Skoczyła. Sztylet zadzwonił o sztylet, przez chwilę wymieniali uderzenia. Gdy bandyta odbił jej kolejny cios, odskoczyła od niego jak oparzona. Uśmiechnął się. Nagle jego uśmiech przemienił się bliżej niezidentyfikowany grymas, a sam człowiek spojrzał w dół. Z jego brzucha pociekła krew, nawet nie zauważył kiedy młoda dhampirka go dźgnęła. Uśmiechnął się raz jeszcze, niedowierzając, i przewalił na bok. Rikki kopniakiem obróciła go twarzą do ziemi, by nie mógł jej ruszyć gdy będzie go dobijać. Schyliła się chwytając człowieka za głowę i poderżnęła mu gardło.
4670/6000x Mięso armatnie
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej