Tereny Valfden > Dział Wypraw

Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund

<< < (63/74) > >>

Patty:
- Grashiz! - wykrzyknęłam inkantację, nabuzowana magiąm krwią i walką. Energia raz jeszcze wypełniła moje ciało, czułam, jak adrenalina buzuje mi w żyłach, mieszając się z magią, tworząc wybuchową mieszankę. Ruszyłam na wroga, wznosząc prawą rękę do ciosu. Gdy wojak próbował się zasłonić, zamarkowałam cios mieczem i zdradliwie uderzyłam buławą z boku. Huknęłam go prosto w żebra, gruchocząc je i powalając przeciwnika na kolana. Cięłam zamaszystym sinistrem po gardle, zbroja była już cała uwalana krwią i pyłem. Ruszyłam dalej, zbiłam cios miecza buławą, kolejne ostrze przejechało po napierśniku, ale tym już się nie przejmowałam. Odtrąciłam obuszkiem klingę żołnierza przede mną i wbiłam srebrne ostrze tuż pod jego mostek. Nie trudząc się wyciąganiem klingi obróciłam się, młócąc wściekle buławą. Stalowa kula raz za razem uderzała w jego klingę, w końcu przełamując ją na dwie części. Wtedy uderzyłam znad głowy, prosto w czoło, kawałki kości rozprysnęły się na boki. Cofnęłam się, generując jednocześnie sporo magicznej energii - Anosh! - krzyknęłam, a zaklęcie spotęgowało moje własne zapasy energii magicznej, pozwalając mi rzucać więcej zaklęć. Wyciągnęłam rękę, wymawiając kolejną inkantację - Izeshar! - nad dłonią pojawiła się lśniąca kula, aż tętniąca życiem. Do tego stopnia, że jej witalność była zdolna palić na popiół. Posłałam ją telekinezą wprost na głowę kolejnego wroga. Obłok go spopielił, błyskawicznie pozbawiając życia. Cofnęłam się, unikając dosłownie o milimetry pędzącej klingi. Zagapiłam się, zaatakował mnie kolejny żołnierz. Przemieściłam się za jego plecy, jednocześnie wsuwając buławę pod pachę i krzycząc  - Heshar! - płomienie ogarnęły nieszczęsnego żołnierza, jego skórzany pancerz na nic mu się nie przydał. Wtedy podbiegłam do zwłok, wyszarpując klingę i skoczyłam na następnego wroga. Zbiłam jego miecz cięższą buławą i cięłam krzyżowo, tworząc na jego twarzy wielki znak "X". Cięłam jeszcze raz, przez skroń, przecinając tętnicę. Ruszyłam dalej, zaatakowałam kolejnego żołnierza, uderzając buławą w jego kolano. Noga załamała się pod żołnierzem, a wtedy obróciłam rękojeść w palcach i potężnym pchnięciem w dół przebiłam jego serce. Odetchnęłam głębiej, odkrywając, że w zapale bitewnym niemal zapomniałam o oddychaniu i dopadłam następnego żołnierza. Widziałam jego młodą, szczerą i niesamowicie przerażoną twarz, gdy z łatwością przełamałam jego blok. Ale to nie był czas na sentymenty, moja klinga zatańczyła, tnąc przez skroń, gardło i pachę. W idealnym ruchu przecięłam jego trzy tętnice. Obca klinga opadła na moją zbroję, a ja podziękowałam w myślach za stalową osłonę, bez niej już dawno byłabym trupem. Odwróciłam się, jednocześnie zawijając oboma brońmi jednocześnie. Mężczyzna odtrącił niezdarnie miecz, ale minął się z buławą. Obuch trafił go w rękę, boleśnie obijając mięśnie. Wyszczerzyłam się wilczo, przyciągając go telekinezą, by nabić go na ostrze aż po rękojeść. Srebro przebiło jego serce, zginie w ciągu chwil. Kolejny, dzielny żołnierz mnie zaatakował. Uderzył mieczem prosto w moją rękawice, cios był na tyle bolesny, że upuściłam miecz. Warknęłam i zamachnęłam się buławą, raz, drugi trzeci, w końcu przełamując jego obronę i tłukąc w czaszkę. Kula uderzała raz za razem, mózg już dawno opuścił ten zakuty łeb. Uniosłam wzrok, widząc szarżującego na mnie wojaka i wypuściłam buławę z rąk, wyciągając ręce przed siebie - Heshar! - krzyknęłam, a płomienie objęły żołnierza, paląc go w ściągu chwil. Rozejrzałam się i zobaczyłam, jak jeden z tych buntowników powala właśnie jednego z naszych. Skupiłam energię magiczną i wypowiedziałam inkantację - Izeshar! - obłok pełen mocy powstał nad moją wyciągniętą ręką, a ja posłałam go prosto w stronę żołnierza. Zginął, wciąż zadowolony z zadania łatwej śmierci.

4456/6000x Mięso armatnie

Hagmar:
//Z rodzinamy siedzieć a nie  ;[ Albo i piszczie  ;p


4666/6000x Mięso armatnie

Rikka Malkain:
Dziewczyna kombinowała jak tylko mogła by zabić jak największa ilość wrogich żołnierzy, ba żaden nie mógł uciec z pola bitwy. Sama nie wiedziała do końca co wywołało u niej nagle taki zapał i taką żądze. Wypatrzyła kolejnego uciekającego. Człowiek był już daleko, w dodatku biegł nad wyraz szybko. Także miała się za szybką, ale tego cwaniaka raczej nie dogoni. Zamiast tego ponownie chwyciła w dłonie łuk. Odległość między nią, a jej celem malała z każdą chwilą. Zaraz będzie wynosić jakieś sto metrów, na oko. Nie było na co czekać. Szybko umieściła strzałę tam, gdzie jej miejsce i posłała w kierunku zbiega. Przez moment patrzyła za nią, obserwowała jej lot. Odwróciła wzrok dopiero, gdy trafiony gwałtownie runął na ziemię. Nie był to oczywiście ostatni zabity dzisiaj. Dobyła miecza i starła się z następnym. Zaczęli wymieniać ciosy, ten nie wyglądał na aż takiego zmęczonego. Odskoczyła w tył powiększając dzielący ich dystans. Człowiek wyglądał na takiego, który przeżył już to i owo. Na lewym oczodole miał opaskę, zapewne kryjącą brak oka. Nikt nie musiał mówić dziewczynie, że powinna to wykorzystać. Symulowała atak na jego prawą stronę i dopiero w ostatniej chwili skoczyła w lewo tnąc mężczyznę z pół obrotu przez brzuch. Padł na kolana, a ona dobiła go wbijając miecz w kark.

4668/6000x Mięso armatnie

Arya:
Tymczasem Arya obudziła się. Spała krótko, ale i tak chociaż w minimalnym stopniu wypoczęła. Rozejrzała się po towarzystwie, którego jak pamiętała - nie było ich, kiedy zasypiała. Zorientowała się również, że znajduje się blisko ogniska. Jak widać, zapewne ktoś się nad nią ulitował i ją przeniósł tutaj. Przez chwilę nie wiedziała o co chodzi. Jednak za chwilę przypomniała sobie przykre ostatnie wydarzenia. Posmutniała i owinęła się płaszczem. Obserwowała trzaskający ogień w ognisku. Zerknęła na Aragorna. Nie miała mu już za złe tego, co zrobił.
- Ale przecież go wskrzeszą. Sam mi to mówił...

Nawaar:
Krasnolud nadal nieustannie naparzał, przeciwników. - Przydałoby się jakieś wsparcie. Pomyślał, kiedy nagle bandzior z zamiarem zaatakowania jego głowy wyskoczył, jak z podziemi. Kharim teraz chwycił obie bronie jeden atak sparował kiścieniem, drugi natomiast uniknął upadając na kolana. Z głowy rycerza poleciało kilka kosmków włosów w sumie nie pamiętał, który to był raz. W takiej sytuacji rycerz uderzył gnoja w udo, ten się obalił z krwawiącą kończyną i padł. Zakonnik nie maił czasu na zabawę i uderzeniem kiścieniem w mostek spowodowało uduszeniem się bandyty, który umarł w agonii.

4669/6000x Mięso armatnie

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej