Tereny Valfden > Dział Wypraw

Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund

<< < (62/74) > >>

Dragosani:
Drago zaś, wraz z innymi, kończył sprzątanie pola bitwy z żywych buntowników. Ktoś musiał to zrobić. A wampir nadawał się do tego idealnie, zwłaszcza w Hemis. Drago dopadł właśnie kolejnego przeciwnika. Wykonał zwinny unik przed jego średnio zwinnym ciosem i szybko uderzył mieczem. Ostrze przeszło przez pancerz człowieka i rozcięło jego brzuch, wywalając wnętrzności z rany. Wróg padł na ziemię, umierając. Raz liczył w myślach wampir. Sparował cios kolejnego człowieka, próbującego szczęścia. Złapał demoniczna ręką za jego nadgarstek i wykręcił go. Bez problemów wbił miecz w bok przeciwnika. Wyrwał klingę i odrzucił go na ziemię, aby skonał. Dwa I znów zaatakował Bandyta próbował parować, lecz wampir w ostatniej chwili zmienił kąt uderzenia. Ostrze uderzyło w rękojeść broni przeciwnika. I jego palce. Posypały się one na ziemię jak serdelki. Człowiek coś tam się wydzierał, lecz jego krzyk zakończył się z kolejnym ciosem wampira. Trzy I nadszedł kolejny wróg. Wykonał całkiem sprytne pchnięcie, które mogło zagrozić wampirowi, gdyby nie był tak szybki. Ale był, więc się po prostu uchylił. Ciał w bok człowieka, a następnie dobił go poprzez wbicie mu miecza w pierś. Cztery Tym razem to wampir zaatakował pierwszy. Bandyta, którego obrał za cel próbował wykonać blok. Co ciekawe, udało mu się to, ale chyba tylko dzięki szczęściu. Które opuściło go przy kolejnym błyskawicznym ataku wampira. Ostrze miecza przeszyło jego gardło. Pięć I znów nadszedł przeciwnik. Tym razem w liczbie trzech. Próbowali okrążyć wampira. Drago jednak wyskoczył w powietrze i wykonując zwinne salto, wylądował za plecami jednego z nich. Odwrócił się błyskawicznie, zaś klinga miecza przeorała plecy buntownika. Ten wrzasnął coś tam. Wampir złapał go za szmaty i pchnął na jego kompana, aby na chwilę go zdezorientować. Błyskawicznie skoczył ku trzeciemu, tnąc go w dłonie. Człowiek został raniony i widząc, że stracił palce chyba odechciało mu się walczyć. Dragosani szybko ciął ponownie, rozcinając jego gardło. Sześć W tym samym czasie ruszył na niego ten na którego wampir pchnął ranionego w plecy. Drago sparował jego cios, powalając aby broń oponenta ześlizgnęła się po jego mieczu. Kontratakował z diabelską szybkością. Miecz wampira wbił się w pierś buntownika po sam jelec. Siedem Wampir wyrwał klingę, zaś ciało pokonanego padło na ziemię. Został ostatni, ranny w plecy, kwiczał na ziemi, próbując się odczołgać. Drago podszedł do niego i litościwie dobił, wbijając mu miecz między łopatki. Osiem I wtedy dostrzegł, niespodzianka, kolejnego przeciwnika! Jednak wyciągnął tylko demoniczną rękę w jego kierunku i posłał pioruny, wyzwolone ze skupianego i pielęgnowanego gniewu. Buntownik wrzasnął tylko i padł na ziemię, podsmażony i drgający w konwulsjach. Był martwy. Dziewięć wampir doliczył go w myślach. Teraz widział jak bardzo jego siły wzrosły po przemianie w Bestię. Wcześniej nie dałby rady zabić tylu przeciwników, nawet tak słabych, w tak krótkim czasie. Podobało mu się to.
4423/6000x Mięso armatnie

Patty:
Po zarąbaniu kolejnego wroga poczułam, jak moja żądza krwi rośnie do niebotycznego poziomu. Przytrzymałam prawą ręką buławę i pomagając sobie lewą, rzuciłam na siebie zaklęcie - Grashiz! - wymruczałam, czując, jak magia wypełnia moje ciało, przenikając do najdrobniejszych włókien mięśni i ścięgien. Odetchnęłam głęboko, upajając się poczuciem mocy i rzuciłam się do przodu. Wrogów nie zostało zbyt wiele, ale z łatwością odnalazłam kolejnego. Wzniesiony miecz opadał raz za razem, spychając nieszczęśnika do obrony. Nawet nie próbował ataku, widząc, że nie może się ze mną równać w bezpośrednim starciu. W końcu zręcznym młynkiem wytrąciłam jego miecz z dłoni i ciosem buławy znad głowy zmiażdżyłam jego nieosłoniętą czaszkę. Nie bacząc na bryzgającą krew i mózg atakowałam dalej, wystawiając wysoko obuch sparowałam cięcie kolejnego wroga, jego potężne uderzenie gwałtownie wytraciło swą siłę. Cios poczułam aż przy barku, ale przeciwnik też się zawahał. Zaszarżowałam, tnąc wściekle mieczem i bijąc buławą. Obuch raz za razem opadał na nieosłonięte części ciała wroga, rozbijając jego kości i gniotąc mięśnie. Wtedy obróciłam się, wykorzystując nadany pęd do wzmocnienia ciosu, klinga rozpłatała jego gardło aż po kręgi szyjne. Mój oddech znacznie przyspieszył, poczułam dwa kolejne uderzenia w zbroję, stal wytrzymała. Jedno trafiło pod łokieć, drugie w udo, po przeciwnych stronach. Przeszłam gładko w lewo, wiążąc buławę z mieczem przeciwnika i nie zważając na wroga za plecami, przeszyłam wroga mieczem, klinga wyszła między łopatkami. ÂŻołnierz zastękał, a ja zostawiłam miecz w jego ciele i odwróciłam się ponownie, by sparować kolejne uderzenie. Odbiłam klingę i dzierżąc samą buławę ruszyłam do ataku. Udało mi się krótką fintą zmylić przeciwnika i z całą mocą huknęłam wprost w palce dzierżące rękojeść. Mężczyzna zawył, a wtedy ze skrętem bioder uderzyłam wprost w jego skroń. Gdy padał, poprawiłam w to samo miejsce. Musiał umrzeć. Cofnęłam się i wyszarpnęłam miecz z ciała wroga, opierając obutą stopę o pierś denata. Klinga z obrzydliwym mlaśnięciem wysunęła się z ciała. W samą porę, kolejny żołdak atakował. Z łatwością przyjęłam uderzenie na buławę i pchnęłam poniżej jego miecza, wprost w brzuch. Cofnęłam rękę i cięłam z ramienia, rozrąbując jego twarz. Padł na kolana, a ja wykończyłam go ciosem obucha w potylicę. Odór śmierci i krwi niemal dusił, ale nie zważałam na to. Odnalazłam wzrokiem kolejnego wroga, związanego walką z innym żołnierzem. Doskoczyłam, tnąc po kolanach, srebro z łatwością przecięło ścięgna. Przeciwnik padł na kolana, a ja szybkim ruchem poderżnęłam mu gardło. Sojuszniczy żołnierz skinął mi głową i ruszył dalej. Tak jak i ja, zaatakowałam kolejnego wroga. Nie liczyłam już przeciwników, po prostu uderzyłam na niego. Próbował parować, ale nic z tego nie przyszło, zgrabną fintą wyminęłam jego ostrze i sztychem przebiłam jego gardło. Wyszarpnęłam klingę, pozwalając, by utopił się we własnej krwi. Doskoczył kolejny wróg, z lewej, odruchowo zadałam cios buławą, uderzając w płaz jego miecza, zbijając klingę i huknęłam obuchem w jego twarz. Chyba wbiłam mu nos aż po potylicę. Wtedy wpadł na mnie zarąbany żołnierz, waląc się na mnie z całą siłą bezwładnego ciała. Udało mi się przemieścić, ale wypuściłam bronie. Warknęłam i unosząc dłonie, krzyknęłam - Heshar - wypuszczając kłęby płomieni w jednego wroga. Zapłonął jak pochodnia, a ja obróciłam się i znów zebrałam nieco energii magicznej - Heshar! - płomienie znów się pokazały, paląc kolejnego żołnierza. Padł na ziemię, bijąc odorem zwęglonego mięsa.

4433/6000x Mięso armatnie

Malavon:
Postanowiłem się nieco jeszcze zabawić kosztem bandytów z armii Khera. Pobrałem odpowiednią ilość energii i wypowiedziałem słowa zaklęcia, które ostatnio jakoś dość rzadko wykorzystywałem. Nie licząc mojej akcji pod bramami.
-Anoshu izosh! Ziemia pod stopami jednej grupki spękała aby po chwili uwolnić przepiękny wybuch wody. Trójka ludzi poszybowała w górę na kilka metrów. Znalazłem kolejną grupę i powtórzyłem cały cykl. -Anoshu izosh! W powietrzu znalazła się następna trójka biedaków. Czułem, że mocy starczy mi na jeszcze jeden taki psikus. Odnalazłem szybko wzrokiem ostatnie zgrupowanie i wypowiadając znaną frazę uderzyłem. -Anoshu izosh! Z ziemi wzlatywała zarówno woda jak i nieostrożni ludzie. Połowa z nich pogruchotała sobie kości i leżała bez życia na ziemi, a druga część nieprzytomna czekała na swój koniec.
Magia wody: 3x Gejzer

4438/6000x Mięso armatnie

Nawaar:
Krasnolud, wpadł teraz w amok zabijania widząc, co robi reszta towarzyszy. Liczba przeciwników malała w dość zaskakującym tempie, dlatego trzeba było działać. Rycerz ruszył w stronę dwóch bandytów z wiadomym zamiarem. W tej zadymie, która panowała nie zauważyli zakonnika a ten nie przejmował się i zaatakował jednego toporem w szyję krew lała się na wszystkie strony, ochlapując również krasnoluda. Kharim przetarł szybko przetarł oczy i jednocześnie blokując atak drugiego bandyty swą twardą tarczą, także nie ucierpiał. Chowając się za tarczy zrobił zamach kiścieniem jednocześnie upuszczając osłonę trafił mięso centralnie w szczękę ten zgubił kilka zębów i padł na śnieg twarzą do ziemi. Kharim ponownie wziął zamach kiścieniem i tym razem trafił w potylicę, przeciwnika czaszka pękła nie mając zasłony,

4440/6000x Mięso armatnie

Rikka Malkain:
Cała bitwa coraz mniej zaczynała przypominać bitwę. Ktoś patrzący z boku mógłby to opisać słowem rzeźnia. Pokonani i pozbawieni dowódcy żołnierze wroga walczyli teraz pojedynczo, lub w małych grupkach. Większość jednak uciekała przed krasnoludzkimi toporami. Właśnie jednego z tych wiejących w popłochu, Rikki wzięła sobie za cel. Uniosła łuk, naciągnęła... I po chwili człowiek zwalił się na ziemię dołączając do swoich licznie poległych dzisiaj kompanów. Teraz dziewczyna znów odłożyła broń na plecy i zaczęła biec za kolejnym uciekającym mężczyzną. W biegu wysunęła ukryte ostrze, niestety człowiek chyba usłyszał że ktoś za nim podąża, bo odwrócił się w jej stronę z mieczem w dłoni. Zamachnął się, ale dziewczyna szybko odskoczyła w tył. Bandyta zaatakował po raz drugi, lecz Rikki ponownie uniknęła jego ciosu nurkując pod ostrzem i tym samym przechodząc przez jego obronę. Wbiła mu ostrze w pierś, po czym szybko odsunęła się i dobyła miecza. Została zaatakowana przez kolejnego wroga. Odtrąciła jego broń na bok i pchnęła go w brzuch po raz kolejny robiąc użytek z własnego miecza. Niedaleko siebie wypatrzyła następnego. Człowiek chował się za sporym granitowym blokiem, pewnie pochodzącym ze stojącego obok muru Ekkerund. Idąc w jego stronę zmieniła miecz, na stalowy sztylet. Gdy była kilka metrów za nim, mężczyzna się odwrócił. Wtedy przyspieszyła i, nagle, skoczyła lądując na wspomnianym kawale granitu. Szybko obróciła się i zeskoczyła prosto na człowieka. Unieruchomiła go przygniatając nogami jego ramiona i dobiła wbijając sztylet pod brodę. 

4444/6000x Mięso armatnie

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej