Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Nawaar:
Rycerz stanął, obok paladyna i ramię w ramię rozpoczęli atak. Kiedy to nagle jeden z bandytów zaatakował sztyletem w bok brodatego zakonnika. Brodacz odskoczył do tyłu tak, że sztylet przebił tylko powietrze. Kharim skontrował zniweczony atak uderzeniem topora w rękę, która trzymała sztylet. Dłoń została poważnie uszkodzona, mięso z bólu zawył i chwycił się za uszkodzoną dłoni. Bandyta stracił wiarę w walkę, więc krasnolud uderzeniem kiścieniem w głowę, czaszka została poważnie uszkodzona nikt mu już nie mógł pomóc tak oto zakończyły się jego męki.
4406/6000x Mięso armatnie
Hagmar:
//Wykorzystujcie max swoich finiszerów. Szybciej pójdzie xD
Nawaar:
// Jestem ciekaw jak, Ty się ogarniesz z nagrodami i talentami :D
Mogul:
A Mogul zasłużenie odpoczywał przy więźniu. Wolał mieć pewność, że nie wykręci żadnego numeru, chociaż mu samotnie było siedzieć, zamiast z resztą przy ognisku, on musiał go pilnować i przebywać w pobliżu ciała Kratosa. No szkoda go troszkę było.
Malavon:
Natomiast Malavon, czyli ja, wciąż chodziłem po polu walki. Zmęczyło mnie nieco wybieranie pojedynczych celów, więc wziąłem się za nieco bardziej masowe wybijanie żołdaków. Znalazłem właśnie jedną ciekawą grupkę, która próbowała uciec z miejsca bitwy. Użyłem swojej mocy i rzuciłem jedno z skuteczniejszych zaklęć. -Anoshu ruash uphu grash! Między uciekającymi ludźmi pojawiła się bryła lodu, która w zastraszającym tempie rozrosła się i pochłonęła trójkę ludzi. Zadowolony z efektów postanowiłem dobić resztę w nieco bardziej tradycyjny sposób. Pobierałem niewielką część energii, a potem rzucałem z mocą telekinezy lodowymi soplami. -Izosh! Pomknął pierwszy lodowy sopel, a pierwsza ofiara padła z przebitą piersią. -Izosh! Kolejny pocisk jasny niczym kryształ wbił się w kark uciekiniera. -Izosh! Już trzecie zaklęcie z mojej ręki pozbawiło życia wojownika. Jakimś cudem zdołał się do mnie podkraść jeden z gorzej uzbrojonych bandziorów. Zdążyłem jedynie wyciągnąć własny miecz i odbić uderzenie jego dłuższej broni. Na szczęście w drugiej ręce trzymałem kostur, a właściwie kij. Nie przeszkadzało to jednak w tym, abym zdzielił nim bandziora po nodze. Wycelowałem dolnym krańcem drewnianego kostura w stopę przeciwnika i uderzyłem. Chwilowy ból rozproszył go, co mi dało czas żeby wrazić mu miecz prosto w brzuch. Bandyta padł na ziemię. Byłby to niemal koniec mojej walki, gdyby nie fakt że z sztyletami leciał na mnie kolejny napastnik. Mają zdecydowanie dość walki wręcz, zwyczajnie skręciłem mu kark mocą psioniki.
Magia wody: Bryła lodu, 3x Sopel lodu
4414/6000x Mięso armatnie
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej