Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Arya:
Przez chwilę jeszcze wpatrywała się w maga. Nie wiedziała co rzec. Dlatego posłusznie wyszła z namiotu i usiadła na ziemi nieopodal, cicho łkając.
Mogul:
- Ciebie popierdoliło Kratos już chyba kompletnie, co? Ziewnął.
- Nie wiem czy sobie zdajesz sprawę, ale jesteśmy w centrum polowym, ja tutaj przetrzymuję więźnia pierwszej kategorii.
Rikka Malkain:
Rikki tymczasem dalej walczyła. Ku swojemu zaskoczeniu nie czuła wcale zmęczenia, żaden z wrogów nie trafił jej też, bo przez większość bitwy trzymała się na jej obrzeżach rażąc wrogów przede wszystkim strzałami. Teraz nadszedł czas na kolejnego. Wychyliła się ze swoim łukiem zza sterty ciał i posłała pocisk w kierunku jednego z uciekających wojowników wroga. Człowiek dostał między łopatki i z niedosłyszanym przez nikogo stęknięciem zwalił się na ziemię pomiędzy inne trupy. Większość wrogiej armii chyba już spieprzała, chociaż znalazło się kilku takich którzy postanowili walczyć do końca. Dziewczyna usłyszała jak jeden z nich próbuje zajść ją od tyłu. Szybko schowała łuk, jednak nie zdążyła dobyć już miecza. Wróg zamachnął się silnie i próbował uderzyć ją z góry, nie dając mu tego zrobić, Rikki doskoczyła do niego i chwyciła go za nadgarstek powstrzymując uderzenie. W tej samej chwili szarpnęła gwałtownie swoją wolną dłonią uruchamiając mechanizm odpowiedzialny za wysunięcie ukrytego ostrza. Wbiła je swojemu przeciwnikowi pod pachę, po czym wyciągnęła i poprawiła uderzając jeszcze raz, w szyję.
Nie wiedzieć skąd, nim poprzedni upadł jeszcze na ziemię, nadleciał kolejny wróg. Usiłował pchnął ją swoim ostrzem, ale udało jej się odskoczyć w bok, złapać go za rękę w której dzierżył broń i pociągnąć do przodu. Człowiek przewrócił się, a ona wyciągnęła zza pasa sztylet, kopnęła leżącego w twarz i dobiła wbijając swoją niewielką broń w jego ucho.
Gordian Morii:
- Oczywiście paladynie, pomoc zawsze potrzebna o to w sumie chodzi, bo przez chwilę było tu naprawdę gorąco. - powiedziałem do Ariusa.
Kratos się ocknął, chwała bogom. Pożyje jeszcze chwilę, ale teraz trzeba było, żeby zachował spokój chociaż na moment. Arya uciekła nie wiadomo dlaczego, ale może po prostu nie miała już sił na to wszystko patrzeć.
- Kratosie, nie wiem czy mnie znasz, czy nie mieliśmy przyjemności wcześniej, ale jestem Gordian Tinuvel. Przez swoją brawurę, czy lepiej powiedzieć głupotę otrzymałeś jak może pamiętasz pięć postrzałów z muszkietów wrogich strzelców. Nie mam pojęcia jakim cudem, ale ledwo żywego przynieśli Cię do tego namiotu i od tego momentu ja przejąłem nad Tobą opiekę. W wyniku tego postrzału najmocniej ucierpiała Twoja klatka piersiowa i nogi, które to niestety musiałem amputować. Pozostałe cztery rany zostały oczyszczone i opatrzone. Tyle mogliśmy zrobić, gdyż żaden z uzdrowicieli nie przybył na pole bitwy razem z konwojem.
Mohamed Khaled:
Zabicie mnie do kurwy nędzy! - rzekł rozpaczliwie. Opiekujcie się moim dzieckiem, i Aryą. Nie chce by żyły ubogo... - powiedział już trochę spokojniej patrząc w stronę Aragorna.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej