Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Rikka Malkain:
Rikka z Mear. Wyruszam z wami.-Odpowiedziała krasnoludowi. Wtedy wzdrygnęła się nieco gdy obok niej nie wiedzieć skąd wylądował wampir.
-O.-Skomentowała krótko. Widać było, że drużyna robiła się coraz większa i coraz bardziej zróżnicowana.
Nawaar:
Krasnolud odpowiedział dziewczynie. - Miło mi, Cię poznać Rikko.. Kiedy to nagle znikąd pojawił się wampir, rycerz zrobił wielkie oczy na jego widok mimo że już z jednym walczył. - Tak, potrzebują pomocy moi bracia. Tak przy okazji jestem Kharim Kazama do usług. Krasnolud schylił głowę.
Gordian Morii:
-Witaj Zelerisie. - odpowiedziałem wampirowi. - Tak krasnoludy podobno zostały napadnięte. Tyle informacji mamy, więc każdy kto tylko ma czas i ochotę leci w tamtą stronę pomóc. To leci w przenośni i dosłownie jak choćby widać na Twoim przykładzie.
Rzeczywiście grupa robiła się coraz liczniejsza i już można ją było podzielić na kilka podgrup, które dla sprawnego taktyka mogłyby stanowić dobrą bazę do konkretnego planowania uderzenia.
- Jak plecy? Wyciągnąłeś te szwy?
Adaś:
Wiewiór naprawdę robił wrażenie, takie że aż na chwilę przystanąłem w miejscu, aby przyjrzeć się maszynie w całej jej okazałości. No ale niestety nie miałem na tyle czasu na obserwowanie maszyny, ponieważ ujrzałem w oddali dracona. A ponad to robiłem zator na drodze uciekającym cywilom. Tak więc swoje kroki skierowałem w kierunku Aragorna, wymijając uciekające baby i dzieci. Teraz jak już widziałem swój cel, nie widziałem sensu biec, po prostu szedłem marszowym krokiem. Kiedy tylko dotarłem na miejsce gdzie stał dracon z przywódcą krasnali, lekko się skłoniłem przed Aggromorem, po czym zlustrowałem całego Aragorna, coś wydawało mi się nie tak w jego wyglądzie. Już chciałem zapytać czy schudł, kiedy przypomniałem sobie o priorytetowym pytaniu:
-I jak się sprawy mają?
Nocturn:
Wśród grupy wojowników pojawił się również Nocturnus, wyłaniając się z kłębu dymu. Był zaskoczony ilością ochotników, którzy nie mieli żadnych zobowiązań wobec krasnoludów, a mimo wszystko chcieli ich wesprzeć za wszelką cenę, ryzykując przy tym własnym życiem. Spośród kompanii wyróżniało się wiele znajomych twarzy, jednak nie brakowało i tych zupełnie nieznanych. Mag bez słowa wmieszał się w tłum, w końcu to bitwa, nie spotkanie towarzyskie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej