Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Malavon:
Gdzieś w między czasie usunąłem się z murów i zacząłem pałętać na tyłach armii. Właściwie były to nędzne resztki. Całe pola przed bramą były zasłane trupami zarówno naszych sojuszników, jak również wrogów. Widok i zapach był paskudny, to też zasłoniłem nos rękawem szaty. Znalazłem się w okolicy pozbawionej przeciwników, więc co za tym idzie postanowiłem nieco odpocząć.
Po dłuższym namyśle uznałem, że mój tyłek nie nawykł do siedzenia. Ruszyłem dalej w pole walki. Nie musiałem długo czekać, żeby trafić na jakiegoś żołdaka. Miał on się przekonać, że nie byłem zwykłym żołnierzem. Szybko skoncentrowałem swoją energię w dłoni. Następnie wymierzyłem nią w nic nieświadomego żołnierza i użyłem kluczowego słowa. -Izosh! Z energii wytworzył się lodowy pocisk przypominający sopel. Pomagając sobie telekinezą, cisnąłem nim w brzuch mężczyzny. Zaklęcie przebiło bez problemu skórzany pancerz. W dość sprawnym tempie zacząłem znów kumulować swoją moc. Wybrałem kolejny cel, jakim było to coś co niektórzy nazywali żołnierzami, a ja wolałem mięsem armatnim. -Izosh! Lodowy sopel śmignął lądując w bebechach nieszczęśnika. Kontynuował bym swoje zajęcie, gdyby nie to że dosłyszałem za swoimi plecami jakiś ryk, bądź wojenny okrzyk. W moją stronę właśnie zbliżał się napruty adrenaliną oszołom. Krótki pobór wewnętrznej mocy i dodanie słów zaowocowało jednym. Podmuchem zimna, który dla tego napastnika oznaczał jedynie śmierć. -Anoshu! Lodowaty wiatr omiótł go i zacisnął wokół niego swoje ramiona. Przeciwnik padł bez ruchu na ziemię, a ja mogłem dalej bezpiecznie ciskać zaklęciami...
Magia wody: 2x Lodowy sopel, 1x Mroźna zamieć
Zabiłem 3x mięsa armatnie
Nawaar:
Krasnolud zauważył kobietę walcząca z napastnikami, ale miał teraz do niej ważną wiadomość więc postanowił się przedrzeć. Po drodze oczywiście nie mogło zabraknąć przeciwników, a raczej przeciwnika który rzucił się na niego z sztyletami oba sztylety były skierowane tak aby rycerz oberwał w brzuch. Zakonnik nie zastanawiał się długo i zblokował oba ataki jeden sztylet tarczą a drugi toporkiem. W tak zaistniałej sytuacji, krasnolud odepchnął lewą rękę przeciwnika używając tarczy na tyle skutecznie, że wyleciała mu z rąk szybko to wykorzystał i po chwili miedzy jego oczami wylądowała srebrna głownia. Mięso przewróciło się pozostało, tylko dobicie drania i szybki uderzeniem w głowę z toporka załatwiło sprawę z rozciętą głową padł na śnieg. Po zgładzeniu przeciwnika Kharim podbiegł do przyjaciółki i rzekł. - Kratos Cię teraz potrzebuję. Idź i siedź przy nim a nie wojujesz.
==========================================================================
3657/6000x Mięso armatnie Napisałem, ile ogólnie zabiłem
2423/3000x Piechota
Nocturn:
Mag był już nieco znużony rzucaniem zaklęć, dlatego sięgnął po miecz i w morderczym szale ruszył ku wojskom nieprzyjaciela. Wmieszawszy się w tłum, wziął lekki zamach i wprawnie wykonał dwa cięcia na ciele przeciwnika, raniąc go w klatkę piersiową i podcinając gardło. Wojownik upadł w kałuży krwi, wykrwawiając się. Po chwili Nocturnus obrał za cel kolejnego piechura, którego uderzył w głowę rękojeścią miecza. Gdy ten upadł na ziemię, mag przygniótł go butem, po czym wbił miecz między żebra przeciwnika.
3652/6000x Mięso armatnie
2423/3000x Piechota
800/800x Strzelec wroga
700/700x Kusznik
Arya:
Gdy uśmierciła kolejnego przeciwnika, zdała sobie sprawę, że podszedł do niej Kharim. Wysłuchała go. Przepraszam, poniosło mnie. Idę. I nie czekając na krasnoluda pobiegła do namiotu. Po drodze nawet nie musiała się osłaniać. Oddziały wrogów były już tak nieliczne, że każdy z przeciwników miał z kim walczyć. Po dotarciu na miejsce weszła do namiotu. Ogarnęła wzrokiem pomieszczenie, po czym podeszła do Kratosa. Usiadła przy łóżku i chwyciła go za rękę. Teraz dopiero polały się po jej policzkach łzy...
Gordian Morii:
-Bitwę wygrywamy, źle nie jest ale rannych mamy od chuja, że się tak nieładnie wyrażę. - odparłem draconowi wstając znad rannego, któremu mogłem już tylko zamknąć powieki.
-Warunki mamy znośne, rannych opatrujemy w miarę sprawnie. Właśnie musiałem obciąć obie nogi jednemu z waszych magów. Kratos się nazywa. Wpieprzył się chyba pod jakiś kartacz, albo inne cholerstwo, bo przynieśli mi tu żywe sito. Ale żyje na udrękę swoją i tych, którzy będą się nim opiekować. Poza nim kilku z ranami postrzałowymi, bełtami w plecach i mamy też kilku w ciężkim szoku. Powiem tak, bitwa.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej