Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Gordian Morii:
Przechodząc wśród opatrywanych znalazłem dogorywającego maga. Jak szybko ktoś doniósł całkiem konkretnie go urządzili pięć postrzałów z czego trzy w klatkę piersiową. Ten w ramię można było chwilowo zignorować, bo ważniejsze było by usunąć żelastwo z brzucha.
-Dawać mi go tam na stół. Mamy przejebane! - krzyknąłem do dwóch pomocników i wspólnymi siłami zatargaliśmy prawie martwego maga do namiotu gdzie mieliśmy nadzieję przedłużyć jego życie o przynajmniej kilka dni.
Warunki jakie były wszyscy widzieli, ale niestety nie mieliśmy wyjścia, trzeba było się starać.
-Dawać mi tu szybko trochę wrzątki, alkohol i tamtą torbę z narzędziami. - poleciłem i nożem rozciąłem szaty maga odsłaniając trzy ziejące czerwienią dziury.
Do namiotu wpadł jakiś krasnolud gadający coś o tym, co każdy mógł zobaczyć.
- Wiem rycerzu, łap. - powiedziałem rzucając Kharimowi dużą miksturę leczniczą. -Wypij i nie przeszkadzaj! - powiedziałem i wróciłem do rannego.
Rany postrzałowe wyglądały dość poważnie, ale tylko w jednej wciąż tkwiła kula. Miałem już jakieś doświadczenie z tego rodzaju ranami więc podobnie jak przed kilkoma dniami długim nożem rozciąłem delikatnie ranę by ją pogłębić i i wydłubałem z niej kulę. Wziąłęm do ręki przygotowaną igłę z nicią i założyłem dość mocne szwy, by pacjent nie zerwał ich przy poruszaniu. Cała robota nie trwała dłużej niż kilka minut, na koniec zawołałem do pomagających mi
-Bandaże, ale szybko. Podać mu to, tylko go nie utopić! - podałem drugą miksturę identyczną jak ta, którą dałem krasnoludowi.
Gdy klatka piersiowa całkowicie została zabandażowana a opatrunki powoli nasiąkały krwią. Zająłem się ramieniem. Kula przebiła tylko mięsień więc nawet nie trzeba było się tym przejmować. Przemycie i zabandażowanie rany powinno wystarczyć na ten moment ważniejsze były teraz nogi.
//: Niech MG określi stopień zniszczenia kości. Da się to zrosnąć, czy trzeba obcinać?
//: Tracę dwie większe mikstury lecznicze.
Adaś:
Szczerze powiedziawszy nie ogarnąłem. W ogóle nie wiedziałem co się w okół dzieje, tak jakby nagle mnie przyćmiło. Stałem jak wryty, na środku pola walki, jak się tam znalazłem nie miałem kompletnie pojęcia. No ale jak już tam byłem to wypadałoby się zabawić z przeciwnikiem. Dobyłem miecz w prawą dłoń, oraz pistolet w lewą po czym ruszyłem do walki. Oczywiście z okrzykiem na ustach, w okół mnie byli sami wojownicy. Za mną jak to bywa nasi, a przede mną wrogowie. Nie był to zwykły pojedynek jeden na jeden, to była czysta sieka i rąbanina. Nie było tu mowy o żadnych unikach, paradach, po prostu było siekanie. Wymachiwałem na prawo i lewo, trafiając jednego przeciwnika w podbrzusze, oraz rozcinając go pionowo w górę, a drugiemu jednym cięciem poderżnąłem gardło. Nie czekając na dalszy bieg wydarzeń, i nie celując zbytnio wystrzeliłem z pistoletu.
Wróg:
3574/6000x Mięso armatnie
2329/3000x Piechota
800/800x Strzelec wroga
700/700x Kusznik
Hufiec:
272/4000
BPP
176/3000
Nawaar:
Krasnolud pił miksturkę i krzywił się nie miłosiernie w trakcie spożywania, kątem oka zauważył Arye i podszedł do niej i rzekł. - Udało mi się, go ocalić chociaż jego szczątki, co ty teraz poczniesz? Jak umrze.
Arya:
Arya siedziała na uboczu pola namiotów, obserwując kończącą się powoli walkę. Spojrzała ze smutkiem na Kharima. Nie wiem, naprawdę nie wiem.
Izabell Ravlet:
Los sprawił, że Darlenit utknął na samych ostatkach odsieczy, pośród typów, którzy pojawili się tu tylko dla darmowej chwały. Później będą szpanować pannom, że jacy to oni mężni byli! Pod Ekkerund walczyli! ÂŁohoho!
Rzecz jasna, mauren taki nie był. Dzisiaj był samotnikiem, więc nie towarzyszył znajomym i potencjalnym znajomym. Gdy tylko zbliżył się do przeciwników, złapał najpierw za miecz. Blask Isghar - nieodłączny kompan Darlenita. Srebro błysło w świetle pochodni i natychmiast uderzyło skośnie przez klatkę piersiową jakiegoś człeka. Zaraz do tego doszedł piruet i cios prosto w szyję, co pozbawiło delikwenta głowy. Widząc śmierć kompana, następny przeciwnik nie raczył się zrazić, więc i jego czekał marny los. Ostrze, splamione już krwią, odbiło siermiężny atak z góry, wytrącając buntownika z równowagi. Do tego pchnięcie prosto w serce i bam. Dwóch na liczniku.
- 2x mięso armatnie
//Jakieś kary są czynne?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej