Tereny Valfden > Dział Wypraw
Konwój do kopalni srebra (19.04.16)
Rakbar Nasard:
- To nie ja wybrałem tych zdrajców na konwojentów, komisarzu. A od tamtego bydlaka być może dowiedzielibyśmy się czegoś nowego, co mogłoby nam pomóc w dalszej podróży. Spróbuj wypytać jednego z tamtych.
Adept podbiegł do leżących na ziemi ochroniarzy. Byli nadal oszołomieni. Jednemu z nich zerwał z gaci sznurek i przeciął mieczem na pół. Obu związał ręce i odebrał broń.
- Leżeć i czekać. Jeden ruch, a będziemy się bić o to, kto ma was zabić - powiedział w nadziei, że słyszą.
Canis:
- Taki system, bierzemy ochotników, jeżeli znasz sposób, by poznać intencje ochotników, to wtedy chętnie cie wysłucham. Jeżeli nie masz, to albo będziesz słuchał i robił co się należy, albo wrócisz do domu. - Powiedział radośnie i zalotnie mrugnął oczkiem.
- ÂŚMIERĂ PRZEZ ÂŚCIĂCIE GÂŁĂW. Sa ochotnicy do wykonania wyroku, czy muszę wykonać to ponownie sam? Później przeszukać zwłoki i jedziemy dalej... Nie obchodzą mnie ich intencje i powody. To zbrodnia przeciw koronie, a my musimy dostarczyć żywność narzędzia do kopalni. Nie nasza to sprawa, bandyci w lesie... - Powiedział i czekał aż ktoś odważny podejmie się wykonania wyroku.
Rakbar Nasard:
- Nie będę katem. Wydałeś wyrok to go wykonaj. Pomoc miała dotyczyć ochrony przed niebezpieczeństwem i tego dopełnię. Oni niebezpieczeństwa już nie stanowią (jeżeli zakładasz, że to cała banda) - nie mają broni, koni ani przewagi liczebnej. Kara im się należy, ale nie ja ją powinienem wykonać. Przeszukam ich a potem trupy.
Podszedł do związanych bandytów. Przeszukał ich bardzo dokładnie.
- Było warto? - zapytał, nie oczekując odpowiedzi.
Następnie zabrał się za przeszukiwanie zwłok.
Nawaar:
Krasnolud, po wyczerpującej walce wsiadł na konia i pognał, za towarzyszami przez las. Kiedy nagle usłyszał coś jakby się przewróciło. Może to jeden z wozów się obalił. Kharim ruszył, przez śniegi do miejsca gdzie to się wydarzyło ujrzał tam wszystkich towarzyszy i rzekł. - Co tu się wyprawia?!. Zagubiłem się nieco dlatego tak późno przyjechałem. Co zamierzacie z nimi zrobić? Rycerz szynko zadał pytania i jednocześnie się tłumaczył, nadal było mu głupio z tego, co się stało.
Canis:
- Jak uważasz. Aha, panie Rakbar, radzę uważać z magią. Większość społeczeństwa zniszczyło wam gildię i wielu z was wytępiło. To taka przestroga na przyszłość.
Chwycił pewnie swój miecz i ściął obu panów ochroniarzy. Po wykonanym wyroku wsiał na koń i czekał an przeszukanie zwłok.
Rakbar Nasard:
Przy jednym z ciał (Jana Kowalskiego) Znalazłeś pewien list, zabezpieczony zielonym lakiem, pieczęcią, na której widniał wizerunek wypchanego mieszka.
//Jeżeli otwierasz, to otrzymasz treść listu na PW. Jezeli oddasz komisarzowi... to kto wie co się stanie... <ignorant>.
- Dobrze panowie. Kharim, skoro uratowaliśmy wozy jesteś oczyszczony z zarzutów, teraz jedźmy. Siadać na koń, każdy bierze jeden wóz i pilnuje jednego wozu. Panna Arya widzę, ze już przy wozie z Brianem. Kharim i Rarkbar, wybierzcie sobie który chcecie prowadzić i jedziemy. Musimy dotrzeć jak najszybciej do celu.
Powiedział Komisarz i wrócił na swoją Mercedes. Powoli ruszył przez las na przód w kierunku kopalni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej