Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tacticus w potrzebie! - Na ratunek Melkiorowi
Dragosani:
Widząc, że cele im uciekają, Drago uznał, iż wybijanie ich ochrony jest tymczasowo mnie ważne i ruszył w pościg. Miał tylko nadzieję, że w tym czasie ochrona nie zmasakruje Kratosa. Oraz, że reszta ich gromadki w końcu przebije się z kuchni i dołączy do walki. Wampir wyskoczył ponownie w powietrze i znów popisał się saltem. Pokonał w ten sposób blisko dziesięć metrów, bardzo zbliżając się do uciekinierów. Zbierając gniew nawarstwiający się w czasie walki, skupił go w ręce i posłał kilka wiązek piorunów w plecy ostatniego uciekającego szlachcica. Jego ciało wygięło się jak od uderzenia młota bojowego i odleciało kawałek, drgając jeszcze pod wpływem wyładowania. Szlachcic był martwy. Drago zaś ruszył biegiem za resztą, odczuwając chorą satysfakcję z zabijania szlachetków. Nie było tajemnicą, że nie znosił takich ludzi. Szczególnie z tytułem dziedzicznym, a szczerze wątpił, aby którykolwiek z tych tutaj swój tytuł zdobył sam. Przywódcy rebelii uciekali tak szybko jak mogli, ale dla wampira byli zwyczajnie wolni. Szybko doparł kolejnego szlachetkę i bez ceregieli ciął go przez plecy, powalając na ziemię. Nawet jeżeli przeżył, to już raczej nie ucieknie. Minął ciało, nawet nie zaszczycając go spojrzeniem. Wywinął mieczem młynek, aby nieco pędu nic zdobyć i uderzył w kolejnego uciekiniera. Tym razem ostrze trafiła w kark szlachcica, rozcinając go. Człowiek padł martwy na ziemię. Pozostał ostatni. Reszta przywódców rebelii kryła się gdzieś za stołami, lub innym syfem w sali. Wampir szybko się do niego zbliżył. Dogonił go za głównymi drzwiami i wtedy poczuł uderzenie w plecy. Stało się to, co stać się w sumie musiało podczas tak szaleńczego biegu. Jeden ze strzelców postrzelił go. Drago warknął z bólu, lecz zdołał dorwać szlachcica. Złapał go demoniczną ręką za kark, drugą zaś wbił mu miecz między łopatki. Skrył się za drzwiami i wbił kły w szyje szlachcica, żywiąc się. Wypił kilka długich łyków jego krwi, po czym odrzucił truchło. Poczuł jak jego rana goi się. Jednak napierśnik i tak trzeba będzie naprawić. Gdy ostatni z uciekinierów padł, a rana wampira zasklepiła się, szybkim biegiem powrócił on do sali, gdzie wciąż trwała ostra walka.
Ci, który uciekali leżą. Więc:
16xPrzywódcy
26xStrzelcy
12xÂŁochroniarze
//I proszę MG, aby mi ustalił w jakim stopniu zniszczył mi się napierśnik. W zasadzie w jakim stopniu sam go sobie zniszczyłem :)
Melkior Tacticus:
//Drago, kula nadal jest w tobie. Napierśnik zostaje uszkodzony.
Mohamed Khaled:
Anash! Wyjrzał zza zasłony. Granat był już w pogotowiu. Wymierzył w jednego z nich - tych zwanych strzelcami, i rzucił. A raczej pocisnął. Pocisk przeleciał przez salę, po czym trafił w klatę. Pocisk rozsadził przeciwnika na strzępy.
Anash! wymówił ponownie. Skumulował energię w dłoni, i tak właśnie narodził się granacik. ÂŚmiercionośny dla każdego podróżnego. Zamknął oczy, po czym otworzył i rzucił. Kolejny pocisk przeleciał przez salę
Anash! Wymówił. Teraz skumulował ponów energię, i stworzył śmierć. Rzucił pocisk w nadbiegającego strzelca, który stykając się z nim...padł na ziemie bez głowy. Na jej miejscu leżała tylko pustka.
Anash!
Wykrzyczał szybko. i skupił moc. W jego ręce zaczął powstawać granat magmy. Ten szybko cisnął psioniką w mierzącego do niego strzelca. Chwila, opary kurzu, i truchło. Granat rozjebał mówiąc nagrzeczniej jego górną część ciała.
Anash! W
Wykrzyczał raz jeszcze. Znów skupił moc, i już po chwili w jego ręce błyszczał granacik. Bum! Granat poleciał na jednego z strzelców. Który to już był? Sam nie wiedział... Granat trafił w kroczę, rozwalając je. ÂŚmierć by nie nastąpiła, ale z szoku nie zwrócił uwagi na wielki krwotok..
Anash!
Wykrzyczał już głośniej. Gniew w nim wrzał. Wybrał sobie z tego powodu najbliższego strzelca, który właśnie mierzył do Draga. Bum! Jego części głowy rozleciały się po całej sali..
Podbiegł do nabiegającego bandytę, i dźgnął go. Wypuścił miecz, i złapał się za brzuch. Szary - jak go zwali dawniej najemnicy przybranego ojca, chwycił miecze mocniej, i zamachnął się. Ostrze przeleciało przez szyję, ścinając głowę ów śmiałkowi.
Jeden był z głowy, a raczej bez głowy. Nadbiegał drugi. I tym razem był to łochroniarz. Szary zrobił szybko unik, i ciął po plecach.
Wściekł się. Zadał serie ciosów, lecz bohater zablokował je mieczami. Jednym trzymał blok, drugim natomiast robił cięcia na brzuchu. Ataki wroga zaczęły słabnąć, jednak ten nie poddawał się. Ciął dalej, mag jednak odskoczył na bok, schylił się, podkosił go. Dzięki tej akcji, wbił miecze w jego klatę. Wył nie miłosiernie, ale zdechł.
16xPrzywódcy
20xStrzelcy
10xÂŁochroniarze
Dragosani:
Kratos jakoś sobie radził w sali. Tak to przynajmniej wyglądało, gdy Drago do niej wrócił. Wampor czuł jakiś dziwny ucisk wewnątrz ciała. Tak z tyłu, mniej więcej tam, gdzie został zraniony, z tym, że nieco w głębi pleców. Zrozumiał, że kula wystrzelona z pistoletu musiała zostać w ciele. Zaklął pod nosem. Pierwszy raz został zraniony czymś takim i tak szczerze nie spodziewał się takiego przebiegu sprawy. Pożywił się, aby zasklepić ranę prakrycznie instynktownie. Tak jak robił to od zawsze. Skrzywił się i uznał, że trudno. Trzeba będzie znaleźć medyka. Mogul się chyba znał na tym, ale jakoś nie było go widać. Wampir przypominał sobie, że przelatując przez kuchnię wyczuł zapach pieczonego kurczaka. Podejrzewał więc, że ork po prostu zatrzymał się tam i zwyczajnie jadł. Rozmyślania te przerwał wampirowi gwar walki, który wszak był słyszany cały czas. Drago w porę dostrzegł jednego ze strzelców, który już przymierzał się, aby władować w niego kilka gram ołowiu. Rzecz jasna Drago nie miał na to ochoty, co też przekazał strzelcowi. Błyskawicznie wyciągnął przed siebie rękę i (już zdrowo wkurzony, więc nie musiał się za bardzo skupiać) posłał w przeciwnika kilka wiązek piorunów. Strumienie energii trafiły strzelca, pozwalając go na ziemię. Człowiek zdążył nawet wystrzelić, lecz kula poleciała zbyt wysoko, aby trafić wampira. Wbiła się gdzieś tam w ścianę pod sufitem, gdzie pozostanie zapewne na wieki, jako świadek tych wydarzeń. Strzelec zaś padł w konwulsjach na ziemię, gdzie skonał. Dragosani jednak nie zwracał najmniejszej uwagi, ani na strzelca, ani na jego kulę. Musiał walczyć dalej. No i unikać ponownego trafienia. Był nieco osłabiony przez kulę, która wciąż tkwiła gdzieś w nim, lecz i tak dawał radę robić uniki. Musiał tylko uważać, aby nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Dlaczego też poruszał się płynnie. Naprawdę przydałoby się jakieś wsparcie, przy takiej nierówności liczebnej sił. Płynnym ruchem wampir dotarł do jednego z ochroniarzy, który z kolei chciał się chyba zbliżyć do wampira. Na swoją zgubę. Drago wykonał unik i ciął szybko. Człowiek nie mógł nawet tego zablokować, niesiony jeszcze własnym pędem. Padł martwy na posadzkę, brocząc krwią z rozciętego gardła. Bestia zaś błyskawicznie oddaliła się od truchła, aby nie być zbyt dlugo w jednym miejscu.
16xPrzywódcy
19xStrzelcy
9xÂŁochroniarze
Mohamed Khaled:
Zablokował cięcie. Dwóch łochroniarzy. Gdy obaj zaatakowali, schylił się. Zaskoczeni w ten sposób, trafili się nawzajem. Można sobie tylko wyobrazić, jak wył jeden z nich tracąc rękę. Drugi konał, ale żył. Dobił go, po czym zgrabnym ruchem ciął Jacka bezrękiego. Szybko padł. Wtedy też mag schował miecze, i skupił energię.
Anash! wymówił. Skupił energię, energię. Chwila, i w jego dłoni powstała śmiercionośna śmierć co niesie śmierć. Tą pocisnął w łeb łochroniarza. Anash! Anash! Anash! Anash! Anash! wykrzyczał pięć razy. Pięć rozpędzonych psioniką granatów jebło w pięciu ochroniarzy. Wszyscy stracili życie. Czy to przez wykrwawienie, czy szok - potem zawał. Albo też i przez rozerwanie ciała na strzępy.
Gdy padli Ci, mag ponów skupił energię...
16xPrzywódcy
19xStrzelcy
1xÂŁochroniarze
//Nie mam weny ;)
//Coś mało aktywności pozostałych... ;[
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej