Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kłusownicy - Ostatnie starcie!
Melkior Tacticus:
No i się zaczęło. Kilka strzał wbiło się w drzewo. Ktoś ich zaatakował. Było ich z10 - Kryć się! - Powiedział z łukiem w ręku kryjąc się za jedym z grubszych drzew. Myśliwi mieli przewagę pozycji, byli elegancko zasłonięci a i wróg chyba myślał że jest ich więcej niż faktycznie było. Była też inna zaleta, w obozie był zapas żelaznych strzał. Jednakże nie mogli siedzieć tu w nieskończoność. Elf wychylił się zza osłony, strzelił i trafił. - To buntownicy, chyba! Gordian łap! Rzucił mu mapy i papiery. - Wycofajcie się, ja tu zostaję i ich spowolnię razem z Niko. Czemu kazał Gordianowi i Eve się wycofać? Gordian miał szybszego konia.
9/10
//Wróg jest w zasięgu strzału, i pamiętajce ta akcja trwa sekundy. W sensie że zdejmujemy jednego za drugim cofając się do tyłu.
Ahmid:
Sięgnęła szybko strzał, i łuku. Schowała się za drzewem. Wychyliła się, i namierzyła szybko. Fru! Strzała poleciała tnąc powietrze. Ghrytt... skrzek, i padł na ziemie. Jednego mniej. Schowała się za drzewo, i znów sięgnęła po strzałę. W chwili gdy miała się wychylać, w drzewo koło niej wbiła się strzała. Teraz dopiero się wychyliła. Namierzyła szybko jednego z skurwieli, i fru! Kolejna strzała posłana w oblicze śmierci trafiła w kolesia. Trafiła w głowę. Człowiek przechylił się do tyłu, i spadł. W tym czasie Eve wzięła kolejną strzałę, i przeniosła się za drzewa na tyle...
7/10
Gordian Morii:
-Się robi. - powiedziałem łapiąc paczkę w locie i rzucając się w kierunku konia. Nie było sensu walczyć. Wystarczył rzut oka aby stwierdzić, że są lepiej wyszkoleni i odziani niż my. Trzeba było spieprzać, lub jak kto woli "opuścić pole bitwy w zorganizowanym pośpiechu". Wskakując na koński grzbiet instynktownie skuliłem się słysząc jak jakaś zabłąkana strzała przelatuje kilka metrów nade mną.
-Hja! - krzyknąłem uderzając konia piętami, aby uświadomić mu, że raczej nie będziemy spacerować ale za to szybko spieprzać w jak największą gęstwinę.
Rosnące przede mną krzaki jałowca mogły podrapać twarz i ręce, ale po pierwsze osłaniały, a po drugie osłaniały jeźdźca, który mógł szybciej oddalać się od miejsca ataku. Przedarłszy się przez krzaki ruszyłem pędem w kierunku ostoi.
Melkior Tacticus:
Cofali się a wróg nacierał, chyba mieli szczęście albo sami bogowie byli im zajebiście przychylni tego dnia. Wrogie pociski latały im nad głowami al trafiały w drzewa. Gordian i Eva wycofali się, gdzie był Niko? Melkior stracił wampira z oczu. I tak miał nad nimi przewagę. W lesie był jak ryba w wodzie. Zdjął kolejnego. I wycofał się do tyłu. Kilka strzał poleciało centymetry od niego.
6/10
Nikolaj:
Nikolaja nigdzie nie było widać, bo... wdrapał się na drzewo i najzupełniej w świecie, jego towarzysze patrzeli tam gdzie nie trzeba.
Upatrzywszy cel, naciągnął strzałę na cięciwie i po krótkim mierzeniu wypuścił. Pocisk trafił celnie, nie tak jak chciał, ale z pozytywnym skutkiem. Strzała trafiła poniżej mostka, w przełyk, czy co tam miał każdy normalny człowiek. Kłusownik skulił się w bólu. Nie był już zdolny do walki, umierał.
Kolejny cel był upatrzony od razu, gdy pierwszy jeszcze upadał. Kolejna strzała świsnęła w powietrzu, trafiając w przeciwnika. Tym razem nie tak celnie. Wampir trafił w lewą rękę, która trzymała łuk. Przynajmniej jego przeciwnik nie mógł walczyć.
Kłusownik od razu zaalarmował towarzyszy, że coś czai się na drzewie i szyje do niech z broni. Wampir schował szybko broń, rozpędził się po konarze i w jednym długim susie wskoczył na kolejne drzewo, a następnie na kolejne, oddalając się w dosyć oryginalny sposób od kłusowników.
5 (+1 ranny)/10
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej