Tereny Valfden > Dział Wypraw
Test kruka
Anette Du'Monteau:
Usłyszałeś dźwięk niewielkiego dzwonka. Widocznie był zawieszony nad drzwiami sklepu.
-Słucham? - odezwał się głos zza lady. Zobaczyłeś stosunkowo młodego mężczyznę, który nawet nie spojrzał w twoją stronę. Jego wzrok był skupiony na kartce papieru przed nim i kreśleniu jakiś słów.
Samir:
Bardzo nie lubiłem, gdy jakiś marny sprzedawca mnie ignorował. Nie uważałem się, co prawda, za jakiegoś wartościowego klienta, ale mimo wszystko mógłby poświęcić mi choć trochę uwagi, w końcu albo za to mu płacą, albo sam dostaje za to pieniądze. Dlatego tez swobodnie podszedłem do lady i opierając się o nią, niby przypadkiem strąciłem jakąś wazę na podłogę. Wyglądała na wartosciową.
- Musimy porozmawiać. - powiedziałem jedynie. Szczerze mnie ciekawiła jego rekacja.
Anette Du'Monteau:
Adar wzdrygnął się na dźwięk tłuczonego naczynia. Wciąż nie odrywając wzroku mężczyzna zwrócił się do klienta.
-Mógłby pan nieco... - wtedy spojrzał na jegomościa przed sobą. -Uważać... Nieznajomy na pewno nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego. Ręce Adara drżały, ale jedna zdawała się kierować pod ladę w jakimś celu.
Samir:
Wyraźnie wyczułem strach kupca, ale nic sobie z tego nie robiłem. Wręcz przeciwnie, upajałem się tym uczuciem, rozkoszowałem do głębi samego swojego jestestwa. Lubiłem wzbudzać strach, czasem też podziw. Wiele wysiłku włożyłem w ukształtowanie w odpowiedni sposób własnego ciała. Poza tym, lubiłem zadawać ból. Dlatego widząc ruch sprzedawcy, gdy kierował rękę pod ladę, wyczułem, że chce zrobić coś niekoniecznie dla mnie dobrego. Momentalnie doskoczyłem do niego i złapałem go za szmaty, uderzając jego piersią o ladę. Kupczyk stęknął, a wtedy uderzyłem nim ponownie. Byłem pewien, że co najmniej jedno żebro trzasnęło pod wpływem siły uderzenia. Uśmiechnąłem się na tą myśl i wyciągnąłem frajera przez kontuar, obalając go na podłogę. ÂŚciągnąłem z lady następny przedmiot, który z pewnością musiał tam być - przycisk do papieru. Pozornie prosty przedmiot, łatwo mógł stać się narzędziem kaźni. Usiadłem okrakiem nad kupczykiem, wznosząc przedmiot nad głowę.
- Pewni ludzie nie lubią twojej chciwości, Adar - zacząłem cichym głosem, jednakże przycisk do papieru w mojej dłoni musiał dawać jednoznaczne sygnały - I ci sami ludzie chcieliby, żebyś zaczął się dzielić... Rozumiemy się?
Anette Du'Monteau:
-Tak! Oczywiście że się podzielę! Tylko proszę, odłóż to! - błagał kupiec. -Mam pieniądze w szkatułce za ladą. Weź je i daj mi spokój. Adar zaczął pokasływać. Widać było że próbował złapać równomierny oddech po tym całym zajściu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej