Kurwa. Cokolwiek miałoby to oznaczać rozbrzmiewało teraz w głowie krasnoluda. I wcale nie potęgowały tego jęki zza ściany dobiegające z gardzieli torturowanego havekara. I wcale nie wpływało na to pojawienie się dwóch jego kompanów na drodze, a na pewno nie przypuszczenie o reszcie nadciągających z innych stron. Była to zwyczajna i nie kurwa. Wiele się nie zastanawiając nad genialną taktyką, sposobem zaskoczenia czy podejścia napastników Hagnar przyłożył do ramienia kolbę. Wcześniej zarepetowany muszkiet zapachniał jeszcze niedawno odwiedzoną karczmą. Pachniał też koniem, do którego był przytroczony. Jak zwykle mieszanina ta wprawiła krasnoluda w pewnego rodzaju rozmarzenie i wspomnienie tych chwil, które już są za nim, rozlanej krwi, rozlanego piwa i potu na tym pięknym świecie. Jak gdyby nigdy nic pewny palec wskazujący odnalazł spust, kurek opadł i ostentacyjny wybuch wyrzucił pocisk z lufy, wprost na idącego naprzeciw metalowej rury bandytę. Nie trzeba się zastanawiać czy Hagnar trafił Nie trzeba się zastanawiać czy przeciwnik umarł. Po prostu spotkali się i zaczęli się zabijać...
Nim misja ratunkowa zareagowała brodacz już klęczał pod wywalonymi przez Aragorna drzwiami. Oparł je o framugę, a sam ładował w pośpiechu muszkiet.
Banditos 1/2