Tereny Valfden > Dział Wypraw

Za ciosem [polowanie]

<< < (11/13) > >>

Gordian Morii:
- Aha... - odparłem - Tylko, że w tym momencie nie wiem czy mamy się cieszyć czy martwić jeszcze bardziej. Bo w końcu coś ich zabiło. - dodałem po chwili. Zaczerwienienia wyglądały jak miejsca ugryzienia owadów. Tak jakby komary albo inne latające ścierwa pożądliły bandytów, którzy w wyniku jadu zmarli. Jednak, co to musiałyby być za komary, aby po kilku ukąszeniach uczynić taką rozwałkę w gronie 4 dorosłych i prawdopodobnie zdrowych mężczyzn.
- Nie wiem jak Ty, ale mi to nie przypomina żadnego owada. Albo ich ktoś otruł, albo coś, bo ja nie mam zielonego pojęcia co z tym fantem zrobić

Dragosani:
- Może rozbili namiot na mrowisku - zasugerował wampir, lecz tak nie do końca poważnie. - Tak, czy inaczej, część... problemu kłusowników załatwiła się sama. Trzeba będzie powiedzieć o tym Bosperowi. Może w końcu zacznie kupować trofea po normalnych cenach. A co do ciał... - Szturchnął butem to, które przyciągnął do ogniska. - Może Gunses by rozpoznał te ukąszenia. Zna się na myślistwie. Trzeba by tylko kawałek obciąć, cob całego truchła nie nosić.

Gordian Morii:
-Możemy spróbować. - powiedziałem i wyjąwszy sztylet do oprawiania zwierzyny przeciąłem mięsień w okolicy dziwnego ukąszenia. Z rany po cięciu nożem nie wypłynęła żadna substancja, ani ropa, ani krew ani żaden inny płyn mimo, że ciała nie były jeszcze trupio zimne.
- Szczerze mówiąc, to nie do końca podoba mi się to krojenie trupów. Jeżeli otruli się czymś konkretnym to może nie ryzykujmy? - powiedziałem do towarzyszącego mi wampira odsuwając ręce od nacięcia.

Dragosani:
Wampir zamyślił się. Brak płynów podsunął mu pewien pomysł, lecz wątpi w jego słuszność.
- W dżungli żyją spijacze. Takie stworki z długimi  ssawkami, które wbijają w ciała ofiar i wysysają krew i takie tam. Efekt mógłby być podobny do tego. Z tym, że rany zadawane przez tamte bestie byłyby większe. No i to nie jest dżungla. A co do... hm... pobrania próbek, to wydaje mi się, że jeżeli ta ewentualna trucizna miałaby dostawać się do organizmu przez dotyk, to nie byłoby widać tych ukąszeń. Poza tym możemy uważać i trzymać to w roku jakimś, aby nie mieć bezpośredniego kontaktu. - Wyciągnął miecz i mocno ciął w miejsce, które już naciął Gordian. Ręka, od łokcia w dół, odpadła od ciała. Na odciętej części widać było kilka ładnych przykładów ukąszeń. - Masz jakiś wolny worek, albo kawałek szmaty? Jeśli nie, to będzie trzeba poszukać gdzieś w obozie.

Gordian Morii:
- Rozprujemy ten namiot i owiniemy to w kawałek płachty. Powinno wytrzymać. - odpowiedziałem wampirowi i zabrałem się do rozcinania wspomnianego wcześniej schronienia.
Z pomocą Dragosaniego wrzuciliśmy trupa z powrotem do namiotu i polewając wszystko oliwą, której beczkę znaleźliśmy w obozowisku podpaliliśmy cały obóz.
Ciemny dym uderzył w niebo razem z trzaskającymi płomieniami.
- Mam nadzieję, że lasu nie spalimy. - powiedziałem gdy już oddaliliśmy się od płonącego obozowiska.
Ruszyliśmy we dwóch w dół rzeki, gdyż wspinanie się po prawie pionowym klifie było jak dla mnie średnim pomysłem.
- Nie wiesz przypadkiem dlaczego nasi dwaj towarzysze zostali na górze? Pilnują pleców czy co?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej