Tereny Valfden > Dział Wypraw
Za ciosem [polowanie]
Arcus:
Wampir sięgnął po krótki nóż i podszedł do upolowanych wilków, by po chwili zabrać się za patroszenie ich. Zaczął od skórowania zwierząt, później zajął się wycinaniem kłów i na końcu pazurów. Skończywszy pracę, zapakował wszystkie trofea do dużej torby.
Pozyskuję:
32x pazur wilka
8x kieł wilka
4m2 skóry wilka
Gordian Morii:
Zabierając trofea z obydwu zabitych wilków wróciłem na skraj poręby, którą chwilę wcześniej opuściliśmy. Bez słowa ruszyliśmy przed siebie, bo noc była już całkowicie w pełni, a nie chciałem zbytnio zwlekać, by nie narazić towarzyszących mi wampirów na niedogodności wynikające z pory dnia, w czasie której na niebie gości słońce. Po prawie godzinnym marszu, dotarliśmy do klifu u dołu którego płynęła rzeka. Niezbyt duża, ale dosyć bystra, bo zasilana górskimi potokami i topniejącym jeszcze gdzieś w górnych warstwach.
U dołu, na niewielkiej polance wampirze oczy dostrzegły jeszcze coś. Niewielki obóz, z tlącym się jeszcze ogniskiem.
Pozyskuję:
32x pazur wilka
8x kieł wilka
4m2 skóry wilka
Dragosani:
Dragosani jakoś zdołał zapakować otrzymaną krew do wora. Była ona, rzecz jasna, w butelkach. Inaczej ciężko byłoby ja utrzymać. Wampir przewiesił sobie wora przez ramię i zupełnie przypadkowo spojrzał w stronę jakiejś polanki. Niewielki płomień ogniska, który tam dostrzegł był tak widoczny, że i inni powinno go zauważyć. Albo tak też wydawało się wampirowi.
- Zobaczcie tam. - Niekulturalnie wskazał paluchem. - Czyżby konkurencja?
Melkior Tacticus:
- Zapewne tak. Powinniśmy to sprawdzić.
Gordian Morii:
//:Wiecie, że nie trzeba czekać na każde "A Gordian w swej mądrości rzekł - Drago idź tam, a Ty Melkior umyj nogi". Jesteśmy równi rangą póki co, więc działajcie. Ja nie dowodzę tej grupie, ja tylko prowadzę zadanie, czyli umieszczam przeciwników, opisuję ważniejsze rzeczy, ale nie mam gotowego scenariusza z tym, tym i tamtym.
Nachylając się za krawędź klifu stwierdziłem, że brzeg nie jest jakoś straszliwie stromy i z lekką uwagą na fakt stawiania stóp w odpowiednim momencie i miejscu będzie można łatwo zejść do brzegu rzeki, przy której obozowali kłusownicy. Mocując do ramion torbę z trofeami asekurując się rękoma opuściłem się w dół. Kilka luźnych żwirowych kamyczków zsunęło się po stromym zboczu, ale było to coś tak naturalnego, że nawet ptaki gniazdujące w niewielkich zagłębieniach ściany nie zwróciły na to uwagi. Powoli acz z mozołem schodziłem z prawie 50 metrowej ściany do rzeki, która po jej pokonaniu (w sensie ściany) pozostała już ostatnią przeszkodą oddzielającą mnie od obozowiska.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej