Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wysypisko
Hagnar Wildschwein:
W końcu dotarłeś za Ruhadem na obrzeża gospodarstw. Otoczony polami, płotami i pojedynczymi zagajnikami krasnolud przemierzał otwartą przestrzeń. Zauważyłeś kilku innych tragarzy i pachołków. Byłeś, pewien, że to ci sami, którzy opuścili Radę Niedźwiedzia. Stałeś tak ukryty za średniej wielkości wrzosem. Widziałeś jak wesoła kompania ruszała w kierunku pewnego jaru. Z jaru chyba wydobywał się dym.
Adaś:
Co oni kombinują? Zapytałem się sam w myślach, widząc jak krasnale wchodzą do pewnego jaru. Normalnie by nie było to podejrzane, w końcu każdy może wchodzić i chodzić gdzie chce. No ale żeby urzędnik państwowy, wraz z obładowanymi tragarzami chodził na takie zadupia? Ponad to zaraz po ciężkim dniu w pracy? Było to więcej niż pewne, że chcą coś ukryć tam. Najgorsze że tego terenu Ekkerund już w ogóle nie znałem i nie wiedziałem czego się tam spodziewać. Więc pozostało mi zachować nadzwyczajne środki ostrożności.
Postanowiłem że wejdę do jaru zaraz za nimi, z tą różnicą że odejdę od ścieżki do 50 metrów i będę szedł do niej równolegle.
Hagnar Wildschwein:
Powoli zmierzchało. Bardzo tobie na rękę cień powoli okrywał gorzej doświetlone tereny rolnicze, niebo zasnute było chmurami więc biorąc pod uwagę ostrożność jaka tobą kierowała przemknąłeś niezauważony. Dotarłeś w końcu na skraj jaru. Chłodny wiatr począł szaleć po otwartej przestrzeni, przywiódł ze sobą zapach dymu. Charakterystyczny swąd palonego papieru. W dole ujrzałeś gromadę ludzi i nieludzi, w głównej mierze krasnoludów zgromadzonych wokół stosu płonących, jak można było się domyślić, dokumentów. Co rusz dorzucali nowe z wózków i pakunków nieopodal stojących. Ich twarze lśniły od płomieni trawiących arkusze i zwoje. Oddaleni o niecałe 100 metrów, dajesz rękę sobie uciąć, pogrążeni byli w zadumie, kilku tylko uzupełniało stos, który rytmicznie buchał jęzorami ognia. W okolicy opadały zwęglone skrawki niczym uzupełnienie pojedynczych płatków śniegu.
Adaś:
Spokojnie zaczaiłem się w krzakach, na brzegu jaru. Teoretycznie pozostawała mi tylko obserwacja, praktycznie nie opłacało się to. Po pierwsze jeśli coś w tych dokumentach było ważnego, a na pewno było skoro je palono, to nie było czasu do stracenia. A po drugie przyszedł mi pewien plan do głowy.
Powoli cofnąłem się z powrotem do jaru, oczywiście na taką odległość abym widział wszystkich na dobrze oświetlonej polance. Powoli starając się zachować jak największą ciszę, kierowałem się w kierunku wózków i pakunków. Zgodnie z tym co zauważyłem stos był na tyle duży, a krasnale tak zajęte, że raczej większego problemu nie miałbym podejść do tej kupy, od tyłu. A na pewno zwiększyły by się moje szanse, gdyby były tam jakieś krzaki nieopodal. Więc powoli tak kroczyłem w wybranym kierunku, w celu rozpoznania czy ów zabieg ma jakieś szanse...
Hagnar Wildschwein:
Kroczyłeś w całkowitym mroku. I w całkowitym mroku...
//www.youtube.com/watch?v=JliGALIa_kMPoznałeś w nim krasnoluda z archiwum.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej