Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wysypisko
Hagnar Wildschwein:
-Jeszcze tu jesteś?- powiedział krasnolud. Zauważyłeś, że już opuścił broń. Ruhad natomiast stał i patrzył się z boku na waszą rozmowę. Widziałeś w jego oczach gniew i rządzę zemsty, ale powstrzymywał je. Na medal. W sumie to masz doczynienia z takimi profesjonalistami jak i ty, cóż się dziwić.. Wyszedłeś z archiwum, o dziwo, bez dodatkowej dziury na ciele. Poczułeś jednak coś ciekawego. Kiedy w samym archiwum dominował zapach zwykle towarzyszący takim miejscom, a później zapach prochu i napięcia to teraz zrozumiałeś co tak strasznie ci nie pasowało. Teraz wyraźnie poczułeś, że twoje ręce są z lekka osmolone, a odzież z lekka wonie ogniskiem.
Adaś:
-Co do kurwy nęd..-Urwałem w połowie zdania, które było moją reakcją na osmolone dłonie i zapach spalenizny. Gdyż coś do mnie dotarło, odnośnie Ruhada. W momencie zacząłem kojarzyć fakty które nasuwały mi jedną myśl, którą wypowiedziałem pod nosem:
-To skurwysyn musiał wszystko spalić...
W pierwszej chwili, chciałem zawrócić . Ale dotarło do mnie że chyba nie jest to najlepszy pomysł, nie warto nadwyrężać cierpliwości krasnali. Jeśli chciałem się czegoś więcej dowiedzieć wypadało by szukać gdzie indziej...
Hagnar Wildschwein:
//Tutaj zostawiam wolną rękę Tobie. Będziesz moim królikiem doświadczalnym w pomyśle na nowy sposób prowadzenia wypraw
Wypadałoby
Adaś:
Stałem tak na korytarzu, rozmyślając co zrobić. Kiedy wpadłem na genialny pomysł. No może całkiem genialne to nie jest. Ale przynajmniej może czegoś się dowiem. Pomyślałem sobie, wiedząc że teraz mogę zabrnąć za daleko. A ponad to mogą z tego wyniknąć większe konsekwencje, bardzo niekorzystne dla mnie.
Wyszedłem przed budynek, po czym rozejrzałem się za dogodnym miejscem do zaczajenia się. Trzeba było mi znaleźć miejsce, w którym wyraźnie będę widział wyjść z Rady Niedźwiedzia, a zarazem nikt wychodzący stamtąd nie będzie mnie widział. Rozejrzałem się z podestu przy drzwiach głównych, w poszukiwaniu takowego miejsca. Co prawda do kurków już nie należałem, ale coś w pamięci z tamtych czasów zostało. Bo krótkim rozpoznaniu ujrzałem dogodne miejsce. Między dwoma budynkami, na przeciw Rady, była bardzo przyjemna ciemna alejka. Spokojnie ruszyłem w tym kierunku, po czym skryłem się w cieniu alejki obserwując główne drzwi. Teraz pozostawało mi tylko czekać, aż Ruhad opuści budynek, a potem udać się za nim..
//:Szczerze, jakoś ta opcja mi się bardziej podoba niż to co mi doradzał Aragorn. A ponad to dałeś mi wolną rękę, więc zabawmy się trochu.
Hagnar Wildschwein:
Kilka szczurów przebiegło wesoło obok ciebie, wszak każde szanujące się miasto musi mieć taką gromadę. W czysto fantastycznej wersji tej wyprawy zapewne miałyby na łapkach wełniane rajtuzy, a ich herszt, ten najbardziej zawadiacki, zawadiacką czapeczkę z piórem u boku. Jednak te szczury były po prostu gromadką sunącą ku swojemu przeznaczeniu tego dnia. Ot, aby wystraszyć jakąś strachliwszą niewiastę, zginąć pod butem wojaka, konsekwentnie czyścić piwnicę karczmy albo czyścić miejsce pracy niechlujnej gamratki. Dobrze dobrałeś miejsce obserwacji, cień, choć wędrujący po bruku, w ogóle nie opuszczał Twojego Skrawka Bruku. Po krótkim czasie zauważyłeś, że ta alejka była dość częstym, jak na mroczne alejki, szlakiem wędrówki lokalnych opojów i dzieci, podobnie jak szczurów, diablo wesołych. Pewnie też z ich powodu. Z obserwowanej Rady Niedźwiedzia co rusz wychodzili urzędnicy, straż, petenci, ale nie udało ci się dostrzec interesujących ciebie person. Pod wieczór zauważyłeś pachołków targających naręcza zwojów i generalnej materii składającej się z wszelakich arkuszy papieru. Rozeszli się w różne strony. Naturalny odruch poderwał cię wtedy, jako, że stałeś oparty o ścianę, wybrawszy rzecz jasna tą w miarę czystą jej część, jednak nim zdążyłeś zdecydować się na działanie ktoś inny za ciebie zdecydował. Za jednym z tragarzy podążał Ruhad.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej