Tereny Valfden > Dział Wypraw
Test zaufania #2 Szarleja. i Salazara
Szarleǰ:
Szarlej obudził się, rozejrzał po pomieszczeniu przypominającym celę, chociaż nie wiedział, że to pomieszczenie wyglądało na celę, ponieważ jego umysł był łajnem kretoszczura. Trząsł się z zimna, ale nie miał pojęcia co się dzieje. Jego palec zanurkował do nosa i najwyraźniej znalazł tam coś bardzo interesującego, co na jakiś czas przykuło jego uwagę.
Canis:
- Ja się zabije... kurwa... - Ostatni raz jestem w karczmie, nie przyjmę więcej takich zadań. Pomyślał. Zaczłą myśleć, intensywnie, jak na jego możliwości umysłowe, można było rzec, że sięga apogeum swoich możliwości, gdy wpadł na niemal genialny pomysł.
- Skoro wyprowadzili go, to go wlekli, na piachu zostawili ślady, świeże ślady, jeżeli odjechali konno bądź powozem, to też zostawili świeże ślady. Przemówił do nieprzytomnego waleta krasnoluda-strażnika-rasisty. Wrócił do karczmy, chwycił za pierwszą świecę jaką znalazł. Chwilę później sięgnął za szynkwas biorąc jakieś szmaty. przebierał w poszukiwaniu za alkoholem wysoko (bardzo wysoko) procentowym. Dobywszy coś w stylu niezwykle drogiej wódki oblał szybko szmatę, nasączył ją tą że wódką. Chwilę później chwycił za taboret i uderzając nim o posadzkę starał się wyrwać jedną z nóg. w nocy nie było mu lekko, szczególnie, ze jego siły lekko opadły... Ale po paru minutach udało mu się, owinął szmatę na górze tej nie krótkiej nogi. Wyglądało to niczym pochodnia. Przyłożył szmatę nad płomień świecy, a szmaty zajęły się błyskawicznie ogniem, pięknym ogniem, a alkohol zeń aż wołał: Marnujesz mnie, marnujesz!
Salazar wraz z nowo powstałą pochodnią wybiegł z karczmy i rzucił się do swojego konia. trzymając go za uprząż ciągnął go na zewnątrz, za teren karczmy w poszukiwaniu świeżych śladów. Musieli mieć dwa konie, bądź konia i wóz. jakieś świeże ślady muszą być... myślał przykładając pochodnię do ziemi i swoją gębę tak samo.
Hagmar:
Szarlej: Gile z nosa ci smakują, włożyłeś sobie palec do "trzeciego". Nie było dobre, zrzygałeś się dwa razy na posadzkę. I coś ci przemknęło przez musk (muskuł mózgu). Szarlotka. Wydaje Ci sie że to twoje imie, słyszysz też kroki.
Salazar: Widzisz ślady kół i kopyt prowadzące na południe.
//Salazarq, czy Ty coś podejrzewałeś? xD
Szarleǰ:
Zidiociały więzień uważający się za Szarlotkę przyłożył łeb do zimnej kraty, zainteresowany dochodzącym z korytarza odgłosem kroków. - Hop hop, tutaj jestem, znajdź mnie zajączku! - Krzyknął w stronę dochodzących dźwięków.
Canis:
--- Cytat: Aragorn w 16 Październik 2013, 23:11:08 ---//Salazarq, czy Ty coś podejrzewałeś? xD [/b]
--- Koniec cytatu ---
//Zależy co masz na myśli, jeżeli chodzi o grzybki, jedzonko, napitek to byłem pewny, że nie otrzymamy zlecenia... liczyłem bardziej na napad na karczmę, stado rzezimieszków i bandytów... jeżeli mowa oczywiście o działaniu no to sam rozumiesz, korzystam z informacji...
Salazar wsiadł na konia i mknął w kierunku, w którym odjechał wóz. Rozświetlając sobie drogę pochodnią, stale spogląda na drogę by nie zgubić tropu, popędza kuca ile sił, by nadrobić zmarnowany czas. Po cholerę porwali Szarleja... rozumiem karczmarza... coś mi tu cuchnie zgniłą szarlotką... rozmyślał pode drogą jaszczur gnając i gnając.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej