Tereny Valfden > Dział Wypraw
Test zaufania Szarleja #1
Szarleǰ:
Gdy zorientowałem się co się dzieje, momentalnie wyszarpnąłem z pochwy zawieszony na plecach miecz i zręcznie odbiłem uderzenie przeciwnika, co wyprowadziło go z równowagi. Korzystając z okazji runąłem na niego całym ciałem. Mężczyzna rąbnął o ścianę głową, co chyba lekko go przyćmiło. Nie dałem mu chwili wytchnienia, uderzyłem go dwukrotnie, rozkwaszając nos. Miecz wypadł mu z ręki, a on sam jakby zwiotczał i osunął po ścianie trzymając za krwawiący nos. Pozostał jednak przytomny.
- Przyszedłem tutaj odzyskać pieniądze, które wisisz karczmarzowi. Powiedziałem przykładając mu ostrze do gardła. - 500 grzywien. Lub śmierć. Wybieraj.
Hagmar:
Bandzior tylko się uśmiechnął, ty poczułeś na karku zimny metal lufy pistoletu. Zaalarmowany rabanem z piętra musiał zejść ktoś jeszcze. - Rzuć to skurwielu.
Szarleǰ:
Gdy usłyszałem słowa nieznajomego i poczułem przyłożoną do karku lufę poczułem, jakby ziemia zapadła mi się pod nogami. Zalany zimnym potem rzuciłem miecz pod nogi i kopnąłem go w kąt.
- Spokojnie. Pomimo, że zdawałem sobie sprawę jak to było głupie w moim przypadku, podjąłem próbę załagodzenia sytuacji. Starałem się zapanować nad drżącym głosem. - Chyba możemy się jakoś dogadać, prawda?
Hagmar:
- Jasne. Siadaj! Szarpnął tobą i posadził gwałtownie na krzesło. - Wyjdziesz stąd i powiesz temu skurwiałemu krasnoludowi że zjebałeś. Albo wpakuje ci kulkę w łeb.
Szarleǰ:
- Jak sobie życzysz. Powiedziałem po szybkiej kalkulacji. - Zrobie co każesz, tylko daruj mi życie. Postanowiłem udawać posłusznego kundla. Wygladało na to, że mogłem wyjść z kaminicy cały i zdrowy. Poczekam cierpliwie w bezpiecznym miejscu, aż któryś z nich wyjdzie na miasto. Przecież nie będą tutaj siedzieć całą wieczność. A wtedy odzyskam forsę krasnoluda. Parszywe gnoje. W mojej głowie zrodził się niecny plan, a wszystko podsycała nienawiść do osoby, która śmiała mnie wykiwać. - Czy mogę zabrać swoją broń? Zapytałem na odchodne.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej