Tereny Valfden > Dział Wypraw
Mglisty chram
Izabell Ravlet:
Dla Darlenita i Devristusa został jeden, ostatni spijacz pomiędzy nimi. Mauren nie widział powodu, by zostawiać go elfowi, więc ruszył zdecydowanym krokiem w jego kierunku. Potwór zauważył go i szykował się powoli do ataku. Ugiął kończyny i wyskoczył w stronę adepta, najwyraźniej próbując zaatakować go swoim kolcem. Ciemnoskóry połapał się, na szczęście, w taktyce tych stworzeń, więc unik na lewo wykonał wręcz odruchowo. Z powodu zmęczenia był jednak wolniejszy niż poprzednio i nie zdążył wyprowadzić już wtedy ataku. Spijacz miał drugą szansę, której nie udało mu się wykorzystać - Darlenit uchylił się na bok, gdy potwór próbował wbić się kolcem w jego ciało. Klinga porządnie splamiona już krwią błysnęła czystszym fragmentem i uderzyła o któryś ze stawów przedniej kończyny bestii. Ostrze przecięło ją bez problemu. Kaleki spijacz upadł, tracąc równowagę, a wtedy pozostało już tylko szybko go dobić, wbijając miecz z góry w szyję tuż za czaszką. Tak też mauren uczynił. Z całej grupy pozostała trójka stworzeń, która ruszyła ku Isentorowi, który właśnie się zjawił. Darlenit nie wątpił w możliwości mistrza, ale jedna z bestii jakby zwlekała, oddzieliła się od dwójki, została z tyłu. Czy to nie okazja? Adept ruszył szybkim krokiem ku niej i dogonił ją. Nie spodziewała się, że dostanie ostrzem po tylnych kończynach. Rany były jednak płytkie, za to bolesne, co spowodowało, że ów spijacz zwrócił się ku maurenowi. Ten zaś trzymał miecz ostrzem naprzód, blokując potworowi dostęp do siebie. Zapomniał jednak, że jest on w stanie walczyć łapami niczym bronią. Miecz został szybko odsunięty, a kolec bestii ruszył ku mężczyźnie. W ostatniej chwili przechylił się w ślad za klingą. Stracił równowagę i runął na ziemię. Nadal trzymał miecz. Spijacz doskoczył nad niego i już chciał zaatakować kolcem, lecz mauren przedziurawił go na wylot od dołu, trzymając miecz obiema rękami. Udało się. Cielsko przepchał na bok. Resztę czekała zapewne boleśniejsza śmierć.
0/4 rotishe
2/10 spijacze
Nawaar:
-Miło mi ,że doceniłeś mój powitalny gest jak widać nie mam broni i muszę wrócić do miasta ÂŻegnam waszą kompanie niech ścieżki przeznaczenia was prowadzą -. I tak zakończyła się podróż i walka Zennisha jaszczur nie mogąc wędrować dalej bez broni udał się z powrotem do miasta jeszcze raz spojrzał na kompanów kiwając im głową na pożegnanie.
Melkior Tacticus:
- Blaze, największy szpieg nieudacznik o jakim słyszałem będzie mnie przyrównywał do ojca którego nawet nie zna... A weź sie od chędoż. Daleko ci do Zeyfara. Chociaż on też raz spieprzył robotę. Ale tylko raz. Kratos radze ci, potrzebujesz profesjonalisty? Nie zatrudniaj go. - wskazał na kurdupla.
Anette Du'Monteau:
-Ha, baron Jaszczurka wychował hipokrytę. - zaśmiał się niziołek. -Mówisz o nieprzyrównywaniu ciebie do twojego ojca, a sam masz blade pojęcie o postaci starego Navarre. On odbierał twój poród młody. Ja go znam jeszcze z czasów przed Valfden. Poza tym nigdy nie przyrównywałem się do niego. On, a ja to dwie różne rzeczy. I lepiej sobie to zapamiętaj. - odpowiedział Melkiorowi. -Twoja siostra jest znacznie milsza...
Melkior Tacticus:
//Fabularnie siostra Melkiora to zimna sucz więc nie gadaj ;p chyba że Blaze takie lubi.
- Ja a Aragorn to prawie dwie różne osoby Blaze. Nie mam ochoty z tobą gadać, panie chodząca porażko branży jaką się parasz. Powiedział wsiadając na konia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej