Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cicho! Połuję na kłółika! [polowanie Severusa, Nessy i Gordiana]
Gordian Morii:
- Po wuju. - odparł szybko. - Po nim mam też imię jeśli Cię to ciekawi. Po długim pobycie w Trilencie stwierdziłem, że Giuseppe Gordie średnio pasuje do tych stron, a i sąsiedzi mieli problem by poprawnie wymówić moje imię. Zresztą dziwnym trafem wszyscy myśleli, że prowadzę jakąś mały przytulny zajazd z jakimś tam południowym jedzeniem. Dziwne nie? - dodał.
- Mojego wuja pewnie kojarzysz. To Gordian Tinuvel z rodu Livrith. Wielki Mag i przywódca Gildii Magów na Valfden. Obecnie już nieistniejącej organizacji, z którą nie wiem nawet dokładnie co się stało. Słyszałem jednak powtarzające się: widły, ogień, burdel i rozwrzeszczane chłopstwo.
Nessa:
- Bogowie! - zareagowała dość emocjonalnie elfka. Wypadało ją za to skarcić, gdyż szli na polowanie. Do lasu. A w takich przypadkach należało zachowywać się odpowiednio. - TEN Gordian? A to ci niespodzianka. Drzewo genealogiczne może kryć wiele tajemnic - skomentowała tak ot. Ani nie nawiązywała do siebie, ani do Dragosaniego. Po prostu nie chciała wyjść na mruka, który nic się nie odzywa, chociaż coś ją w nosie kręciło, więc średnią miała ochotę na rozmowę. To kręcenie zwiastowało albo kłótnię, albo katar, więc pozostawało mieć nadzieję, że jednak Nessę czeka przeziębienie.
//: Ogarnę na dniach zdrowie i posty będą lepsze :<
Dragosani:
I tak oto trójka dzielnych myśliwych szła przez leśne ostępy. Czas i podróż mijały im na rozmowach na przeróżne tematy, których narrator nie wypiszę. Nie dlatego, że mu się nie chce. Po prostu było ich zbyt wiele! Jednak im głębiej szli w las, tym ciszej się zachowywali. W końcu przestali mówić cokolwiek i nasłuchiwali. Wokół rozbrzmiewał ptaków śpiew i lasu szum. I, po chwili, charakterystyczne skrzeki... Kompani ruszyli w kierunku tego odgłosu. Znaleźli się na skraju polanki. Mogła ona mieć maksymalnie ze sto metrów średnicy i tworzyła bardzo mniej więcej koło. Porastała ją trawa sięgająca do kolan. Na jej środku, jakieś pięćdziesiąt metrów od miejsca, w którym czaili się myśliwi w ziemi grzebało i zjadało coś co tam znalazło kilka ścierwojadów. Ptaszyska jeszcze się nie zorientowały o obecności myśliwych i spokojnie się pożywiały. Co chwile któryś z nich podnosił łeb i lustrował szybko okolicę, aby w razie niebezpieczeństwa powiadomić stado i zwiać.
//Jest 17:20. Do zmroku jeszcze trochę, więc macie całkiem jasno.
6 x ÂŚcierwojad
- Ja sobie na razie daruję - powiedział wampir i wlazł w jakieś krzaki, coby nie przeszkadzać i skryć się przed ewentualnym wściekłym atakiem ptaszysk.
Nessa:
Nessa miała ochotę bardzo szpetnie zakląć, ale powstrzymała się i wywróciła oczami. Jak to możliwe, że nie zobaczyli tak pokaźnych bydlaków. Były tylko trochę niższe od samej elfki, chociaż to akurat była zasługa jej niewielkiego wzrostu.
Sięgnęła po strzałę, którą nałożyła na lekko napiętą cięciwę i zerknęła w kierunku Gordiana. W mgnieniu oka byłaby gotowa do strzału, lecz chciała się upewnić, czy mężczyzna też skorzysta z łuku. Jeśli tak to dobrze byłoby posłać pociski w tym samym momencie, zanim ścierwojady postanowią zobaczyć, kto to atakuje ich wujka czy babcię.
Gordian Morii:
Gordian, który całe życie wychował się wśród elfów nie czekał nawet na instrukcje. Szybko nałożył cięciwę na chwilowo rozłożony łuk i wysunął strzałę z kołczana. Jedyną głupotą, którą właśnie sobie uświadomił było to, że nie przestrzelał tej broni i jej chrzest bojowy miał odbyć się właśnie w tym momencie. Skryty w cieniu wielkiego jesiona podpełz bezszelestnie do praktycznie samego pnia i zerknął w kierunku elfki. Ta była widocznie dużo bardziej doświadczoną łowczynią gdyż praktycznie bez słów zrozumiał w którego ptaka i kiedy uderzyć. Zaczekał więc moment i gdy strzała Nessy uwolniła się z jej palców on też wypuścił swój pocisk. Para ptaków ze skrzekiem opadła na ziemię wzbudzając zainteresowanie pozostałej, chyba nieświadomej czwórki ptaków.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej