Tereny Valfden > Dział Wypraw

Klątwy i uroki

<< < (8/26) > >>

Nikolaj:
- Jakby jeden Sambir był w stanie zabić cztery osoby. Nie panikuj magu. Obronimy Cię - powiedział Kratosowi. Wprawdzie czarodziej miał rację. Gdzieś był jeszcze jeden przeciwnik. Ranny i bardzo możliwe że wściekły. Z drugiej strony mógł zawsze dać sobie za wygraną i po prostu uciec chcąc się wykurować. Niemniej jednak kolejna strzała powędrowała na cięciwę. Tak dla bezpieczeństwa.
Co jest pomyślał. Niespodziewanie dziwnie go zaswędziało w nosie. Korciło go by sobie go rozmasować, ale musial zachować czujność...

Jiroslav:
Drzewołaz wreszcie zszedł na dół.
-Dzięki wam po... Zaraz! Jiros?
-Kałksztajn?! Umówiliśmy się, że z zamówieniem będziesz czekać w osadzie...
-Przykro mi, wszystko zabrali. Musicie mi pomóc i nie chodzi o te potwory!-Wskazał martwego kota.

Nikolaj:
Wskazał martwego kota, do którego już dobrał się Wampir. Pierwsze co zrobił to wyciągnął strzały, jedną oddał Melkiorowi, dwie pozostałe włożył z powrotem do swojego kołczanu.
Nożykiem myśliwskim rozciął skórę na brzuchu od zadu po pysk. Zrobił również odpowiednie nacięcia po wewnętrznej stronie łap. Następnie pomagając sobie nożem w oddzielał skórę od ścięgien i mięsa. Gdy cała skóra odeszła zwinął ją w odpowiedni sposób by jej nie ubrudzić. Schował to torby.
Następnie tym samym nożykiem oddzielił pazury od skóry i poprzez dźwignię wyłamał je do kości. Te również schował do torby.
- Melkiorze, podzielimy się trofeami po połowie jak będziemy wracać. Zgoda?

// Pozyskuje 16 pazurów i 2,5m2 skóry sambira.

Melkior Tacticus:
- Zgoda. Melkior nie spodziewał się że coś mu skapnie z ubitego sambira, on tylko go dobił.
- Kto zabrał mikstury? Bandyci? Spytał alchemika.

Mohamed Khaled:
No i kotek się nie sfajczył... Beee... Szkoda mu. Chciał poczuć pieczone mięsko, a potem je zjeść.
Właśnie! Kto zabrał? Nabrał nadziei! Możemy ci pomóc - jak to mówią "Mój przyjaciel jest przyjacielem swego innego przyjaciela" A może inaczej? Cholera! Podrapał się po brodzie. Nie dość że był nie ogolony, to i palić mu się zachciało. Wyciągnął fajkę. Heshar anash. W ręce powstała kula ognia, którą szybko podpalił papierosa, i rzucił w niebo.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej