Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kac Marant
Elrond Ñoldor:
- Ehh... Przeżywacie. Będzie co na starość wspominać. O ile oczywiście uda nam się przypomnieć wszystko co robiliśmy przez te dni - poprawił materiał, w który był odziany. Jadł wolno, ale efektywnie. Podziękował w duchu, że karczmarz podał samą wodę, a nie jakieś kolejne alkohole. Czuł jak pot na jego plecach podczas wędrówki do karczmy capił wódką.
Mogul:
W podłych nastrojach wyruszyliśmy do Rondelka. Podróż trochę zajeła, choć na nasze szczęście nie trafiliśmy na żadne trudności. Co śmieszne, nie wiadomo skąd wiedzieliśmy jak trafić do bandyty, z tych kilku dni nie było zapamiętane nic, a drogę na ślepo. Bandytów troszkę było, w końcu dotarliśmy do Gomeza, który był raczej z siebie zadowolony.
- Wróciliście rozumiem? Wyszczerzył kły.
Hagmar:
- Taaa... tylko widzisz Gomez... my byliśmy najebani w 4 dupy i... ja nawet oświadczyn nie pamiętam!
Mogul:
- Moja wina? Chciało ci się bzykać moją córkę, to teraz masz. Wrzasnął.
- Zadanie najwyraźniej spełniliście, gratuluję, zostaliście pośmiewiskiem stolicy.
- Gdzie jest Oczko?
- Kto to jest Oczko, nie było nikogo takiego z wami.
- Taa, to chociaż oddaj nam nasz ekwipunek. Mogul już był zmęczony i chciał jak najszybciej wrócić do normalności.
- Bez problemu, a teraz wypad. Został oddany wam wasz ekwipunek, jednak o kufrze z grzywnami nawet nie było mowy. Została ostatnia szansa gdzie kuferek mógł zostać - domek Mogula.
Hagmar:
//E! Czekaj. a cycata laska dla mnie?
- Gomez... ja mogę wziąść twoją córkę. O ile jest taka jak mówili.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej