Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Mirty - przebudzenie upiora.
Aurius:
-Zajmijcie się tymi z prawej, ja wezmę trzy z lewej. - rzucił do towarzyszy paladyn. -Illumina. - ponownie użył mocy światła. Zbliżył się kilka metrów i od razu został zaatakowany przez jeden z szkieletów. Nieumarły wymachiwał łapami, jednak paladyn blokował ciosy rękojeścią młota i obuchem. W końcu przeszedł do kontrataku i wyprowadził mocny zamach w żebra. Młot rozbił kości niszcząc prawie doszczętnie klatkę piersiową. Zakonnik szybko zawinął drugi raz bronią i uderzył w czaszkę. Fragmenty kościanego czerepu posypały się po ziemi.
Nie było czasu na odpoczynek. W kierunku Aurius pędziły dwa kolejne szkielety. Pierwszy z nich pędził na rycerz szczekając zębami. Jednak paladyn zrobił unik w bok, podcinając jednocześnie przeciwnika. Nieumarły wyrżnął w ziemię. Zanim kościej zdołał się podnieć, Aurius już zrobił kolejny zamach młotem. Następna czaszka poszła w rozsypkę.
W momencie, gdy już dwóch z trzech przeciwników nie żyło, ostatni postanowił wykorzystać sytuację. Złapał rycerza od tyłu próbując mu się wgryźć w szyję. Reakcja zakonnika była szybka. Przemieścił się dokładnie za szkielet i chwycił go tak samo jak nieumarły wcześniej jego, tylko że mężczyzna zablokował głowę kościeja nie rękami, a rękojeścią broni. "Drzewce" młota przesuwały się umiarkowanie coraz wyżej. Gdy natrafiły na szczękę, paladyn włożył więcej siły w uścisk, aż napór przestał istnieć niszcząc uzębienie szkieletu. Wtedy Aurius puścił przeciwnika oraz dwuręczny młot i szybkim ruchem ręki chwycił za mniejsza podręczną buławę. Rąbnął nią prosto w czoło nieumarłego, przebijając kości i pozbawiając życia ostatniego z swoich wrogów.
3/6 Szkielet
Julian:
- Canisie, jest za mało miejsca, abym walczył z trzema na raz. Jednego zostawię Tobie - krzyknąłem do brata.
Czekałem na ruch przeciwników. Chciałem sprawdzić z jak silnym szkieletem będę miał do czynienia. Ale nie! Ich było dwóch, jeden za drugim. Musze uważać. Jednak jeden z nieumarłych zaatakował mnie z góry, niezbyt silnym cięciem. Zastosowałem klasyczny górny blok i wyprowadziłem kontrę atakując przeciwnika z lewej strony. Musiałem uważać, aby nie zranić swoich braci. Atak nie zrobił większego wrażenia na przeciwnika, tylko parę żeber zostało skruszonych. Ja zamachnąłem się potężnie. Szkielet próbował się bronić, jednakże został złamany jego blok i mój miecz trafił z jego czaszkę, która rozpadła się w pył.
Drugi szkielet cały czas czekał, aż jego towarzysz przetrąci mi kark. Zaatakowałem pierwszy. Szkielet chciał przyblokować mój atak, jednakże mój atak nie był silny, a obrona przeciwnika taka mocna. Skończyło się na odbiciu broni. Szkielet przystąpił do kontry. Przyblokowałem jego cios i wyprowadziłem swój. Poziomym cięciem udało i się odciąć głowę od reszty ciała. Przeciwnik poległ.
Canis:
//Boże ty widzisz i nie grzmisz...
--- Cytat: Sir Julian w 06 Wrzesień 2013, 18:59:06 ---Drugi szkielet cały czas czekał, aż jego towarzysz przetrąci mi kark.
--- Koniec cytatu ---
EDITED:
Niestety, ten drugi szkielet wcale nie czekał, dorównał kroku do pierwszego, nim jeszcze zakończyłeś jego istnienie. Wykonując ostateczny atak na tym "pierwszym" szkielecie, ten drugi wykonał atak "Ugryzienie" i wbił się kłami w twoje ramię, które nie jest osłonięte ani zbroją ani tarczą. Rany są głębokie na 3 centymetry. Obrażenia te uniemożliwiają ci poruszanie ręką. Która wybierz sam, czy lewą czy prawą (zależnie w której trzymałeś miecz)
2/3 Szkielety
Julian:
- A to skurwesyn! Wydarłem się tak, że we słychać mnie było aż we wsi.
Przerzuciłem miecz do drugiej ręki. Co miało dwojaki skutek. Pozwoliło mi na dalszą walkę, a jednocześnie zdezorientowało przeciwnika. Zaatakowałem. Starałem się pozbawić szkielet jego kończyn. Na początku uderzyłęm z góry, aby wyszczerbić miecz przeciwnika. Szkielet przyblokował mnie, a ja w tym czasie kopnąłem go w miednice. Nieumarły stracił równowagę, przyblokowałem mu kość z mieczem swoją nogą i odciąłem mu szybkim cięciem jego głowę.
Prędkość cięcia to było nic z prędkością jaką musiałem się odsuwać, aby moje ciało nie stało się miejscem, gdzie szkielet umieści swój miecz. Szybkim ruchem stanąłem przeciwko niumarłemu. Z ranną ręką walczyło mi się ciężej, ale dawałem radę. Ożywieniec zaatakował ponownie. Jego miecz ześlizgnął się po moim bloku. Przez parę chwil wymienialiśmy się ciosami. Nikt nie uzyskiwał przewagi. Aż w końcu silnie się zamachnąłem. Gdyby to był człowiek na pewno niewiele by z niego zostało. Szkielet stracił głowę, a ja prawie straciłem równowagę. Ten cios był taki jaki sobie wymarzyłem.
Canis:
//Szkielet nie posiadał broni, wymiany ataków jakie opisałeś miały miejsce jedyne w twojej głowie, szkielet otrzymywał obrażenia przy każdym twoim ataku, więc gdy skończyłeś śnić oba były martwe.
Czytaj statystyki potworów i informacje od prowadzącego wyprawę, bo następnym razem wyobraźnia może cię jeszcze bardziej poturbować.
Odniesione rany:
Jeden z napotkanych szkieletów wykonał na tobie atak Ugryzienie, wbił się swoimi zębiskami w twoje ramię na głębokość 1,5-2 cm więc uszkodził ci lekko mięśnie. Rany nie zagrażają życiu, lecz ramię jest niezdatne do walki, mocno krwawi. Przyda ci się medyk co to opatrzy. Leczenie potrwa nie dłużej niż 3 dni...
Zakończyła się walka a Canis całą przespał. Ale trudno, zdarza się. Ziewnął sobie soczyście.
- Oaaaaah. To co lecimy dalej? - Poszliście dalej a na ścianach ponownie zaczęły się pojawiać piktogramy już prędzej widziane przez Juliana i Canisa.
- Co ty o nich myślisz Auriusie?
Przemierzając tunele stale pojawiało się te same 15 piktogramów. Gdy przeszliście ładnych paręnaście metrów, coś się zmieniło. Umiejętność Intuicja stale, nieprzerwanie nie daje wam spokoju. Powiał wiatr, wiosenny wiatr i zdmuchnął płomień na pochodni. w oddali zobaczyliście małą, błękitno srebrzystą kulkę...
//Podobną do tych powyżej...
Krzątała się po korytarzu od ściany do ściany, bezładnie, jak gdyby bez celu...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej