Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Mirty - przebudzenie upiora.
Aurius:
Paladyn przerwał milczenie.
-Rus, czy ktoś z was badał te dziury? Czy nikt się tam nie zbliża od czasu, gdy ziemia się zapadła? Może widzieliście coś jeszcze co by wskazywało na przyczynę tego zdarzenia?
Canis:
- A widzisz... zapomnielibyśmy... Myśliwy mówił, że gdy wyruszył na poszukiwania jakiejkolwiek zwierzyny, zobaczył takie błękitne kule półprzezroczyste latające chaotycznie po calutkim lesie i cmentarzu... Poza tym, cała wioska nam się praktycznie wali... co chwile trzęsienia ziemi... na prawdę coś okropnego... gdyby to było coś błahego nie ważyli byśmy się wam zakłócać obowiązków... - Powiedział lekko rozżalony faktem, ze musi prosić o pomoc, wiedząc, ze ktoś inny w tym czasie może być również w potrzebie.
Zauważyliście, ze już zaczęła się wiosna... lód topniał... pojawiły się pierwsze przebiśniegi... zauważyliście to dzięki temu, że tłum rozpalił pochodnie na czas przemarszu...
//Podróż trwa 5 godzin
Aurius:
-Niebieskie kule? Kojarzy mi się z podaniami w księgach o błędnych ognikach... Czyżby rzeczywiście istniały? Rozmyślał paladyn. -A czy zbliżył się do nich na tyle, żeby jakoś reagował na jego obecność?
Canis:
- Gdy próbował się zbliżyć wlatywały w dziurę. Zbliżył się do jednej dziury lecz było ciemno, a to co słyszał to ponoć były przerażające wrzaski... wolał nie ryzykować.
Po tych słowach w oddali zauważyliście miotającego się na szlaku człowieka... Gdy podeszliście na tyle blisko by usłyszeć jego nerwowy głośny głos i niewybredne przekleństwa usłyszeliście:
- Cholerne bydlęta... jaki ja kurwa mam pracować jak te włochate szczury siedza mi na polu... no do cholery jak ja mam pracować w takich warunkach się kruwa pytam! No jak! - Wrzeszczał. Gdy podeszliście na tyle blisko by móc zobaczyć w miarę wyraźnie jego twarz Aurius i Canis poznali w nim napotkanego wieśniaka poprzednim razem. - A co was tu tyle tym razem... palić kogoś chcecie czy jak? spalta te wiewióry na polu o tam! Zapłacę!
Powiedział wściekły wskazując gdzieś coś w polu.
- A co tam tak naprawdę jest... - Zapytał niepewnie rekrut myśląc, ze chłód odebrał rozum wieśniakowi.
- Jak co, 6 wilków wredne bydlęta... załatwcie je!
- Pomagamy mu? czy spieszymy się do mirty? mamy 5 godzin drogi... ale za jakieś 9 pewnie jest zebranie...
Wymamrotał rekrut do Paladyna i Rycerza...
Julian:
- Parę wilczków możemy ubić, aby pomóc biednemu wieśniakowi. Co to szkodzi. A do Mirty zdążymy.
Odezwałem się stojąc z tyłu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej