Tereny Valfden > Dział Wypraw
Sierotka ma muszkiet
Nessa:
Długoucha spuściła głowę pod wpływem karcącego wzroku Zelerisa. Rzadko zdarzało mu się ją takowym obdarzać. No chyba, że chodziło o pieniądze. Po chwili podniosła głowę jakby w buntowniczej reakcji, do której na samym końcu nie doszło. Możliwe, że mężczyzna miał trochę racji. Szczególnie, że magowie wydają się być wyjątkowo zajętymi osobami, które nie mają czasu na bieganie po lasach za jakimiś typkami spod ciemnej gwiazdy. Muszą przerzucać karty w starych księgach, zbierać roślinki, rzucać pogardliwe spojrzenia i takie tam. Dodatkowo dracon może zbierał na coś. Jakiś ocieplacz na ogon na ten przykład.
- Nie możemy uznać tego za spacer? Wycieczkę krajoznawczą? - zaczęła niepewnie. W końcu wypada znać kraj, w którym się mieszka. - Zgarnąć konie i może niech jeszcze któreś z nas wybada, czy częściej zdarzają się tutaj takie odwiedziny armii chłopa z bronią. Różnie to bywa. Może wszyscy mają tu taki temperament - uśmiechnęła się blado i znowu wróciła do obserwacji swoich butów.
Adaś:
-ÂŁadne buty!
Rzuciłem w kierunku nudy, otrzepując się do reszty z, jakby to delikatnie ująć, gówna. Po czym zbliżyłem się o trzy kroki do nich. Po czym powiedziałem zupełnie poważnym tonem, bez żadnych uśmieszków!
-Chłopy to to na pewno nie były. Zbyt dobrze byli zorganizowani. A ponad to mieli konkretny cel w tym ataku.-Tutaj wskazałem na tlące się jeszcze zgliszcza wozów.-Nie jestem pewny co do pomysłu wybadywania tej sprawy. Jest nas tylko troje. A nie wiemy ile ich siedzi po lasach. Nie wspominając o Lithanie.
Nessa:
- A dziękuję - Nessa zareagowała jak typowa kobieta. Nie podniosła jednak głowy, a stanęła na jednej nodze, drugą unosząc leciutko i wywijając stopą na prawo i lewo, demonstrując swoje buty. Po chwili jednak z uśmiechem wróciła do poprzedniej pozy, choć już bez spuszczonego wzroku. - Tylko krasnali szkoda. Wiele jeszcze wody upłynie, nim się odkują. - Westchnienie Tinuviel nie było głośne, choć znaczące i szczere. Rzeczywiście było jej przykro z powodu Yarpena i gromady. Chociaż jej towarzysze mogli mieć rację. Szczególnie, że Adaś, powiązany przecież z krasnoludami, nie przejawiał brawurowej chęci wyruszenia w ciemno. - Z drugiej strony jest nas aż troje. Prawie - popatrzyła znacząco na dracona, odwdzięczając mu się za jego poprzednie spojrzenie - nie rzucalibyśmy się w oczy. Ale decyzja należy do was. Nie znam się na wojaczce. Ja tu tylko strzelam.
Zeleris Flamel:
Zeleris uśmiechął się lekko, gdy dostrzegł zmieszanie elfki, wywołane jego spojrzeniem. Nie potrafił się długo na nią gniewać. Była urocza. Dodatkowym atutem był jej tyłek talent w łucznictwie. Dracon potrafił docenić taki talent.
- Nogi lepsze - dodał do słów Adamusa o butach. Ot tak jakoś. Zamyślił się nad tym, co powinni zrobić. W gruncie rzeczy i jemu nie widziało się specjalnie latanie po terytorium elfiego fanatyka, praktycznie bez większego sensu.
- Adamus ma sporo racji - powiedział w końcu. - Nic nie jesteśmy winni tym krasnalom. Sami się prosili o tę stratę. Powinni wjechać wozami do stajni, czy innej stodoły. Choćby po to, aby usunąć je z oczu gościom o lepkich paluchach, którzy pewnie i tutaj są - podsumował. Westchnął ciężko. Szkoda było, że spory zarobek przeszedł koło nosa. - Ale skoro i tak jesteśmy poza stolicą, to można by nieco poaęszyć za innym zarobkiem. Co wy na to, aby popytać tutaj, albo w jakiejś osadzie o "problemy" do rozwiazania? Bo, cholera, szkoda tak wracać z pustą sakiewką - zaproponował.
Hagmar:
I wtedy nadjechało z 20 odzianych w czarne płaszcze z wyszytym złotym smokiem ludzi. Na czele tej gromady jechał Aragorn. - Kurwa, gorzej niż w raporcie. - zsiadł z konia i ruszył w stronę Nudy, Adasia i Zelerka, wydając reszcie rozkazy. - Zabezpieczyć teren, wysłać mi patrole na północ, co najmniej 20km. Witajcie, dostałem raport i przyjechałem najszybciej jak tylko mogłem. Jak to się stało co?
//Ja tu gościnnie jestem
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej