Tereny Valfden > Dział Wypraw

Sierotka ma muszkiet

<< < (11/21) > >>

Nessa:
   Nessa nie skomentowała słów dracona ani jakoś szczególnie nie przejęła się jego obrażeniami, bo i za bardzo zajęta była wydarzeniami za palisadą. Często tak miała w ferworze walki, bo bez tego najpewniej w kilka minut straciłaby głowę. W dodatku w międzyczasie podskoczyła jeszcze, gdyż nie spodziewała się takiego huku ze strony broni Adasia. Tak właściwie to chyba drugi raz w życiu spotkała się z takim pistoletem. Co najwyżej widywała je u krasnoludów, ale siedziały wtedy cicho za pasem. Wzięło mu się na takie wynalazki! Ani to poręczne, ani wyjątkowo skuteczne, chociaż wyjątkowo efektowne. Podobnie jak siekier rąbiące o palisadę.
- Kurczaki - jęknęła Nessa, strzelając jeszcze jednemu przeciwnikowi w oko. Tak, w oko. Ambitnie łuczniczka chciała jeszcze zdążyć, zanim brama puści i posłała pocisk w kierunku najwolniejszego przeciwnika. A przy tak błyskawicznym strzale nie miało znaczenia, gdzie mężczyzna zostanie trafiony, mimo wszystkich brrr i wrrr Tinuviel, jeśli chodzi o celowanie w takie miejsca.
   Pospiesznie chwyciła kolejną strzałę i zbiegła z palisady. Tam kiepsko było o obronę, a sprint w kierunku przeciwnym od bramy i znalezienie odpowiedniego lub chociaż przypominającego odpowiednie miejsce był istotny. Szczególnie, że mogła przy tym rozpraszać Adasia lub zobaczyć ciekawy pokaz Miltena. Nessa nie znała się na magii, ale ogień był dla niej zjawiskiem ciężkim do ogarnięcia. Podejrzewała, że nawet magowie mogli mieć z nim problem. Bo i jak okiełznać taką siłę? A Milten widocznie próbował skoro wzniecił ogień przy drewnianej palisadzie.
   Ale długoucha nie miała czasu zaprzątać sobie tym głowy. Oddaliła się, jak najdalej było to możliwe, by wciąż móc celować, ale nie zarobić przez przypadek toporem i stanęła na chwilę. Dość skoncentrowanym wzrokiem obrzuciła okolicę. Nie była to tylko kwestia obadania terenu, ale również upolowania jakiegoś ciekawego celu. Nie chciała rezygnować z walki na dystans, bo w innym przypadku pozostawał jej jedynie sztylet, a on był dobry dla członkini Kruków, a nie obstawy kijów od szczotek. I znalazła ochotnika na trupa. Był to cwaniaczek, który zamiast walczyć mieczem sięgnął po kuszę. Oj, ktoś tu chyba nie wie, że naciąganie cięciwy w kuszy trwa znacznie dłużej niż w przypadku łuku. Ale mężczyźnie nie dane było się o tym już dowiedzieć, bo kilka sekund później z jego ucha sterczała dość pospolita na Valfden strzała.
   Jedynie 2 grzywny sztuka. Polecam, Nessa Tinuviel.

33 martwych
17 żywych

26-2=24 strzały

Hagmar:
I wtedy coś jebło od tyłu. Druga brama rozwalona prawdopodobnie jakimś zklęciem. Przez wyrwe wpadło jeszcze 10 buntowników z czego kilki miało pochodnie i biegło w stronę wozów WYÂŁADOWANYCH PO BRZEGI PROCHEM AMUNICJÂĄ I BRONIÂĄ.

Zeleris Flamel:
Zeleris wbiegł z palisady. Uznał w końcu, iż stanie na drewnianej konstrukcji, praktycznie pod któą „ktoś” rozpalił wielkie ognisko nie jest jednak dobrym pomysłem. Za bardzo toto przypominało stos. A dracon był magiem. Stosy i magowie niespecjalnie się lubią. Tak więc rogaty mag uznał, iż lepiej będzie się ewakuować. I znaleźć sobie nowe miejsce do prowadzenia ataku. Gdy znalazł się na dole od razu został zaatakowany przez jednego z napastników, którzy przedostali się przez zniszczoną bramę. Nie było za bardzo czasu na szykowanie zaklęcia, więc mag pchnął atakującego telekinetycznym impulsem i zrobiwszy kilka kroków w tył, wyciągnął toporek. W tym czasie buntownik zdołał wstać. Był całkiem zwinny i dość wprawnie wywijał mieczem. Tak przynajmniej się wydawało niezbyt wprawnemu w tych sprawach oku dracona. Po raz kolejny mag uznał, że warto jednak przyłożyć się bardziej do nauki walki. Ale to raczej będzie musiało poczekać do powrotu. Mag cudem uniknął ciosu miecza napastnika, wywijając się w bok. Znów uderzył telekinezą przeciwnika, tym razem w jego plecy. Człowiek poleciał na pysk. Tym razem dracon był gotowy. Skoczył na niego, unosząc topór do ciosu i uderzył mocno w czachę wroga. Ostrze trafiło w głowę i rozłupało ją jak arbuza. Mag zdążył wyrwać topór kiedy usłyszał huk. Z drugiej strony bronionego terenu. Nie namyślając się wiele pobiegł tam szybko. W sumie zbyt daleko nie miał. Tam spostrzegł, że druga brama także padła. Wbiegła właśnie przez nią dziesiątka ludzi, którzy trzymali pochodnie i niebezpiecznie zbliżali się do wozów z ładunkiem. Dracon nie zwlekał. Podbiegł jeszcze, aby minąć owe wozy. Już w biegu szykował zaklęcie. Zatrzymał się mając w miarę czyste pole do ataku i odrzucił toporek, coby nie przeszkadzał. Wróg był coraz bliżej. Mag działał więc szybko. Walczyć może walczył niezbyt dobrze, ale czarować potrafił świetnie.
- Izipash ipush huoshan elishash! - wykrzyczał szybko i klasnął. Zdążył prawie że w ostatniej chwili, przed zbyt bliskim kontaktem z motłochem. Wytworzył tym potężny podmuch wiatru, który pomknął w stronę wroga. Nie czekając schylił się po topór, aby go w razie czego nie zapomnieć. Tymczasem podmuch wiatru uderzył w nadbiegających ludzi. I pokazał moc magii powietrza. Cała dziesiątka została pchnięta w tył. Trójka z tych ludzi, ci którzy biegli na samym końcu, miała wyjątkowego pecha. Byli zbyt blisko palisady i podmuch zwyczajnie wbił ich drewnianą konstrukcję. Ich czaszki, kręgosłupy, czy co tam jeszcze, nie wytrzymały takiego uderzenia, przez co trójka nieszczęśników wyzionęła ducha. Pozostali zostali brutalnie rzuceni o ziemię. Siła uderzenia ogłuszyła ich. Mag niestety nie zdołał dostrzec, czy zaklęcie zdołało zgasić ich pochodnie, co mogłoby zniweczyć ich plan.
- Dobić ich! - wrzasnął wskazując na ogłuszonych wrogów. Kierował te słowa do świata jako takiego, nie do konkretnych osób. Sam jednak odbiegł trochę w tył, gdyż nie chciał się za bardzo narażać. Musiał chwilę odpocząć przed rzuceniem kolejnych zaklęć. Szczególnie, że brama została wywalona przez coś, co kojarzyło się z zaklęciem, więc mogło być nieciekawie.
37 – martwych
13 – żywych (7 ogłuszonych na następny post)

Hagmar:
Jedna z pochodni wypadając z ręki buntownika poleciała na wóz, pech chciał że była tam też wódka i troche suchego siana... które momentalnie zajęło się ogniem, butelki pękły. Alkohol spotęgował pożar. 

- Zeleris! Spierdalaj stamtąd! - krzyknął Yarpen. - To zaraz jebnie!

Zeleris Flamel:
- Nieeeeeeeeee! - krzyknął Zeleris widząc co się dzieje z alkoholem. Padł w rozpaczy na kolana. Nie mógł jednak porozpaczać w spokoju i umrzeć w wybuchu, gdyż Yarpen się go uczepił. Cóż, jakoś się tak złożyło, że w tym przypadku interesy dracona i krasnoluda były zbieżne. Mag odwrócił się i teleportował się najdalej jak mógł. Coś koło pięćdziesięciu metrów od miejsca gdzie klęczał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej