Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krasnoludzkie złoto, czyli za coś pić trzeba!
Adaś:
-Julek a czy przypadkiem tam nie stoi wolny wóz z konie?
Powiedziałem lekko zdziwiony patrząc przez okno. Chociaż było logiczne zaczęły się zamieszki, to i właściciel porzucił dobytek. chwile pomyślałem po czym zacząłem wydawać polecenia.
-Skoczę po ten wóz i go tu podstawie. A wy w tym czasie przygotujcie skrzynki, do załadunku!
I ruszyłem biegusiem, szybko dostałem się na kozioł, bez większych problemów. Po czym uderzyłem lejcami, ruszając tym samym pod budynek.
Julian:
Ja w tym czasie najszybciej jak mogłem wyładowywałem skrzynie przed dom. Gdy Adamus podjechał z koniem zagoniłem go słowami:
- Szybciej! Nie możemy stracić bimbru!
Adaś:
//:We trzech dość zwinnie się uwinęliśmy. Po czym ruszyliśmy w kierunku stolicy, ledwo wyjechaliśmy z miasta, kiedy usłyszeliśmy tętent końskich kopyt.
10x Abstynenci
Julian:
Wpadłem na genialny pomysł.
- Jest ich 10 nie damy rady z nimi walczyć, ale mam pomysł. Daj mi cugle. Ty naładuj broń i na mój znak wyrzucisz jedną skrzynkę. I w odpowiednim momencie strzelisz w nią. Strzał spowoduje wybuch, dzięki któremu będziemy mogli w spokoju uciec.
Westchnąłem i poklepałem przyjaciela po ramieniu:
- Adamusie, wiem, że obydwoje kochamy bimber bardziej niż cokolwiek na świecie, ale musimy go poświęcić.
Adaś:
//:Dla większej dramaturgi
-Też mi szkoda, ale to jest genialne. Ale wprowadzę lekką korektę twego planu. Dawaj szmatę zobaczysz co chce zrobić-Powiedziałem grobowym tonem.
Wziąłem szmatę , którą lekko namoczyłem bimbrem z jednej z flaszek. Przygotowałem pistolet za pasem, aby było go łatwiej wyciągnąć oraz wystrzelić. Po czym szybko wyjąłem krzesiwo gotowy podpalić szmatę. Nie wierzyłem w to co robię, w oku zakręciła mi się malutka łezka. Wiedziałem że nigdy sobie tego nie wybaczę, ale trzeba było chociaż część ratować! Zakrzesałem iskrę, szmata namoczona bimbrem chwyciła od razu. Przez ułamek sekundy się zawahałem, lecz zaraz wziąłem się w garść. Z całej siły cisnąłem skrzynię w powietrze, ogień zakołysał się, błyskawicznym ruchem wyjąłem pistolet i wystrzeliłem.
9-1=8 Kul do pistoletu
//:Kula trafiła w skrzynię, przebijając część flaszek. Bimber zapłonął w ułamku sekundy, od ognia trawiącego szmatę. Nastąpił gwałtowny wybuch..to były pozostałe flaszki wciąż pełne trunku. ÂŚciana ognia spadła na trakt, niczym lawa z wybuchającego wulkanu. Lecz z tą różnicą że płomień unosił się jeszcze dwa metry wyżej. Pościg musiał ustąpić, gdyż konie przeciwników się spłoszyły
Straty: jedna skrzynka bimbru, plus straty moralne.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej