Tereny Valfden > Dział Wypraw
Doprowadzić sprawy do końca - Ansir
Mohamed Khaled:
Heshar anash grishil! wypowiedział raz. Mały płomyczek stworzył się w ręce, i został wycelowany na jednego z mutantów. Jednak, że potknął się o własną szatę, ogień został rzucony na oślep. Mag runął na ziemie, nie wiedząc czy płomyczek uderzył w cel.
Aurius:
Paladyn zauważył młodego maga, który pojawił się w pobliżu. To oraz dźwięki dochodzące z komnaty obok nie wróżyły nic dobrego. Mężczyzna chwycił za swój młot.
-Illumina Zartacie. - wypowiedział hasło. Po chwili młot zaczął świecić jasny blaskiem. Dzięki temu Aurius mógł dokładnie się rozejrzeć. ÂŚwiatło też nie było ostre, było miękkie i rozchodziło się niczym chłód emanując od broni. Nie trzeba było długo się przyglądać by zauważyć paskudne mutanty atakujące resztę. Aurius zaszarżował do komnaty i biorąc potężny zamach rąbnął mutanta obuchem. Chciał ogłuszyć bestię lub chociaż odrzucić z dala od reszty grupy.
Isentor:
Mutant, ktorego Gunses probowal uwiezic dzieki niewybalej zrecznosci uniknal zaklecia, z miejsca rzucil sie na wampira drenujac szponami jego piers, oraz kolana zadajac obrazenia kute o glebokosci 14 centymetrow i srednicy 5.
Zabojczy mutant zaatakowany przez Zelerisa odskoczyl w bok, podskoczyl do maga i strzelil w jego plecy macka niczym z bicza, ostrze przecielo plecy w poprzek zadajac rane cieta gleboka na 4 centymetry.
Mutant zaatakowany przez Elronda wykonal unik uskakujac przed maga, po czym zaatakowal pazurami u jednej z lap drapiac piers staruszka. Trzy dlugie ciecia, glebokie na 3 centymetry obficie krwawily.
Isentor probujac uniesc sie na rowne nogi pierwszy raz okazal zlosc wobec swoich uczniow.
- Musimy walczyc zespolowo, tylko tak nie unikna naszych atakow.
//Pisze z tel i nie mam pelnego wgladu do statystyk ale mam nadzieje, ze niczego nie pominalem.
Zeleris Flamel:
Mutant był diabelnie szybki. Szybszy niż wiatr, można rzec. Dosłownie i w przenośni. Nim Zeleris zdążył zareagować paskuda umknęła jego zaklęciu i znalazła się przy nim. Tego mag chciał ponad wszystko uniknąć, co było raczej zrozumiałe biorąc pod uwagę agresję potworów i ich ostre szpony, macki i takie tam. Flamel usiłował odskoczyć, czy coś, lecz nie zdołał. Mutant był szybszy. Mag wrzasnął z bólu, gdy poczuł uderzenie w plecy. Poczuł ostry ból. Coś ciepłego zaczęło mu zalewać tył ciała. Głupi nie był, więc zrozumiał, że został ranny i to wcale nie lekko. Niemalże instynktownie wybrał odpowiednie miejsce, z dala od mutantów, blisko zaś wyjścia z laboratorium i korytarza, i teleportował się. Zniknął tym samym mutantowi z zasięgu, przynajmniej na tę chwilę. Będąc w chwilowo bezpiecznym miejscu padł na kolana, sycząc z bólu. Był wściekły, chciał zniszczyć te potwory, nawet gołymi rękami. Ale zdawał sobie sprawę, że nie jest w stanie. Zapewne mało kto by był. Spróbował oddalić się w głąb korytarza, jednocześnie zastanawiając się, czy da jeszcze radę coś zadziałać w tej walce.
Mohamed Khaled:
Trzy mutanty były zajęte innymi. Ostatni został dla Kratosa. Już go widział. Skupił po woli energię, i gdy był gotów - wymamroczał inkantacje. Heshar anash grishil. Płomyczek ognia skierowany na bestie poleciał...
//Psze bardzo. :)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej