Tereny Valfden > Dział Wypraw
Doprowadzić sprawy do końca - Ansir
Zeleris Flamel:
- ÂŁooo... - zawołał Zeleris, który nic nie znalazł w innej części osady i znów sobie latał, wracając na dziedziniec. Powodem owego zdumionego okrzyku był taki drobiazg, wielka ulam ognia niszcząca coś, co było kiedyś karczmą. Flamel domyślił się, że w środku musiało być coś groźnego. Wszak Devristus raczej nie użyłby potężnej magii ot tak sobie. Mag zobaczył także z powietrza jak jakieś "coś" bije Isentora. Król dostał po ryju i w tył, przez co był wystawiony na atak humanoida. Zeleris, wciąż w powietrzu, ocenił odległość i pobrał moc do zaklęcia. Skupił się na celu, czyli dziwnym mutancie i kumulując energię, wypowiedział inkantację, klaskając na końcu dłońmi.
- Izipash ipush huoshan elishash! - Podmuch wiatru pomknął w stronę humanoida. Dracon wymierzył go tak, aby nie uszkodzić przy okazji samego króla, co raczej byłoby niemiłe w konsekwencjach. Chciał tylko odepchnąć potwora i owo zaklęcia właśnie tak powinno podziałać. Flamel z powietrza obserwował efekt swojego ataku. Jakoś wątpił, aby podmuch zabił potwora. Bydle wyglądało na silne.
Elrond Ñoldor:
Widząc zgliszcza, jakie zrobiły meteoryty, Elrond bez zastanowienia udał się z powrotem do Isentora. Widok mutanta w ogóle go nie zaskoczył. W duchu wiedział, że syn karczmarza albo jest martwy, albo zmieni się w coś okropnego. Zawsze tak jest.
Mutant wydawał się inny, więc arcymag nie podchodził za blisko. Nie znał przeciwnika. Ponadto usłyszał gdzieś w górze rzucane zaklęcie. Skoro jeden z draconów postanowił pomóc, on sam nie mógł bezczynnie się przyglądać. Czar Zelerisa wprawdzie nie zmiażdżył mutanta, ale skutecznie go ogłuszył. Elrond podbiegł szybko do przeciwnika i wykorzystując sytuację wypowiedział inkantacje zaklęcia, uprzednio pobierając odpowiednia ilość energii magicznej za swojej duszy.
- Aresh elishesh oshia hush! - wypowiadając słowa w języku dracońskim dotknął oszołomionego mutanta, a magia zaczęła tworzyć kamienną skorupę wokół dziwadła. Arcymag odpowiednio kształtował działanie czaru, by pozostawić niezakrytą głowę. Po chwili ciało przeciwnika, od szyi w dół było w kamiennym więzieniu.
- Ciekawie się tu robi...
Gunses:
//Jaką mamy porę dnia?
Gunses stał gdzieś tam ukryty przed ewentualnym słońcem, bo nie wiedział czy było czy nie ;[
Mogul:
A Mogula w tym czasie nie było niestety w pakcie. Jednak gdy powrócił do niego i usłyszał gdzie reszta się wybrała czym prędzej przyjął kurs na wioskę. Przeciągnął się, jakby mutanci nie zrobili na nim wrażenia.
- Sooooryyy za spóźnienie. Co do kurwy nędzy się tu dzieje?
Devristus Morii:
No dobrze panowie to ruszajmy dalej, co by zbadać całą wioskę powiedział Elf i ruszył dalej
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej