Tereny Valfden > Dział Wypraw

Doprowadzić sprawy do końca - Ansir

<< < (77/105) > >>

Gunses:
Gunses nie czekał. Złość i agresja tętniła mu w żyłach, osiągałą szczyt i przerywała wszystkie zapory niczym woda niszczącza tamę i uwalniająca się zza niej. Cała ta złość, wszystkie te emocje spłynęły do demonicznej ręki Gunsesa, pęknięcia na niej otworzyły się bardziej, zaczęły tlić się mocnym światłem, otoczyła go niebieskama mgiełka. Wampir chowając miecz upadł na jedno kolano aby się nie zachwiać i wyrzucił w stronę przeciwnika szpon, w którym skompensował całą moc i pozwolił jej wypłynąć, wyrywać się w postaci piorunów. Wiązka wyładowań ruszyła niczym grom, szybko i precyzyjnie.

Isentor:
//W ruinach.

Isentor przybrał postawę bojową opierając ciężar ciała na prawej nodze wyciągniętej do przodu. Ostatni raz spojrzał na Meaneba, nabrał powietrza w płuca po czym wykrzyczał inkantacje krzyku umarłych.
- Izani qiash xugro agrosh yship hugryshiltu!
Wykrzykiwana inkantacja pobudzała energie magiczną do wzmacniania wibrującego w powietrzu dźwięku, który z każdą sekundą przekształcał się w czystą esencje mrocznej energii magicznej. Krzyk można było niemal dostrzec w powietrzu, lekkie załamania światła i przebicia fioletowych smug ujawniały niszczycielski obszar czaru. Meaneb, który wpadł już po pas w bagno wytworzone przez Elronda, sponiewierany przez błyskawice Gunsesa nie był w stanie lub po prostu nie chciał wykonać kontrataku. Przyjął na całego siebie niszczycielską moc zaklęcia rzuconego przez Isentora. Jego skóra przybrała brązowy kolor, z żył sączyła się ropa, tkanka mięśniowa wysychała na wiór. Krzyk umarłych nie zdążył jednak zebrać ostatecznego żniwa, ponieważ ciało Meaneba eksplodowało obryzgując ściany laboratorium wnętrznościami i krwią. We flakach zgromadzonych na posadzce leżały cztery okrągłe organy, nie przypominały niczego, co mogłoby pochodzić od człowieka.
- Zdychaj skurwielu! Ktoś z was jest w stanie przeteleportować się i wezwać posiłki?


//Powierzchnia
Leczycie rany.

Wojska Atusel: 44 piechota, 46 konni.

Elrond Ñoldor:
- Coś czuję, że go jeszcze zobaczymy... Ja mogę - powiedział arcymag. Skupił ponownie energię magiczną w swoim ciele i teleportował się na powierzchnię, obok zniszczonej karczmy. Odnalezienie dowódców armii nie było trudne, były to jednostki najbardziej wydzierające się na wszystko.
- Król Isentor każe przysłać posiłki. Na dole w podziemiach, wejściem przez karczmę, trzeba dojść do świątyni draconów. Jest on na najwyższym piętrze. Jednego z waszych zbrojnych już tam widziałem. Nie powinniście mieć problemów.

Hagmar:
- A co się dzieje Edziu? Spotkaliście wielkiego demona którego nie możecie pokonać? Rzucił z uśmieszkiem i poszedł do podziemi.

Elrond Ñoldor:
- Nie. Właśnie zabiliśmy Meaneba - powiedział za odchodzącym Aragornem. Na jego twarzy zagościł wyjątkowo nieudany wymuszony uśmiech.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej