Tereny Valfden > Dział Wypraw
Doprowadzić sprawy do końca - Ansir
Devristus Morii:
Devristus w katuszach poznawał istotę bólu.
Gunses:
Gunses dość mocno zdemolował poczwarę, nie wiedział czy umrze czy nie. Wiedział jednak, że Dev umrze jeżeli mu się nie pomoże. Odskoczył od wynaturzenia i podbiegł do Devristusa. Tam przykucnął przy nim i obejrzał rany. Były poważne i rozległe. Elf utracił dodatkowo dużo krwi, był blady jak ściana a jago czynności życiowe były ledwo widoczne. Płytki oddech i prawie niewyczuwalny puls oznaczały agonię. Gunses przegryzł kłami swój nadgarstek na prawej ręce i przyłożył ją do ust Elfa pojąc go swoją krwią. Po kilku minutach, zanim wampira rana się zrosła rozlał też krew na otwarte rany Devristusa, aby krew działała tutaj bezpośrednio. Nadgarstek wampira zagił się, teraz pół wampr pół bestia czekał przy Devristusie.
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
Zeleris Flamel:
// Wybaczcie, że dopiero teraz piszę, aby musiałem dość do siebie po Przystanku Jezus.
Gdy względny spokój na powierzchni został przerwany i rozpoczęła się regularna bitwa, Zeleris bardzo lojalnie wobec towarzyszy wykazał się najwyższa odwagą i spieprzył w górę. Oczywiście nie miało to najmniejszego związku z tchórzostwem, lecz było genialnym działaniem mającym na celu łatwiejsze ogarnięcie sytuacji taktycznej w ruinach osady. Dzięki temu dracon mógł łatwo się zorientować, że sytuacja "przedstawia się chujowo". To formalne określenie, często używane w oficjalnych podręcznikach taktyki różnych armii świata. Przez dłuższy moment Flamel latał sobie nad polem bitwy, wspierając swoich towarzyszy duchowo, co było rzecz jasna niezwykle ważne i, po raz kolejny, nie miało związku z tchórzostwem. W końcu uznał jednak, że pora wziąć się do roboty. Na początek wybrał dość łatwy cel, "szeregi" zmutowanych ludzi, które podświadomie nazwał "pomiotami mutacji". Zawisł nad hordą mutantów, nieco dalej od szeregów jego towarzyszy, aby im nie zaszkodzić, i zaczął przygotowywać zaklęcie. Pobrał moc i skumulował ją "wysyłając" nad siebie, po czym zwizuwalizował efekt. Całość trwałą ułamek sekundy. Ostatecznie poprawił namierzenie celu i wywołał efekt zaklęcia, wykrzykując słowa-katalizotor, inkantację.
- Izipash ipush huoshan! - Niemal natychmiast z nieba uderzył grom. Lub raczej Grom. Uderzył z piekielną siłą w jednego z mutantów niemalże wbijając go w ziemię, a już na pewno spalając i zabijając. Od pioruna odłączyły się pomniejsze błyskawice, trafiając w mutantów, którzy znajdowali się w pobliżu uderzenia. Te mutanty również zostały zabite na miejscu. W sumie zginęły cztery pomioty mutacji. Zeleris zatoczył koło i czując, że ma jeszcze w sobie moc, kontynuował ostrzał. Tym razem zaklęciem słabszym, lecz zapewne wystarczającym. Namierzył cel i wykonał mentalną procedurę przygotowania zaklęcia.
- Izipash! - Użył zwykłej Błyskawicy. Pomknęła ona z nieba, prosto jednego z mutantów. Ten, rażony snopem elektryczności, padł na ziemię i już nie wstał. Jego kark, miejsce uderzenia, radośnie dymił.
7/10 wynaturzenie mutacji
74/460 pomiot mutacji
11/30 opętany magin ognia
Canis:
Można powiedzieć, że przeciwnicy byli w opałach wręcz otoczeni, przypadało mniej więcej po 3 rycerzy razem z konnicą na 1 mutanta. Canis więc z podbudowanymi moraliami ruszył do bitwy chwytając dziarsko miecz. Mijając biegiem walczących rycerzy widział jak konają kolejne pomioty w ogniu walki. Stanął blisko sojuszniczych oddziałów walczących i dobrał przeciwnika dla siebie. Pomiot mutacji pewnym krokiem wywijał sztyletami tworząc niemałą odległość od siebie uniemożliwiająca zbliżenie się do niego. Canis pewnym ruchem rzucił miecz na ziemię z metr na prawy bok i od razu kucnął czekając na zbliżenie się pomiotu. gdy był już stosunkowo blisko wykonał przewrót bokiem w kierunku miecza. chwyciwszy go prawą ręką wykonał przewrót ponownie i w przeciągu sekundy był na ukucnięciu po prawej stronie za przeciwnikiem. Przeciwnik oczywiście od razu się obrócił, lecz jako ze jednocześnie starał się atakować sztyletami "powietrze" starając się generować barierę od siebie było to stosunkowo powolne, co pozwoliło Canisowi zadać pchnięcie w udo przeciwnika. Wyciągnął oczywiście miecz i wykonał przewrót w tył oddalając się od rannego przeciwnika. Przeciwnikowi od razu spadła szybkość i płynność ruchów, było to spowodowane otrzymanymi obrażeniami, głęboką raną na udzie oraz generowaną przez to solidną dawką bólu. Lecz przeciwnik nie poddał się, jego ruchowość drastycznie spadła lecz nadal zmierzał w kierunku rekruta. Canis nie zwlekając wiele, jako że był ubrany w lekkie odzienie umożliwiało mu to bardziej skoordynowane i szybsze ruchy, zaczął okrążać przeciwnika biegiem. przeciwnik nie był w stanie dostatecznie szybko się obracać poprzez niemal unieruchomioną kończynę. gdy był mniej więcej za potworem zatrzymał się i wykonał pchnięcie w plecy przebijając ciało między żebrami na wylot. po wykonanym ciosie wyciągnął miecz i zadał cios od lewej strony w gardziel Mutanta przecinając tym samym tętnicę szyjną potwora. monstrum upadło na ziemię i wykrwawiało się. Canis usłyszał zbliżające się biegiem kolejne mutanty więc nie zwlekając wiele obrócił się na pięcie i odskoczył za siebie unikając przeciwnika.
7/10 wynaturzenie mutacji
73/460 pomiot mutacji
11/30 opętany magin ognia
Malavon:
Oddziały Valfden walczyły bez przerwy, bez wytchnienia. Malavon także nie ustawał w wysiłkach. Rozprostował swoje ręce i skupił się na grupach mutantów uzbrojonych w sztylety. Mag pobrał niezłą dawkę energii z wnętrza siebie. Skupił się, a potem wypowiedział słowa zaklęcia, którego już nie raz używał. -Anoshu ruash uphu grash! Między pomiotami mutacji zaczęła powstawać powoli bryła lodu. Zaklęcie nie potrzebowało wiele czasu by się rozrosnąć do dość pokaźnych rozmiarów. Lód zdążył już wchłonąć trzy pomioty. Jak na razie tyle mi wystarczyło.
Jednak elf widział, że pomioty dalej atakują. Pobrał więc tym razem nieco mniejszą ilość energii. Użył słów, które poznał niemal na samym początku swojej nauki. -Izosh! - zabrzmiało zaklęcie. Nad dłonią Malavona powstał sopel lodu, którym ten cisnął pomagając sobie psioniką. Sopel pomknął w klatkę piersiową pomiotu, zadając jej poważne rany. Mag szybko powtórzył procedurę i pozbył się mutanta atakującego jednego z konnych nieopodal jego pozycji. -Izosh! Drobne słowo zabrało kolejne istnienie paskudnego przeciwnika.
Magia wody - Bryła lodu, 2x Sopel lodu
7/10 wynaturzenie mutacji
68/460 pomiot mutacji
11/30 opętany magin ognia
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej