Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ostatnia Wieczerza
Elrond Ñoldor:
Zaciągnął się powietrzem, a przynajmniej tym co miało je przypominać. Port nigdy nie pachniał dobrze. Kanały, ryby, ścieki, ryby, brudne prostytutki, ryby, brudni marynarze, rzygające koty. ÂŚmierdziały w szczególności ryby. Pełna paleta zapachów kręciła w nosi.
- Wiedziałem że bujda z tym smokiem. To co teraz robimy? Napierdolimy kogoś w karczmie, złapiemy tutejszych zbirów, czy okradniemy możnowładce?
Mohamed Khaled:
Gdy dotarli, wstał i otrzepał szatę. Poprawił miecz, nabrał powietrza i wydmuchał je.
To co teraz? Skoro nie na smoka, to gdzie? zapytał jakby sam siebie, ale skierował swe słowa do kompanów.
Nocturn:
- Wszystko jedno. - odrzekł krótko, po czym rozejrzał się po nieznanym miejscu. Port nie zachwycał zarówno wyglądem, jak i zapachem.
- Ale syf... Chodźmy stąd, póki możemy. Zarazy w takim miejscu to nic nowego.
Elrond Ñoldor:
- Jakby zarazy czaiły się pod każdym kamykiem w każdym takim porcie, to bardzo mało żywych by tu było, a tak nie jest... - odpowiedział.
Nocturn:
- Mów sobie co chcesz, ale ja wołałbym stąd iść. Może odwiedzimy lokalną karczmę? Nie zabrałem w podróż trunków, czego teraz bardzo żałuję.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej