Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańczący z wilkami
Elrond Ñoldor:
- Bestyje masz fajną. Podwiozła mnie pod samą wioskę. A w ogóle to czego nie mówił, że tam pełno jakiegoś czerwonego gówna i świątynia ziomków twoich?
Mogul:
- Mówisz o rudzie? Upst, przez przypadek sobie to pominąłem, chciałem zobaczyć jak sobie poradzisz. Hę, jak się świątynia tkacza snów widzi?
Elrond Ñoldor:
- Bardzo realny były to sny. Siłą zapieczętowanych drzwi nie przejdziesz, od razu wali Cię magią po umyśle. Mówisz że sny, więc teraz w pełni rozumiem o co chodzi. I ogólnie trzeba być godnym. Dopiero mogą przepuścić. A łącząc ten fakt z płaskorzeźbą pół orka pół demona, strzelam w ślepo ze chodzi o Mogula Khana. I widziałem jakieś stare ognisko z pieńkami. Chyba to nie istotne - odsapnął troszeczkę, jego słowa może nie były za bardzo składne, ale ze strzępków jago pamięci starał się przekazać wszystko.
- Powiedz mi kolego, czemu mam dziwne wrażenie, że wysłałeś mnie nie po twojego futrzaka, który nawiasem mówiąc sam sobie dobrze radzi, a jednym z jego składników pożywienia mogą być niedźwiedzie, tylko wysłałeś mnie na przepadanie tej świątyni?
Mogul:
Ork zaczął bawić się monetą przekładając ją między palcami.
- Dobrze kombinujesz arcymagu, lecz to jedynie część prawdy, którą dostrzegasz. Drzwi z ogniskiem są zapieczętowane, ale każdy może je otworzyć, jeśli poprawnie odczyta runy. Samo pomieszczenie było swego rodzaju pokoikiem, a świątynia domem dla mojego klanu. Mogul od zawsze był dziedzicem Khanów, demonicznego rodu i nie jest ważne to, że stał się bestią. Akurat tutaj to po prostu przypadek. Sądzi się, że Khanowie zyskali swoją siłę dzięki paktom z demonami, ale to stare legendy. Wysłałem Cię po mojego futrzaka, byś pobawił się z nim trochę i nakarmił. Skurwysyn mały zaradny jest, ale potrzebuje też czasami towarzystwa. Pominąłem szczegół z rogiem, bo w sumie to było częścią Twojego zadania. Zagrałeś na rogu i pewnie pokaźna grupka mniej przyjaznych wilków przywitała Cię, co nie? Zachichotał - Chciałem sprawdzić, czy świątynia stoi i nie została zbezczeszczona. Jest dobrze. Innych przeszkód nie spotkałeś? Jak podróż do celu minęła.
Elrond Ñoldor:
- A właśnie. Spotkałem jakiegoś idiotę. Na dźwięk mojego imienia zaczął po prostu spierdalać. Dopadłem go zaraz, chciałem go przepytać, to bełkotał tylko że jest bandyta i miała być zasadzka. Zabił się później. To nie jest normalne by jakiś zbir zabijał się ot tak. Miał przy sobie amulet. Amulet z dwóch ród, niebieskiej i czerwonej. To również jest dziwne.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej