Tereny Valfden > Dział Wypraw
Poszukiwacze złota
Korag:
Krasnolud niewiele zrozumiał z opowieści Kratosa dotyczącej martwych adeptów walczących na arenach, ale i tak się roześmiał. Był dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze. Wszędzie dookoła panował wręcz sielankowy nastrój, na niebie nie było ani jednej chmurki i słońce prażyło niemiłosiernie, ale poszukiwacze złota wjechali już do lasu i chronił ich cień drzew. Nagle drogę zastąpiło im dwóch ludzi. Dwóch następnych wypadło z krzaków za nimi.
-Zleźć z koni i rzucić broń!- krzyknął jeden z nich. Cała czwórka była uzbrojona. -A jesteśmy dopiero 3km za miastem...-pomyślał Korag i zsiadł powoli z kuca. Dwóch bandytów doskoczyło do niego by odebrać mu broń. Pierwszy dostał "z byka" w przeponę i przewrócił się pod nogi drugiego. Ten zwinnie nad nim przeskoczył, jednak krasnolud zdążył już wyciągnąć miecz i tarcze. Dwaj następni rzucili się na Kratosa.
//
Bandyta 4/4
Link:
http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta
Mohamed Khaled:
Grishil ipash grusha elash! wymówił z spokojem. Dwóch nadbiegających bandytów, szybko tam wpadła i zginęła jęcząc z bólu spalanych kości... Została po nich tylko kupka pyłu. Anash rzucił! w jego ręce powstał granat z magmy, którego dawno nie używał. Rzucił go w głowę bandyty, który właśnie atakował Koraga. Czacha zamieniła się w jedną, wielką babkę... Ostatniego zostawił kompanowi.
Hagmar:
//Przepruszam że się wtrącam ale Kratos strasznie niechlujnie czarujesz. Ledwo zrozumiałem co to za czary. Taka drobna uwaga :)
Korag:
-Kurwa!-krasnolud ledwo zdążył osłonić się tarczą. Granat, który uderzył bandytę w głowę rozprysł się i niemal poparzył Koraga. Całe szczęście, że chwilę wcześniej jego kucyk spłoszył się i odbiegł nieco dalej, w innym przypadku on też mógłby oberwać. Ostatni bandyta podniósł się właśnie z ziemi. W chwili wybuchu zdążył od turlać się w bok i zasłonić głowę, więc nie ucierpiał zbytnio. Ze sztyletami w dłoniach nie bardzo wiedział, czy walczyć, czy już uciekać. Krasnolud zamachnął się na niego mieczem i trafił w pierś. Rana była żałośnie wręcz płytka, bo człowiek zdążył w porę się odsunąć. Mimo to odwaga opuściła go całkowicie. Zaczął uciekać. Biegł prosto po drodze. Korag, który nie miał szansy by go dogonić wyciągnął naładowany pistolet, wycelował i pociągnął za spust. Kula trafiła w kręgosłup bandyty. Wygiął się dziwnie próbując sięgnąć rękoma do pleców, po czym padł na twarz.-Na pewno amatorzy...-
//
Załatwieni.
żelazny nabój
10-1=9
Mohamed Khaled:
Pewnie tak. Słabi byli uśmiechnął się. Chodź. zawołał do przyjaciela. Zagwizdał, i po chwili przybiegł jego koniu Zbysiu. Ciekawe co jeszcze spotkamy po czym wsiadł, i ruszył za krasnoludem.
Podczas, gdy dwójka przyjaciół jechała, w drzewach było słychać szum, a za wami kilka stóp, i wrzasków.
Jechaliście nie zwracając na to uwagi, gdy nagle przed wami pojawiło się 7 bandytów. W tym czasie jednak, szelest z liści zeskoczył na ziemie. Był to człek w kapturze.
Ludzie którzy byli za wami, zaatakowali was, lecz ten człowiek wziął ich na siebie, i swymi dwoma mieczami zabił 5 z nich. 2 pozostałych zabił z pistoletów skałkowych. Gdy opadł kurz, widzieliście człowieka stojącego nad trupami, i wpatrującego się w was...
//jest to postać do mej fabuły ;d więc bez obaw ;d
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej