Tereny Valfden > Dział Wypraw
Górski spacer
Mohamed Khaled:
//Jakbyście tacy dobrzy byli, to byście nikogo, ale to NIKOGO nie mordowali. A tu za MARNE 7 trupów zwialiście mnie :P Wszyscy do lochów byśmy poszli za zamordowanie chociaż jednego bandyty... a to byli bandyci :P
W tym czasie, gdy został zwiany, obudził się w niedalekich krzakach. Wstał, i teleportował się. Wsiadł do konia, do którego się teleportował, i ruszył w drogę. Był w niedalekiej odległości od ludzi którzy go tak niemile potraktowali
//i ki chuj! :D
Aurius:
//: Oj było odpuścić, teraz to on zginie przy następnej okazji :P
-Patrz jaki wciąż żwawy. Pełno dziś tych narwańców.
Mag z zakonnikiem opuścili w niedługim czasie stolicy i byli już na trakcie w stronę północno-zachodnich gór. Droga była długa, ale niezbyt wymagająca.
Mohamed Khaled:
//On ma i tak zginąć... tylko że w mojej wyprawie.... ;) Na razie to chce się was zapytać o mnie :D
Ruszył za nimi. Jechał i jechał aż w końcu przyśpieszył na równi z nimi. Odpowiecie mi na kilka pytań i znikam.... dosłownie
Zeleris Flamel:
- Spokojnie podróżować nie można, aby zaraz jakiś ci się nie pojawił. Jak ostatnio z tym orkiem - dodał coś od siebie Flamel. Po tym bez słowa szedł wraz z zakonnikiem przez miasto, aż w końcu opuścili jego tereny. Teraz należało skierować się na północ. Mniej więcej. I iść. Zapewne długo, ale z tego co pamiętał Zeleris z map i własnego doświadczenia, droga nie powinna być trudna. I pewnie się jakieś karczmy, czy zajazdy znajdzie, więc z prowiantem też nie powinno być źle. Szli więc sobie. Wokół wszystko bardzo powoli budziło się do życia. Wszak Hemis minęło i zaczynało się Veris. Przynajmniej śniegów nie powinno być. Spokojną podróż przerwał jednak natręt.
- Ja pierdole - stwierdził mag, widząc go. Strzelił przy tym pradawny gest zwany "dłoniotwarzą".
Mohamed Khaled:
Grummol... powiedział słysząc o orku. Skoro nie to nie... stwierdził. Widział że chuja z nich wyciągnie... jak wcześniej powiedział tak zrobił. Znikł w oparach białej mgły razem z koniem...
//:D
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej