Tereny Valfden > Dział Wypraw

Górski spacer

<< < (22/39) > >>

Aurius:
Paladyn sięgnął oczywiście po broń. Dość wolnym ruchem wyciągnął srebrny zakonny miecz. Pozwolił bandycie zaatakować jako pierwszemu. Jego cios spotkał się z twardą stalą tarczy. Gdy przyszła kolej rycerza, ten uderzył, lecz bandycie udało się umknąć o kilka cali. Wtedy znów nastąpiła kontra przeciwnika. Tym razem człowiek sparował cios własną bronią. Nadarzyła się kolejna okazja do ataku, więc rycerz wyprowadził cięcie. Miecz sięgnął boku bandyty i paskudnie go rozorał. Nim rzezimieszek się obejrzał kolejne uderzenie spadło na jego ramię. Tak okaleczony nie miał wielkich szans. Padł po trzecim ciosie, który był prostym pchnięciem w brzuch. Jednak kolejny przeciwnik nie był w liczony w gierki, lecz w szybką śmierć. Paladyn przemieścił się niemal błyskawicznie za jego plecy. Przyjął wtedy pozycję w kuckach. W momencie, gdy pojawił się za przeciwnikiem chlasnął go klingą przez nogi. Z gardła bandyty wydobył się ryk bólu. Paladyn natomiast podniósł się do pełnej postawy i zwyczajnie przebił oponenta mieczem od tyłu. Kiedy poczuł, że życie już niemal uszło z rzezimieszka, wysunął miecz z truchłą pozwalając mu osunąć się na ziemie.
-Ludzie dzisiaj na prawdę nie mają lepszych zajęć.

Zeleris Flamel:
Gdy paladyn zarąbał jak świnię pozostałych bandytów, Zeleris wylądował obok.
- Ano - odparł na jego słowa. - Nudzą się i wymyślają sobie porąbane zajęcia. Zamiast wziąć się za uczciwą pracę... - ponarzekał trochę, po czym podszedł do zabitych rzezimieszków, aby sprawdzić, czy przypadkiem nie mieli w sakiewkach odrobiny grzywien. Szkoda by było, żeby się tak marnowały, leżąc ze zwłokami. Spojrzał na Auriusa.
- Honor i wasz kodeks wciąż zabraniają ci brania łupów? - zapytał, gdy sprawdzał ciała bandytów.

Aurius:
Bandyci nie mieli przy sobie złamanego grosza. Musieli zostawić swoje pieniądze w obozie.

-Po prostu nie zamierzam ruszać ich rzeczy. Nie jestem będącym na skraju ubóstwa i głodu człowiekiem, aby miał potrzebę okradania ich.

Zeleris Flamel:
Dracon zaklął i wstał. Otrzepał dłonie. Nawet nie proponował poszukania obozy zbirów. I tak pewnie by go nie znaleźli.
- Głód i ubóstwo nie mają związku z tym przypadkiem - odparł na słowa rycerza. - Za to praktyczność już ma - dodał i podszedł do Auriusa.
- Idziemy dalej? - zaproponował i nie czekając ruszył ścieżką w stronę, w którą szli przed walką.

Aurius:
-Jasne, szkoda czasu. - odpowiedział zakonnik. Dwójka kompanów ruszyła dalej. Nie trzeba było długo czekać, żeby znów się zatrzymali szukając drogi. Aurius szukał kolejnego charakterystycznego znaku. Z początku nic nie widział, a słońce powoli zaczęło znikać za horyzontem. Usiadł tedy na chwilę. Spojrzał na dwa samotne drzewa, które młodzieńcze lata miały już dawno za sobą. Pomarańczowe słońce pojawiło się za nimi, a cień rzucany przez ich dziwne pokręcone gałęzie przypomniał wszystko paladynowi. -Na prawo. Tak, zdecydowanie na prawo. Chodźmy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej