Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skóry wiwern
Veirek:
Zakonnik chyba tylko po irytował potwora, podczas atakowania go włócznią w nogi, potwór użył swojego skrzydła i wyrzucił go w powietrze , gad spadł na ziemię, z wielkiej wysokości wiec i uderzenie było duże, złamał sobie Lewą kość piszczelową, wiedział ze w takim stanie się nie przyda, zaczął szukać czegoś aby usztywnić swoją nogę, z jego szczęściem to nawet kija nie znajdzie, w końcu wylądował w bagnie, nie mówiąc o czarnej rudzie
Byle bym nie spotkał żadnego przeciwnika...
Isentor:
Pierwszy z granatów wybuchł zbyt daleko bestii, by wyrządzić jej większe obrażenie niż zwykłe oparzenie. Drugi granat wybuchł na tyle blisko, że rozsadził część twarzy z jednym okiem czarnej wiwerny. Bestia zawyła z bólu, szybko podbiegła i odwracając się na pięcie podcięła całą kompanie ogonem, wyrzucając nieszczęśników w powietrze na kilka metrów.
//Każdy z was poza Aragornem został wyrzucony przez ogon czarnej wierny, każdy poza bestiami i orkiem odniósł lekkie stłuczenia, każdy z was leży na ziemi.
Hagmar:
Dracon zrobił nawrót, zbliżył się na 15m i skupiając moc wypowiedział formułę: -Anash! Anash! Anash! Każdy z granatów poleciał znowu w łeb bestii. Oby celnie, Aragorn był gotowy do uniku.
Mohamed Khaled:
Ja pierdole! wykrzyczał. Czego to ten świat nie stworzy? zapytał ironicznie. Został wyrzucony, padł na ziemie i leżał. Na początku widział światło, jakby bogowie chcieli go zabrać, lecz po chwili wrócił do świata żywych. Wstał, lecz miał z tym problem. Bolało go każde miejsce ciała. Stojąc już na nogach skoncentrował się. Heshar anash grishil! Heshar anash grishil! wymówił po kolei. 2 ogniste płomyki pojawiły się w ręce maga, który za pomocą psioniki cisnął w czarną wiwerne. Leciały na wprost, lecz czy uda im się trafić... nie wiadomo. Bestia nie powinna tego przeżyć...
//Czy trafiłem oddaje MG
Gunses:
Gunses zerwał się i ruszył sprintem. Obecna pora roku sprzyjała mu. Kiedy był 30 metrów od bestii wyciągnął przed siebie rękę i zawołał
- Aresh iaash! - poczuł impuls jaki się wyrwał z jego głowy i jaki uderzył w łeb czarnej wiwerny. Bestia zachwiała się i padła jak długa. Nie mogła ruszyć ani nogami, ani ogonem, ani skrzydłami
- Teraz! - zakrzyknął. Wiedział, że czar nie potrwa zbyt długo. Wampir nie czekał dłużej. Ruszył znowu, a pod jego butami aż się zakurzyło. Teraz, gdy bestia była nieruchoma nie musiał się bać się że spudłuje. Kiedy był 10 metrów od bestii wybił się w powietrze. Mieczem wykonał syczącego młyńca i ustawiając ostrze ku dołowi spadł w przyklęk na pysk czarnej wiwerny. Impet skoku i siła naporu na miecz poprowadziła ostrze z czarnej rudy przez czaszkę potwora. Miecz zagłębił się w mózgu szkarady.
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej