Tereny Valfden > Dział Wypraw

Skóry wiwern

<< < (83/94) > >>

Isentor:
- Jesteś pijany Elrondzie?
Przez długi czas szliście ciemnym korytarzem, który trudno było nazywać wytworem architektury. Przypominał bardziej norę, w której ktoś od czasu do czasu wmurował kilka cegieł. Natrafiliście po drodze na światło, dobiegające z pomieszczenia wydrążonego w ścianie. Isentor poszedł jako pierwszy sprawdzić co się tam kryje. W środku mieścił się średniej wielkości pokoik wypełniony aparaturą alchemiczną, częściami ciał zwierząt i ludzi, oraz sporym zapasem czarnej rudy. Miejsce wyglądało na zamieszkałe i często odwiedzane przez swojego lokatora. Nie było go jednak w domu podczas waszej wizyty. Isentor ostatni raz rzucił okiem po stercie gratów, a jego uwagę przykuł samotnie leżący na drewnianym stoliku notatnik. Był gruby i obity w skórę, zawiązany na rzemyk. Długo się nie zastanawiając mag pochwycił przedmiot i wydał rozkaz do kontynuowania wędrówki. W oddali było już widać światło, przebijające się od szybu, prowadzącego do wyjścia w innym chramie.

Gunses:
- Tych chramów musi być znacznie więcej niż sądziliśmy - skomentował dość krótki jednakowoż czas podróży pomiędzy dwiema piramidami. Strasznie żałował, że nie zostali w owym pokoiku na dłużej. Zabranie notesu i tak potwierdzi, że ktoś był w środku, mogli więc porozglądać się bardziej i zabrać więcej rzeczy.
- Już niedaleko - powiedział


//Jaką mamy porę dnia miesiąca Hemis? Duże natężenie światła?
//Jak rozumiem, nadal będziemy w dżungli tak?

Isentor:
//Jest dzień, 10 rano.


Dotarliście do wyjścia w innym chramie, po drugiej stronie bagien. Po wyjściu na powierzchnię przywitał was zapach zgnilizny. Wokół walało się pełno niedojedzonych ciał zwierząt. Gleba przepełniona była kryształkami czarnej rudy.

Mogul:
- Huhu, cenna ta ruda?

Elrond Ñoldor:
- Nieciekawie to wygląda. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy i tutaj zostali zaatakowani przez nieumarłych. Miejmy się na baczności...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej