Tereny Valfden > Dział Wypraw

Argusiowe wakacje

<< < (56/62) > >>

Hagmar:
Dracon gdy wyciągał miecz z pokonanego ostatnio przeciwnika zrobił przy tym piruet. Miecz przeszedł po gardle pirata, który zwalił się na pokład. Drugi stracił rękę, miecz ciął bardzo elegancko, kowal wykonał świetną robotę. Korsarze i piraci napieprzali się równo. Aragorn nieco się nudził, walka z takim motłochem była nudna... leniwie wręcz walczył z kolejnym, zbliżył się by ciąć pazurami po tętnicy z któej buchała czerwona jucha. Ostatni zaś stracił głowę, i to dosłownie. Ostrze odrąbało dłoń owego pirata a dalszy impet zrobił to samo z głową.

76/122

Aurius:
Aurius z początku nie mógł za wiele zrobić. Nie przepadał za bronią dystansową. Jego mina zmieniła się dopiero w momencie abordażu. Zakonnik pochwycił swoją tarczę i miecz. Dopadł do pierwszego pirata jaki mu się napatoczył. W kierunku Aurius poleciało ostrze. Jednak mężczyzna zasłonił się tarczą. Po bloku natychmiast przeszedł do kontry tnąc z góry swoją klingą. ÂŻelazo rozcięło skórzany pancerz i skórę przeciwnika. Aurius nie wybijając się z rytmu grzmotnął pirata tarczą w szczękę. Morski bandyta padł ogłuszony, a zakonnik przebił go mieczem. Sługa Zartata wyciągnął prędko klingę i rzucił się na pirata, który miarkował zabić jednego z członków załogi. Mężczyzna wziął rozpęd i zaszarżował z tarczą przed sobą wprost na przeciwnika. Uderzenie odrzuciło pirata, a jednocześnie nieco otumaniło Auriusa, powodując wypuszczenie z ręki miecza. Przygotowany i na to zakonnik chwycił swój młot. Rąbnął swojego wroga w żebra, potem jeszcze w bark. Słychać było trzaski kości przy uderzeniach. W końcu sługa Zartata wyprowadził cios w głowę. Dało się słyszeć nieprzyjemne chrupnięcie, a potem głuchy dźwięk ciała uderzającego o posadzkę statku.
74/122

Mogul:
-Uważaj kurwo! Wrzasnął Mogul do Elronda, który trafił jednego kamiennym pociskiem. Ten pocisk był zdecydowanie zbyt blisko orka. Ten stracił przez to równowagę i pochylił się do przodu. Musiał wbić bułat w podłogę by się zatrzymać. Poczuł na sobie kilka cięć. Większość przejeżdżała bardzo płytko po mithrilowej zbroi. Jedno jednak trafiło w ramię w której dzierżył srebrną broń. Wkurwił się i to ostro. Wyrwał broń pozbywając statku kilku desek i wparował w piruecie we wrogów. Zranił przy tym pokaźną grupkę bandytów zabijając od razu dwóch. Ranni go nie interesowali, rzucił się na kolejnego sprawnego pozbawiając go ramienia i prawie głowy. Wydarł się z triumfu, zablokował prostopadłe cięcie Yashą, kontratakował Sange wbijając ostrze głęboko w płuco wroga. Zaczął wykrwawiać się na śmierć i padł po chwili.



Kurde no
Szał krwi
70(5 rannych)/122
Edziu trololo

Malavon:
Co do cholery Elfi mag zerwał się równe nogi, gdy usłyszał o ataku piratów. Wcześniej odpoczywał w jednym z hamaków, ale teraz pora było wziąć się do roboty. Malavon jak zwykle odrzucił poły szaty do tyłu, wyciągnął przed siebie ręce i wyrecytował niedawno poznaną inkantację. -Anoshu ruash uphu grash! Mag skierował swoje zaklęcie na pokład nieprzyjacielksiego statku. Między ludźmi na jego deskach zaczęła powstać lodowa bryła, która wraz z uwalnianą mocą Malavona rosła, a zdezorientowani piraci byłi przez nią wchłaniani. Lód urósł do sporych rozmiarów. W efekcie końcowym, w jego środku znalazło się trzech nieszczęśników. De'Vir jednak nie spoczął na laurach i na końcu języka miał już kolejne zaklęcie. -Izosh! - zabrzmiały słowa, a w ręku Malavona zaczął się tworzyć lodowy sopel. Elf cisnął nim, gdy ten tylko się w pełni ukształtował, w nadbiegająćego pirata. Biedak skończył z przebitym żoładkiem. Mag wody czuł, że jest w swoim żywiole, więc pobiegł na pozycję, gdzie było mniej jego sojuszników i tam dopadłszy kolejnego pirata, wymówił dobrze już sobie znane słowa. -Anoshu! Energia w rękach elfa przeobraziła się w lodowy podmuch, zamrażając na śmierć kolejnego nieszczęśnika.
Elf widział jak gdzieś w tłumie walczy znajomy mu ork. De'Vir postanowił się przemknać po pokładzie w te rejony. Po drodze zarobił gdzieś płytkie rozcięcie na szacie i draśnięcie na nodze, ale udało mu się. ÂŁapiąc w dłonie swój miecz, dostał się do jednego z rannych piratów i dźgnął go prosto w brzuch.

65(4 rannych)/122

Adaś:
Adamus zaraz po przybyciu na statek zlazł do kuchni. Udał się tam w poszukiwaniu jednego, a dokładnie rzecz biorąc flaszki. No a raczej flaszek. Był już lekko wstawiony kiedy usłyszał alarm. ÂŻeby spokojnie ballady przy flaszce skończyć nie można.. Pomyślał po czym powoli zaczął wychodzić na zewnątrz z mieczem w ręku. Jego oczom ukazały się dwa okręty, a raczej jedna fregata i pozostałości czegoś co było statkiem. Wiedział że tylko jedna osoba była zdolna do czegoś takiego.
-Fiu fiu fiu, a żeś Dev poszalał.-Powiedział raczej do siebie.
Ale wracając do fregaty, jak widać było trwała już na niej walka. Nagle Adamusowi przyszedł szalony pomysł, który najprawdopodobniej wpadł mu do głowy przez wypity wcześniej alkohol. Wspiął się on na reling, złapał on dzielnie linę wiszącą , po czym silnie odpychając się skoczył. Skok był na tyle mocny, że Adamus przeleciał ponad relingiem fregaty, gdzie puścił się liny i upadł.
Niestety nie mógł on dążyć za ludową maksymą "jak se nie wywrócis, to se nie polezys". Gdyż w okół toczyła się walka. Ledwie się dźwignął na nogi gdy rzucił się w pędzie na niego jeden z piratów. Biegł on na tyle bezmyślnie licząc na łatwego trupa. ÂŻe Adamus spokojnie uniknął ciosu piruetem, złapał go szybko za fraki i przerzucił ponad reling krzycząc za nim:
-A wypierdalaj psi synu.
Roydil pomiędzy odgłosami walki usłyszał jak nowy pirat przelatując przez reling uderzył głową o statek na którym on płynął....

73/122

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej