Tereny Valfden > Dział Wypraw

Operacja "Czerwony ÂŚwit" - Jesienna kontrofensywa

<< < (2/46) > >>

Gunses:
Gunses kiwnął głową na przywitanie. Bacznie obserwował Elronda siedząc w dziwnej pozie na skrzyni. Brodę oparł o dłonie na kolanach. W sumie to nie wiedział jak zacząć coś mówić czy nie mówić. Poczekał więc na rozwój wydarzeń.

Mohamed Khaled:
Po skończonym treningu, schował miecze... Co by tu zrobić? Nie mógł nic wymyślić. Do bitwy jeszcze długo. Może pójdę się nachlać do karczmy? Tak! Tak zrobię Skierował swe kroki do przybytku...
Dotarł tam po chwili, wszedł do karczmy i zamówił piwo. Zabierając je siadł w koncie i zaczął pić...
Cieszyło go to, że ta wojna się za niedługo skończy. To że Inkirgaad upadł, oznaczało że Larkos upadło... Hrabia Revander: Jeden ze zdrajców został ścięty więc zwycięstwo jest po naszej stronie. Został tylko ten, którego zwano Sado Kher... Podły śmieć skomentował. Słyszał tylko o nim same plotki, lecz to co słyszał to było dziwne. Człowiek który jest chory psychicznie, nie powinien dowodzić żadną armią. Czy to królewską, czy zdrajców.
Teraz siedział, i czekał... Bitwa która się odbędzie, będzie tą przedostatnią... Marcham? Pierwszy raz słysze.
Miał nadzieje że chociaż tym razem, dadzą więcej wojsk przeciwko nam... W końcu obydwie bitwy jakie stoczyliśmy, zostały wygrane... Tak samo jak podbój stolicy Larkos...
Czekał..

//Jeśli isq się zgodzi to od następnego posta pisać będę Kratosem :)

Hagmar:
- Witajcie przyjaciele. Już miałem Sada gdy ten kutas przestrzelił mi skrzydło z kuszy! - powiedział siadając na łóżku. - Spadłem na to łóżko właśnie. - tu wskazał dziurę w dachu przez którą widać było liczne gwiazdy. - - A co tam u Was? Jak było pod Inkirgaad? Bo słyszałem że paskudnie.

Elrond Ñoldor:
- Guciu, tą dziwną pozą przyprawiasz mnie tylko o dreszcze. Mam dziwną ochota by Ci przez głowę kostur przeciągnąć, co by Ci klepki pod kopułką wyprostować. Chociażbyś usiadł normalnie. A w ogóle to zdrowyś? Byłeś martwy, później wyłazisz z jakiś lusterek, nieznanej mi magii, strzelam na Umysł. Siedzenie w takowych chyba nie wpływa dobrze na zdrowie, mam racje? - spojrzał pełen współczucia. Gładził kostur. Martwił się o starego kumpla.

Korag:
Rycerz jechał przez obóz na swym wspaniałym wierzchowcu. Dotarł do miejsca, w którym pozostali rycerze zwykli zostawiać wierzchowce i ruszył szukać jakiejś kantyny, karczmy, jakiegokolwiek miejsca, w którym mógłby napić się i z kimś porozmawiać. Skoro rozbili obóz, kucyk nie przyda mu się jeszcze przez jakiś czas. Ogólnie rzecz biorąc, Brunons służył Koragowi tylko w przejażdżkach między obozami i w wyprawach na kolejne pola bitew. Jak każdy rozsądny krasnolud, Korag wolał walczyć pieszo.   

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej