Tereny Valfden > Dział Wypraw
Operacja "Czerwony ÂŚwit" - Jesienna kontrofensywa
Hagmar:
- To mogę obiecać, jednakże nie zgodzę się na nic więcej. Złożycie broń i tyle. Ci co muszą pójdą do więzienia na kilka lat. Więcej łask nie zapewnie.
//Aragorn nie wi że to Lithan
Gunses:
- Tyle nam wystarcza, prawda panie Kher?
- Tak owszem.
- W takim razie po wieczerzy podpiszemy odpowiednie dokumenty. A teraz rozmawiając chciałbym się czegoś zapytać. Liczyliśmy, że przyjdą z wami pan Khan, pan Elrond. Czemu nie mogli się tutaj zjawić?
Elrond Ñoldor:
- Mądrość płynie przez te słowa. Ale musisz wiedzieć, że w potędze nie ma nic złego. Tak samo nie ma nic złego w dążeniu do potęgi. Wszakże wszyscy to robimy na co dzień, nawet ty ćwicząc mieczem. Jedynie nasze decyzje mogą być złe. Sposób, jak chcemy tą potęgę osiągnąć. Wiec, że nekromanta czy lisz wcale nie musi zabijać ludzi, ba, nawet z martwymi ciałami nie musi nic robić. To wszystko zależy od tego jak będzie chciał osiągnąć wielkość. A to, że sam z własnej woli godzi się na przebicie swojego serca, a później dobrowolnie godzi się na opuszczenie swojego cielesnego ciała, nie jest czystym złem. To indywidualna decyzja, nie mająca wpływu na osoby trzecie. Wież mi, niejeden wojak w tym obozie przelał dziesiątki razy więcej krwi, zabił więcej bogom winnym ludzi, niż zwykły nekromanta. I kto jest tutaj czyni zło, z którym chcesz walczyć?
Aurius:
-Wiadomo, że nie wszyscy są źli. Ja po prostu zamierzam walczyć z tymi, którzy zagrażają wolności, którzy drwią sobie z sprawiedliwości tego świata oraz ci którzy znęcają się nad słabszymi od siebie. Według mnie prawdziwy rycerz nie walczy z człowiekiem, czy samą osobą, a z jego pobudkami i intencjami. Nikt nie może być sam w sobie zły, to dopiero jego cele i zamiary stają się białe lub czarne.
Korag:
Korag przybył na wieczerzę w stroju wieczorowym. -A co tam!-zostawił sobie oczywiście broń i płaszcz bractwa. Nie żeby nie ufał organizatorom uczty, ale bez swojej broni czułby się niemal jak nagi. Po tym jak wszyscy zasiedli do stołu obrzucił szybkim spojrzeniem zgromadzonych i chciał skosztować któregoś z apetycznie wyglądających dań, jednak... Nie wątpił oczywiście w honor przeciwnika, ale coś mu nakazywało wstrzymać się od jedzenia i picia. Na początku nie wiedział, czy tym który ich powitał jest Kher, czy Grundeweld. Na szczęście jakiś elf rozwiał jego wątpliwości. Najciekawsze było to, że zachowywał się jak ktoś równy rangą generałowi, czasem krasnoludowi wydawało się nawet, że to on mówi co Kher ma zrobić. Było to o tyle dziwne, że nie słyszał nigdy by wśród dowódców wroga był jakiś elf.
//
A ja już nie czituje... ;[
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej