Tereny Valfden > Dział Wypraw
Masakra magią i mieczem
Hagmar:
- Witojcie zacni panowie, rad jestem widzieć tak zacne persony w tej skromnej osadzie. - powiedział pulchny, łysy człowiek z wąsem odziany w wyświechtaną koszulinę - Jestem Ziemowit, sołtys Mrozów. Co Was tu panie Aragornie sprowadza?
- Wojna. Odparł krótko, schodząc z konia i oddając chłopom w opiekę. - Wasza osada leży najbliżej linii frontu, za kilka dni przybędą tu budowniczowie z armii i umocnią teren. Wasza osada zostanie centrum dowodzenia. Ja i Devristus mamy Was przeszkolić w magii i mieczu.
- Czuliśmy że ta bratobójcza wojna i nas sięgnie. Ale spełnimy obowiązek wobec Korony z godnością i honorem. Chodźcie do karczmy, począć wam trza wszak. Jak podróż minęła w ogóle?
- Cieszy mnie wasz entuzjazm. - odparł z uśmiechem który spłoszył kilka dzieciaków, nic w tym dziwnego nie było - A dobrze Ziemowicie. Aragorn i sołtys którego baron poznał kilka lat wstecz, poszli do gospody rozmawiając o "dupie Maryni", żniwach i polityce.
Devristus Morii:
Nie było tak źle. Mógłbym tak podróżować długo, ale czasy nie pozwalają choć na chwilę odpoczynku
Hagmar:
Sołtys wygonił z karczmy resztę chłopów, tłumacząc że tu sprawy wagi państwowej omawiane będą. Aragorn nie reagował bo wszak sensu nie było. Karczmarz podał każdemu piwo, miejscowy trunek był słaby ale lepszy od szczyn jakie mieli na podgrodziu stolicy. Ziemowit słuchał z uwagą planów barona, wpatrywał się w mapy, opisywał okolice, każde drzewo, krzak, zagajnik, dół i tak dalej aż do mostu. Tylko jedno mu nie pasowało...
- ...Po żniwach!
- Nie mamy tyle czasu. Skomentował Aragorn.
- To tylko tydzień, potem róbcie z polami co chcecie.
- Tydzień zwłoki na wojnie? To samobójstwo, Kher nie będzie czekał tygodnia. Kto wie czy już nie atakuje choćby stolicy. Wiem że nie idzie mu dobrze, z Ekkerund wyszło 80 tysięcy krasnoludów. Wkurwili się po nie udanym ataku... Podobno oblegają jakiś zameczek w Larkos. Kher podzielił armię, ich główny atak idzie tutaj. Nie macie wyjścia, zapasy dostaniecie przecież. Zapłatę też.
- Nie zmienie zdan...
- Noż kurwa mać! Dracon grzmotnął pięścią w stół aż zadzwoniło. - Dev, albo wy panie Strycel, przetłumaczcie mu że prosze po dobroci, i nie chce wydawać rozkazu i użyć siły.
Devristus Morii:
Powiem tak Panie Sołtysie. Jestem magiem dobrze wyszkolonym i mogę zmieść z powierzchni ziemi wszystkie Wasze plony, ale nie jestem tu po to żeby to robić. Chcę, żeby Pan spojrzał na to, że Nasi wrogowie też mogę mieć w swojej armii magów, więc oprócz plonów mogą zostać zniszczone domy, a tego nie chcemy. Bez umocnień wroga armia zniszczy także Wasze pola i ziaren nie będzie. Zostaniecie z niczym. My oferujemy Wam za to zapasy i złoto za zadośćuczynienie i poniesienie strat. Nic Pana wioska nie straci na tym, a nawet zyska. Dzięki umocnieniom domy się ostają, a Wasze pola nie zostaną doszczętnie zniszczone. Jeśli Pan się nie zgodzi po wrogiej armii, która tędy przejdzie po wiosce nie zostanie nic powiedział Elf stanowczym głosem Jest Pan z nami albo przeciw nam i Koronie Królewskiej
Hagmar:
- Ehhh... niech wam będzie. Panie Devristusie, jak wy nas uczyć chcecie?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej