Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zachodni most straceńców.
Elrond Ñoldor:
- Wybacz mi orku, ale mam elficką duszę. By kogoś zabić muszę mieć dobry powód. I motywacje.
Hagmar:
//Szliście tak sobie beztrosko i pieprzyliście od rzeczy aż tu nagle jakieś 60 metrów od Was pojawiło się 12 konnych. Wiedzieliście że to nie armia, ich zbroje miały Larkoskie godło.
12x Rycerz.
//Ich staty są ok tylko Dev nie dał obrazków które mu podałem.
Mohamed Khaled:
To te sucze syny, którzy zdradzili! - rzucił do reszty. Wyciągnął na koniu miecz, lecz zeskoczył z konia, ponieważ tu miał lepsze pole do walki. Zaczekał aż jeden z nich zaatakuje, i odskoczył szybko na bok by nie zostać trafionym. Prędko podbiegł do rycerza i zaatakował... konia... Ten spłoszył się a rycerz spadł. Następnie Sparda rozprowadził serie ciosów: Góra, dół, lewo, prawo, przekątna z lewej, przekątna z prawej. Jednak większość ataków zdołał sparować tarczą, lub mieczem. Sparda atakował ciągle, robił uniki i ciął. Jednak nie dawał rady. Ostrze wroga trafiło Cry'a brzuch. Na szczęście była to tylko rana cięta. Krew zaczęła się lać drobnym strumyczkiem. Wkurzył się! Wyprowadził dużo cięć trafiając wroga, lecz przy okazji doznając drobnych ran. Najgorsza z nich, jaką doznał była na twarzy. Po uderzeniu w nią mieczem, hełm spadł a Sparda został z blizną na.. oku... Teraz naprawdę nie miał litości. Gdy Larkoski rycerz zaatakował, bohater z kontrował cios, zrobił piruet mieczem i wytrącił ostrze z rąk wroga. Następnie nie mając w sobie chociażby małej ilości uczuć wbił ostrze w gardło, po czym wyciągnął je i wbił jeszcze raz. Tym razem w miejsce poniżej pasa!. Po wszystkim wbił miecz w ziemie, i kawałkiem materiału owinął ranę tak, by z niej nie leciała krew. Potem wziął miecz, i czekał aż go zaatakują. Znowu ruszył jeden z nich na niego. Tym razem heros zrobił to inaczej. Czekał aż ten na koniu podbiegnie, i... podciął konia! Przeciwnik padł na ziemie, a Cry to wykorzystał i przyszpilił go do ziemi ostrzem. Wróg chwilę jęczał lecz padł martwy!
2/10 Rycerz
//Gdzieś kiedyś czytałem, że im więcej umiesz walczyć (50, 75, 100%) to więcej możesz zabić na post.. Znaczy że jak mam 75% w broni, to mam 2 finishery na post.. Nie pamiętam gdzie to było, ale jeśli jest źle to niech mistrz gry nie zalicza drugiego zabójstwa :)
Dragosani:
//Z tego co mi pisał Aragorn "słonko zaszło", więc mogę się przydać. Ale aby było wszystko w porządku, proszę o oficjalne potwierdzenie lub ewentualne zaprzeczenie przez Arusia.
Po ucieczce z miasta i umówieniu się z Valentino odnośnie kolejnych kroków, Dragosani opuścił pirackiego towarzysza i przedzierał się właśnie przez otaczający Efehidon las. W zasadzie chwilowo nie miał celu, musiał jakoś przeczekać najbliższe dni, po czym udać się na wyznaczonego miejsca. Po stosunkowo niedługiej wędrówce poprzez las, wampir usłyszał jakieś strzępy rozmów. Udał się więc za tymi odgłosami, gdyż zdawało mu się, że poznał kilka głosów. Z krzaczorów dostrzegł iż nie pomylił się. Ujrzał kilka osób, z których część rozpoznał. Zauważył Mogula, więc pewnie musiał być to oddział wysłany przez Aragorna do obrony mostu. Już miał wyjść na trakt, aby dołączyć do grupy (i tak chwilowo nie miał nic do roboty, a wierzył, że ta zgraja go nie wyda), lecz usłyszał odgłosy końskich kopyt. Spojrzał wzdłuż traktu i dostrzegł tuzin konnych, którzy raczej nie mieli pokojowych zamiarów. Wampir jednak nie wyszedł na trakt. Wolał obserwować i zaatakować, gdy nadejdzie odpowiedni moment. Obserwował więc jak jakiś obcy mu człowiek rzucił się do ataku. Atak może i odważny, lecz zdawał się być nieco nierozważny.
Anette Du'Monteau:
Blaze nie znosił rycerzy. Patetyczni głupcy szarżujący na koniach wprost na przeciwnika. Jak tu się nie skusić i nie zdjąć takiego pana jednym strzałem. Kruk pognał konia naprzód. Niziołek załadował swoją kuszę, wymierzył prosto w pierś przeciwnika i wypalił. Bełt bez problemu przebił pancerz, po czym wbił się w ciało. Rycerz zwalił się martwy z konia. Potem znalazł się w pobliżu kolejnego z przeciwników. Postanowił wykorzystać fakt, że takie ciężkie zbroje nieco krępowały ruchy jeźdźców. Kessie stanął na siodle i będąc jakieś półtora metra od przeciwnika, wskoczył na jego plecy. Usadowił się w miarę bezpiecznie na jego siodle, strzepnął raz nadgarstkiem i zaczął dźgać przeciwnika w przerwę między hełmem, a zbroją. Krew stopniowo pojawiała się w coraz większych ilościach. Gdy przeciwnik się już ledwo ruszał, Blaze zepchnął go z konia i sam zajął miejsce na jego wierzchowcu. Jeśli rycerz się nie wykrwawi to zostanei zatratowany.
-Synek, wycofaj się nieco bo kolejnego takiego ataku nie wytrzymasz! - krzyknął do Spardy.
4/12 rycerzy
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej