Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zachodni most straceńców.
Dragosani:
Dragosani poczuł, że coś spływa mu spod nosa. Przetarł więc to dłonią i spojrzawszy na nią zauważył szkarłat krwi. Cóż, widocznie odczucia organizmu nie oszukiwały go. Do tego ta łuna na wschodzie. Wampir splunął i zaczął się wycofywać na tyły sił lojalistów. Gdy słońce wstanie będzie tutaj bardziej przeszkadzał niż pomagał, więc musiał się wycofać. Nie miał zamiaru zostać zarąbanym przez jakiegoś obwiesia, co myśli, że jak urodził się szlachcicem i założy zbroję to jest kimś. Drago cofnął się więc. Unikał przy tym największego "młyna" w walce, przez co znalazł się na tyłach bez większych kłopotów. Schował miecz. W dziennym osłabieniu i tak na niewiele by mu się przydał. Teraz mógł co najwyżej wesprzeć sprzymierzeńców magią, jeżeli nadarzyłaby się okazja.
Elrond Ñoldor:
- No w końcu... - powiedział czarodziej spluwając na ziemie. Nie dość, że robiło się coraz jaśniej, to wrogowie zaczęli się wycofywać. Ale nie mogli tak łatwo wygrać, trzeba było pozbyć się więcej wrogów. Elrond koncentrował się ponownie. Przez cało nocną walkę jego energia magiczna była w idealnym stanie. Pomału odzyskiwał dawną świetność.
- Aresh isgrash! - energia wypływająca z jego ciała uformowała kamienny pocisk. Cisnął nim w cofającego się pancernego, ale ten zbyt dobrze się bronił. Kamienny pocisk grzmotną w sam środek ciężkiej tarczy. Zadzwoniło melodycznie. Rycerz, bez żadnych obrażeń, upadł tylko do tyłu i teraz miał problemy ze wstaniem.
- Aresh isgrash! - kolejny pocisk pojawił się nad dłonią maga. Tym razem celował w tych stojących bokiem. Gdy pocisk ze świstem poszybował w kierunku jednego z rebeliantów, inny wszedł w tor lotu pocisku. Hełm i fontanna krwi poszybowała wysoko, zdobiąc pierwsze promienie słoneczne rubinowymi kropelkami. Rycerz padł martwy...
Elrond był na bezpiecznej pozycji...
Rycerz 36
Pancerny 36
Kusznik 45
Mohamed Khaled:
Nie ciesz się jeszcze... - rzucił przebiegający koło Elronda Sparda... Anash! - w jego dłoni utworzył się magiczny pocisk... który rzucił w kolejnego z wrogów. Granat trafił w korpus, dzięki czemu wróg odleciał kawałeczek w tył. Ponownie wymówił inkantacje...
Anash! Tym razem rzucił w jednego z kuszników... ich trzeba ściągać masywnie! Nie trzeba było długo na wrzask tego człeka... trafił tam gdzie trzeba... Nie nie dolna część ciała... lecz głowa... wybuchła momentalnie.
Teraz został tylko do wybicia ten człowiek, którego Sparda odrzucił poprzednio.
Podbiegł niedaleko niego, i przygotował się. Gdy wróg wstał, dostał kopa w brzuch.
Zgiął się, i... Heshar wymówił szeptem.. ... gdy wstał dostał ognistym podmuchem, którego nie mógł zgasić. Nie miał czym! Spadł na ziemie z palącą twarzą, i po chwili umarł!
Po wszystkim wiedział, że następnego wojownika zabije z miecz... Nie miał siły ciągle rzucać zaklęć
Rycerz 35
Pancerny 36
Kusznik 44
Adaś:
Nagle na pole bitwy wpadł nie kto inny jak Adamus. Nie było go tyle czasu gdyż... mhm szukał elfich dziewic po lasach w trakcie podróży. Dopiero kiedy odgłosy bitwy, czyli chrzęst broni, jęk rannych i tym podobne dotarły do jego uszu, wiedział że coś się zaczęło czego nie może opuścić. Kiedy wreszcie dotarł na pole bitwy, a raczej most na którym była toczona ów bitwa. Jego oczom ukazała się pokaźna bitwa, po jednej stronie mostu znajdowali się jego towarzysze, a po drugiej jacyś zbrojni. A kij wie kim byli, ważne że można było paru zarąbać.
Adamus ochoczo dobył miecz, po czym ruszył na pierwszą linię. Niestety ta była już zablokowana przez sojuszniczą armię, pchającą się cały czas do przodu. Wreszcie udało mu się przecisnąć przez hordy nacierających, oraz zastąpić jednego z tych co na pierwszej linii padli.
W momencie w jego kierunku poleciało ostrze jednego z rycerzy. Warunki były na tyle kiepskie że ani tu zrobić piruetu, ani jakiś inny dziwaczny unik. Jedyne co pozostało to sparować mieczem co było nie bywale trudne. Ale Adamus postanowił nie być dłużny, atakując to z lewej to z prawej atakował przeciwnika. Niestety część ciosów sparowywał tarczą. Ale pozostałe które nie padły na ową zasłonę ani na miecz uszkadzały mu zbroje. Co najmniej siedem ciosów spadło na zbroje. A do tego grad ciosów był tak gęsty że przeciwnik nie dał rady wyprowadzić kontrataku. Po kolejnej serii ciosów Adamus postanowił zaryzykować i przebić zbroje rycerze. Liczył na to ze uda się ją przebić ponieważ była mocno uszkodzona już gradem pocisków.
Miecz szybko uderzył w podbrzusze rycerze przebijając go. Adamus zręcznym ruchem przesunął wciąż tkwiący w podbrzuszu rycerza miecz, poszerzając ranę. Po czym wydobył go gotowy na kolejny atak.
Rycerz 34
Pancerny 36
Kusznik 44
//:Sorry że teraz, ale zapomniałem <ignorant>
Anette Du'Monteau:
Mała burza zwana Blazem dalej szalała w szeregach wroga. Gdzieś z boku padł okuty w płytową zbroje wojownik. W jego szyi sterczała lotka bełtu dając jasno do zrozumienia co się stało. Jego kompan nieco zmartwił się zauważając ten widok, jednak nie miał wiele czasu. Na jego plecach siedział niziołek, który z obnażonym ostrzem wynurzającym się z rękawa zamierzał czysto podciąć gardło. Cios był dość precyzyjny. Posoka buchnęła z szyi zalewając rycerza i częściowo rękawy Blaze. Kruk padł na ziemię razem z nim i przeturlał się między nogami przeciwników unikając o włos zgniecenia. Oczywiście zarobił parę kopniaków, ale nie groziły niczym poza sińcami. Niziołek wstał szybko i zakręcił młyńca mieczem, zawadzając o kilku żołdaków. Pierwszego, który mu się napatoczył, ciął przez nogę rozwalając nagolenniki i pozwalając ostrzu wgryźć się w rzepkę. Rycerz niemal od razu padł z rykiem bólu na nogę, a niewielki wojownik tylko na to czekał. Spojrzał się z szelmowskim uśmiechem i wbił miecz w pierś przeciwnika. Jakby tego było mało, dzieła dokończył umieszczając swoje podręczne ostrze w szyi wroga.
Blaze nagle poczuł chwile dotknięcie zimna. To miecz następnego przeciwnika śmignął raniąc mu nieco bark i ramię. Reakcja była natychmiastowa. Klinga błysnęła waląc na odlew w potencjalne zagrożenie. Niziołek nawet nie patrzył dokładnie. Poczuł tylko chwilowy opór, usłyszał wrzask, a gdy otworzył oczy, zobaczył leżącą nieopodal dłoń oraz wściekłego rycerza. Kruk ponownie wykorzystał jedynie całą swoją siłę, lecz tym razem z wyraźnym celem ataku. Był nim pas i podbrzusze przeciwnika. Ostrze zgrzytnęło, ale przebiło się przez mniej osłonięty fragment pancerza. W miejscu gdzie był pas, pojawiła się czerwona wstęga, która z czasem się rozszerzała i dawała możliwość poznania lepiej wnętrza człowieka. Kessie nie miał ochoty na bliższe znajomości i "otwieranie się przed sobą", więc odskoczył w tył. Postanowił odejść nieco na bok, by chwilę odpocząć. Znikł, więc większości z oczu.
Rycerz 31
Pancerny 35
Kusznik 44
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej