Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyczajony browar, ukryty miód
Dragosani:
Dragosani płynął w tunelu o tęczowych barwach i ścianach, które tylko odrobinę przypominały materialne. Szczegóły zamazane były przez prędkość tego fragmentu świadomości wampira, który był w tunelu. Uczucie bezwymiarowości w tunelu dziwnie przypominało to, czego doznał i szczątkowo pamiętał po śmieci. I tak średnio przypadło mu do gustu.
Podróż skończyła się nagle. Po prostu wampir znalazł się w bardzo bogato urządzonej kajucie jakiegoś statku. I byli w niej także pozostali. To, dlaczego są oni w halucynacji Draga, jakoś w tej chwili nie interesowało go. Oglądał za to wystrój kajuty, podziwiając psychiczny wytwór narkotyku, który zażył. W końcu jedna z postaci, która okazała sie Diomedesem, przemówiła. Potem odezwała się inna.
- Titanic? To brzmi jakoś tak... denno... - stwierdził sam do siebie.
Druga część świadomości, która jakimś cudem była w innym miejscu widziała kościstą łąkę. Tutaj wwampir był tylko obserwatorem. Na łące Zeyfara i Gunsesa. Zaświaty? Nie, Zeyfar chyba żyje... Dalsze wizje... bitwa, krew i śmierć. Tak blisko związane z losem Dragosaniego już od tysiącleci. ÂŚmierć i pożoga i zmarli. I skrzydlata postać, martwa a żywa, w oszalałej bitwie.
I... on. Dragosani. I Devristus. W walce, która odbyła się wiele lat temu. Dla nieśmiertelnych umysłów było to niczym wczoraj.
Ten, którego nazywają Pisarzem, oraz umarli powstający z grobów. Magowie i czarownice. I kolejna bitwa. Mrok i światło. I kryształ. TEN Kryształ.
Hagmar:
Chodźcie na pokład co? Zaproponował Aragorn nadal zastanawiając się czemu żyrandol świeci bez świec. Magia? Nie słyszał o takiej.
Dragosani:
- Dobry pomysł... - poparł Aragorna Dragosani. - Siedząc tutaj niczego się nie dowiemy - dodał, chociaż wciąż miał wątpliwości, czy grupowe halucynacje wywołane jakimś czymś, cokolwiek mogą wyjaśnić. Nie ociągając się, podszedł do drzwi, aby je otworzyć i wyjść z kajuty.
Adaś:
Kiedy tylko Adaś przeleciał na różowym jednorożcu przez tunel tęczy, od razu się zaniepokoił. Stał na jakiejś dziwnej łące wraz z towarzyszami, ale o nie to go zaniepokoiło. Powodem jego obaw była ziemie, a raczej ludzkie kości ją zastępujące. Już właśnie chciał dobyć miecza gdy ujrzał mistrza kruków, a potem hrabiego.
Nagle wizja się urwała i Adamus obudził się na podłodze na statku. Dość nietypowym, kajuta nie przypominała niczym pomieszczeń mieszkalnych okrętów, na których bywał. Już wstawał aby rozejrzeć się dokładniej po pomieszczeniu. I znowu to się stało, egzystencje na okręcie zakłóciła kolejna wizja, dość nie typowa. Gdyż znalazł się na czymś podobnym do pola bitwy, nagły wybuch z sadzawki. Elf z dziwną włócznią, a potem powrót na okręt.
Pół człowiek zerwał się energicznie z podłogi na której ponownie się znalazł. Stał chwilę nieruchomo po czym poruszył energicznie swymi nozdrzami. Do jego nosa docierał ulotny zapach. Jeszcze raz wciągnął powietrze do swych nozdrzy tym razem bardziej energicznie, po czym zapytał jakby sam siebie półszeptem:
-Bimber? O karwia tosz to bimber!
//Edziu tak poza nawiasem mówiąc, moja postać wcale nie była rekrutem, jak ją twoja poznawała ;p
Eric:
- Mówi się dennie, patafianie - poprawił Severusa, ukazując, że pozostaje czujny w sferach poprawności językowej nawet pod wpływem narkotyków. Z niedowierzaniem odkrył, że do jego nozdrzy również dociera słodki zapach bimbru. Pachniał, jak obietnica wiecznych, rajskich rozkoszy, chociaż z pominięciem dziewic, co oczywiście było lekkim zawodem, ale nie umniejszało chęci podążenia z wonią, która snuła się po statku, kreując niemal widzialną ścieżkę dla spragnionych kompanów. Nie mniej jednak widok na pokładzie był oszałamiający - czegoś takiego nie widzieli nigdy w życiu. Sam statek. Niezwykle potężny, bez najmniejszej oznaki żagli czy masztu. Właściwie niektórzy zaczynali mieć wątpliwości, czy to naprawdę ten sam środek transportu, jakim już niejednokrotnie się posługiwali, by przebyć głębokie wody. Z owalnych, czarnych... kominów? Buchał ciemny dym, co budziło nieprzyjemne skojarzenia. Czyżby gdzieś wewnątrz tej diabelnej konstrukcji spoczywał smok? Nie, to było niemożliwe. Wokół zaś przechadzali się ludzie w bardzo nietypowych strojach. Trudno było stwierdzić, czy byli eleganccy, żaden z ćpunów w życiu nie widział, by ktoś się tak ubierał. Czarne płaszcze, krawaty, ozdobne mundury. Niektórzy przy pasie mieli kaburę z jakąś dziwną, niespotykaną bronią. Po części przypominała muszkiet - posiadała lufę, spust... Ale była o wiele mniejsza i wyglądała jakby groźniej mimo znacznie zredukowanych rozmiarów.
Towarzysze przeżywali coś na zasadzie szoku kulturowego, kiedy ich ciemne umysły stykały się z cywilizacją na nieporównywalnie wyższym stopniu rozwoju. Ale bimber pozostał ten sam! Z pociągu do tego, co znajome, Diomedes instynktownie zaczął podążać za kuszącym, cudownym zapachem.
- Chodźmy! - skrzyknął kompanię. - W poszukiwaniu bimbru!
Uznał to za odpowiednią motywację. Ludzie spacerujący po pokładzie patrzyli się na nich jakoś dziwnie. Jeden ze strażników, bo na takiego wyglądał ten z bronią u pasa, chciał chyba coś skontrolować, ale widząc zarośnięte brodami twarze, dziwne kły i bladą skórę u niektórych osobników, spasował.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej