Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyczajony browar, ukryty miód
Hagmar:
Dowiemy się. Gdy weszli do pokoju jaszczur zaczął zapalać kadzidełka. Nie wiem skąd tu były... Wyjął z szafki ziółka i nabił nimi dziwną elgancko zdobioną drewnianą fajkę po czym usiadł po turecku na podłodze. Siadajcie.
Eric:
Diomedesowi jakoś niezbyt odpowiadał ogólny gwar i wrzawa, której autorami byli jego kompani. Setki dni w odosobnieniu, na cichym, spokojnym i harmonijnym łonie natury, uwrażliwiły go na hałas. Teraz łatwo wpadał w irytację, kiedy dookoła zaczynało dziać się zbyt wiele i na dodatek wiązało się to z czymś, co uczeni zwali decybelami. Zdążył już sobie również wyrobić nawyk kojenia nerwów psychoaktywnymi substancjami. Natychmiast przypomniał sobie o paczuszce skruszonych grzybów i liści krzewu, którego nazwy nie mógł sobie przypomnieć. Spoczywała mu w kieszeni i w tej właśnie chwili wydała mu się niezwykle kusząca. Miał tylko nadzieję, że podróż przez mroźną zamieć nie zaszkodziła ich nadzwyczajnym właściwościom. Sięgnął dłonią w głąb swych skórzanych spodni i wydobył małe, dziwnie pachnące zawiniątko. Położył je na stole, natychmiast zwracając uwagę reszty towarzyszy. Rozwinął je lekko trzęsącymi się dłońmi i odsłonił przed światem sproszkowaną, podejrzaną zawartość. Nie bawiąc się w uprzejmości, usypał sobie działkę i pociągnął mocno. Kiedy tylko pyłki przebyły długą drogę przez jego nozdrza, poczuł się, jak gdyby jego głowa była gongiem rytmicznie uderzanym przez mnicha w skąpej todze. Obraz tawerny rozmazał mu się, zaczął podrygiwać, jakby nagle wszedł w taneczny pląs do dziwnej, orientalnej i działającej także na libido melodii. ÂŚrodki uderzyły mu całkiem do głowy i na chwilę utracił świadomość. Dla jego towarzyszy wyglądało to tak, jakby zwyczajnie zasnął. Tyle że miał otwarte oczy.
Hagmar:
Właśnie tak robili ci mnisi. Odparł dracon i podszedłszy do stolika wciągnął niemal połowę tego co zostało. Słaby tow... łooo ÂŚwiat zawirował wokół barona a ten położył się obok Diomedesa i równierz odpłynął w krainę lala...
Adaś:
Adaś zaraz po swojej wypowiedzi w kierunku starca udał się na górę. Był ciekaw co Aruś dokładnie powie w swoich rozważaniach. wszedł do pokoju i teraz rozpoznał Diomka który usypywał jakieś dziwne ścieżki. Stanął nad nim i rzucił krótko:
-Siemasz Diomeq kopę lat!
Po czym zaczął się przyglądać temu co się dzieje. Stary kumpel wciągnął szybko jedną kreskę, i padł w bez ruchu. Zaraz po nim dracon powtórzył czynność próbując, przekonać pozostałych że to słabe gówno równocześnie padając na ziemię.
-Ulalal mocny towar, ciekawe ciekawe...
Powiedział mężczyzna pod nosem po czym sam pociągnął jedną z usypanych kresek. Wstał i nagle zakręciło mu się w głowie. Przed oczami pojawił się smok w w różowych ubrań na tle tęczy gotowy zionąc ogniem. Po tym Adamus kompletnie odpłynął.
Dragosani:
Gdy wszyscy byli już w pokoju dracona, ten wyciągnął jakieś ziołka. Wampir usiadł na podłodze, jak pozostali. Zapach zapalonych ziół i kadzideł drażnił czuły węch krwiopijcy. Nawet bez bezpośredniego zaciągania się, zaczął odczuwać pewne psychiczne sensacje.
- Nie rozumiem, jak odurzanie się ma pomóc cokolwiek wyjaśnić... - wyznał po krótkiej chwili ciszy. Oczywiście nikt mu nie raczył odpowiedzieć.
- Będę tego żałował... - Bezczelnie wziął nieco specyfiku i z zadziwiającą wprawą usypując z niej kreskę na wyprostowanym kciuku, wciągnął proszek przez nos. Z początku poczuł tylko drażniące "coś" w nosie. Potem zamknął oczy.
Gdy je otworzył spostrzegł, że coś jest nie tak. Siedzący nieopodal Diomedes miał głowę konia, zaś Adamus był rzepą. To było raczej nietypowe, nawet jak na nich. Nagle Drago uznał, że fajnie by było wejść na szafę stojącą w rogu, co też uczynił. Usadowił się na jej szczycie jak kot, nad sobą mając deski sufitu. Jego percepcja płatała mu figle, gdyż podłoga wydawała się oddalona o wiele kilometrów. Mimo to dostrzegł, że draconowi rogi zamieniają się w marchewki. Po tym odpłynął w ciemność...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej