Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyczajony browar, ukryty miód
Elrond Ñoldor:
- Nie... Za brzydki.
Hagmar:
Mogul! Edzio! Yarpen! Diomedes! Mordy wy moje! Co wy tu robicie? Spytał przyjaźnie Aragorn uradowany ze spotkania. Siedzimy tu tydzień i nawet nie ogarniamy jaka jest data, czuje się jak po kacu, mam tylko stalowy miecz i sto grzywien. Ktoś mi powie co ja tu robie i czemu ostatnie co pamiętam to wyprawa po jakieś informacje? Wszyscy patrzyli się dziwnie na Aragorna, jakoś nikt nie kwapił sie powiedzieć mu że od roku nie żyje...
Elrond Ñoldor:
- Nie żyjesz od roku - wyszczerzył zęby w uśmiechu. - A przynajmniej stare baby na rynku takie ploty szerzyły.
Hagmar:
A tu masz swojego testamenta. Brodacz wręczył papier draconowi, papier był autentyczny, pieczęć, charakter pisma też się zgadzały. Wydawało się że Aragorn zaraz wybuchnie i zacznie rozwalać otoczenie, na szczęście zmiażdżył tylko gliniany kubek. Ja tego nie pisałem, na pewno nie potraktowałbym tak Zeyfara. Gdzie ten kutas?
Nie wiadomo. Są inne złe wieści. Był pogrom magów... Gildia Magów spalona i ograbiona. Gunses nie żyje, zajebała go kuzynka Zefcia Victoria Jakaśtam. Dhampirzyca.
Kurwa... Jakim cudem Gunses dał się... Nie uwierze w to dopóki nie zobacze ciała. Co z dziećmi?
Zeyfar zanim zaginął zdążył wywieźć je do Matsumo.
Dobra... co z Zgromadzeniem? Ostatnie co pamiętam to to że potwierdziłem iż wrócili.
Wybite raz a dobrze, ale ludzie którzy ich popierali nadal żyją i cieszą się że nie żyjesz. Stracili sporo ale i zyskali. Twoi sojusznicy... cóż. Sabat się rozpadł, Kruki zdradziły bo przyjęły zlecenie na Cadacusa. Renfri straciła K'efir, załamała się po Twoim zgonie. Miałeś piękny pogrzeb, taki o jakim opowiadałeś. Co jeszcze? Z dobrych wieści... zająłem się twoim domem.
A forsa?
Nie ma. Ten kto podrobił testament zadbał o to byś w razie ożywienia nie miał nic. Ale wiesz... nadal masz skrytki i linie kredytową w Ekkerund.
Wiem. Ehhh. Dracon smutnął w chuj.
Zapłacą mi za to... A teraz napijmy się za... po prostu urżnijmy się w trzy dupy.
Dragosani:
Drago, który od jakiegoś czasu był skrajnie zamyślony i miał wszystko co go otacza w głębokim poważaniu w końcu otrząsnął się z rozważań. To co ujrzał w wyobraźni każdego by wyrwało z zamyślenia. Przetarł oczy.
- Muszę przestać pic byle jaką krew... - mruknął. Po znalezieniu wioski, oraz karczmy, wampir wślizgnął się jakoby wąż do środka, wraz z kompanią. Widok wielkiej, czarnej jaszczurki,palącej ziele i grającej w karty z w miarę normalnym człowiekiem jakoś go nie zdziwił. Nie takie rzeczy się widziało. Oczywistym było, że Czarny to Aragorn. Lub raczej ktoś, kto podawał się za Aragorna. Dragosani z natury był krętaczem, szczególnie po zmartwychwstaniu, więc oceniał innych podłóg siebie. Sprowadzało się to do tego, że nie zaufał Czarnemu.
- Aragorn... - stwierdził, uśmiechając się. - To chyba niemożliwe, ale zbrzydłeś jeszcze bardziej - ocenił.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej