Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyczajony browar, ukryty miód
Adaś:
Nosz kurwa Yarpen?! Krzyknął krasnal dość mocno zdziwiony, po czym opuścił broń i to samo nakazał gestem pozostałym krasnalom.Wybacz mi, słyszałem dużo o tobie. Nazywam się Zoltan Chewr`ray, kapitan oddziału dywersyjnego Armii Wolnego Miasta Ekkerund. Przedstawił się milutko krasnal, po czym zamilkł. Cisza ta jednak nie trwała długo bo zaraz sobie przypomniał pytania Yarpena. To wy kurwa nie wiecie? Cała północ pierdoli o tym na lewo prawo! Te kurwie syny które nazywacie barbarzyńcami to najgorsze ścierwo jakie po tych ziemiach chodzi! Tfu na pohybel tym kurwą! Ja i część moich chłopców wracamy właśnie z pola bitwy. W tym momencie stopniowo narastający głos krasnala zmienił się w krzyk który jawnie określał jego zdenerwowanie.Te chuje rozjebały cały hufiec! Rozumiecie to? Cały pierdolony hufiec! Krasnal się nagle uspokoił, ba wręcz zaczął przemawiać przez niego żal, rozpacz i nienawiść Po lasach błąkają się nie dobitki które przeżyły te pierdoloną rzeźnie. Nordowie psia ich kurwia mać! W nocy nas zaatakowali, nim wszyscy się otrząsnęli byliśmy już mocno zdziesiątkowani. Dopiero o świcie się wycofaliśmy, i teraz nie pozostaje nam nic innego jak wrócić i przegrupować się..
Hagmar:
Profesjonaliści kurwa wasza mać. Co to za Nordowie?
Adaś:
Krasnal zignorował pierwszą wypowiedź Yarpena. Nie wypadało mu się wykłócać z "ważniejszym" krasnalem. Ale od razu odpowiedział na pytanie. Pies ich jebał tyle ci powiem. Te skurwysyny ogłosiły sobie własnie nie zależne państwo głęboko w górach. Z początku król ich zignorował, ale nagle te skurwysyny nie wiadomo skąd wytrzasnęli dobrze wyszkoloną i wyposażoną armię. Ponad to kurwa wojnę Aggromorowi wypowiedzieli!
Hagmar:
Kurwa... a my tam właśnie idziemy. No nic, wracajcie my se pooradzimy. Nie takie rzeczy sie robiło.
Adaś:
Krasnal ukłonił się w geście pożegnalnym po czy ruszyliście dalej. Dwa dni później znaleźliście się wysoko w górach, zbliżała się zamieć cholerna zamieć. A wy nie mieliście schronienia, ponad to śnieg tak ograniczył widoczność że widzieliście, co najwyżej półtorej metra przed siebie. Szliście w tej zamieci całą noc, nie widząc się zbytnio nawzajem. Dopiero ocknęliście się nad ranem przemarznięci do szpiku kości, u wlotu dziwnej doliny. W dolinie tej było najzwyklejsza Veris, a do tego jakieś półtorej kilometra od waszej pozycji unosił się wioskowy dymek.
Było tylko jedno ale. Kiedy się zebraliście w całości dostrzegliście że brakuje wam dwóch ludzi. Ba a raczej nie ludzi. Wśród was brakowało Sleetha i Garira.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej